W jednym Camille miała rację, sugerując spędzenie im czasu z wnukami - tym, że rodzina zawsze powinna być na swoim miejscu. Chester dbał o rodzinę w swoich standardach. Obejrzał się na przechodzącą obok niego kobietę, uchwyciwszy posłane mu spojrzenie. Nie odwrócił głowy, utrzymując z nią kontakt wzrokowy. Poczuł też kobiecą dłoń przesuwającą się przez jego biodro i to przesądziło sprawę poprzez poruszenie właściwej struny we właściwym momencie - przełomowym biorąc pod uwagę fakt podejmowanych przez niego decyzji. Zainteresowanie ze strony pięknej kobiety było kolejnym czynnikiem utwierdzającym go w przekonaniu, że to była właściwa decyzja. Odchodząca Camille mogła być pewna, że zamierzał ją odnaleźć, gdy tylko przekaże wnuki pod opiekę swojego syna i synowej. Całkiem dogodną alternatywą wydawało mu się pozostawienie chłopców ze swoim bratem, który bardzo zaangażował się w opiekę nad dzieciakami. Ze słów blondynki wyglądało, że powinien szukać jej w pobliżu ognisk.
— Co za wylewność z twojej strony, bracie. Cieszą mnie twoje słowa. — Wyszeptał w odpowiedzi na to wyznanie. On też darzył braterską miłością swoje rodzeństwo, okazując to im na swój sposób. Nigdy nie był przesadnie wylewny, jeśli chodzi o okazywanie uczuć. Zatracanie się w czarnej magii miało swoją cenę. Cenę, którą gotów był zapłacić za potęgę, jaką ona gwarantowała.
— Widzę, że Szeptucha zaszczyciła cię uwagą. — Chester posłałby bratu krótkie, znaczące spojrzenie gdyby ten się nie zreflektował w kwestii wyzywania Szeptuchy przy Convenie. Z pewnością jego bratu udało się poszerzyć zasób słów jego wnuka i będzie musiał zwrócić na to uwagę Augustusowi i Imogen aby chłopiec nie zaczął się często posługiwać tym słowem zanim będzie w stanie zrozumieć jego znaczenie. Jest na to jeszcze za młody. Dopiero przed rozpoczęciem przez nich nauki w Hogwarcie jego wnuki powinny poznać znaczenie słowa szlama i powinni czuć się lepszymi od uczniów mugolskiego pochodzenia.
Postanowił nie komentować wygłoszonej przez wieszczkę przepowiedni, jedynie samo spotkanie Eryka z nią. Podobno wypowiedziane przez szaloną kobietę słowa zdawały się sprawdzać, jednak sam nie miał dotąd możliwości przekonania się o tym na własnej skórze. Nie będzie sugerować swojemu bratu tego, że powinien potraktować ją poważnie i rozważnie wybrać Kwiatuszka, z którym ten zapragnie się zabawić. Nawet gdyby miał taki zamiar to nie była to rozmowa, którą powinni odbyć w obecności dzieci.
— To nad wyraz łagodne określenie na nich. Niektórzy z nich nie powinni mieć wstępu na jakikolwiek sabat. — W głosie Chestera pobrzmiewała wyraźna niechęć i echo niedawno odczuwanej irytacja. O ile sam mężczyzna roszący ich wodą nie wydawał się być niebezpieczny, a Szeptucha stanowiła stały element każdego z sabatów, to tamta dwójka złodziei - obscenicznie ubrany mężczyzna i jego towarzyszka o lepkich dłoniach bardzo zapadli mu w pamięć i to o nich mówił. Jak przyjdzie w dniu jutrzejszym do pracy to zainteresuje się tym, czy trafili tam, gdzie ich miejsce - do aresztu. Jeśli jakimś cudem uniknęli tego to zadba o to, aby taka sytuacja się nie powtórzyła.
Dołączenie do nich Augustusa wraz z żoną bardzo zadowoliło Chestera. Po pierwsze się spotkali w gronie rodziny, po drugie oznaczało to, że jego syn niejako zwolni go z opieki nad wnukami, których jako przykładny dziadek rozpieszczał słodyczami i który zgodził się spróbować wygrać dla nich maskotki. Sytuacja uległa zmianie wraz z ewolucją jego planów na resztę sabatu. Idąc w ślady brata, skinął im głową.
— Powiedziałem twoim synom, że razem z wujkiem spróbujemy wygrać dla nich maskotki. — Sprostował słowa swojego wnuka. Składanie obietnic bez pokrycia nie było w jego stylu. Jeśli uda się im wygrać to bardzo dobrze, uszczęśliwią chłopców. Jeśli przegrają to chłopcy dostaną od nich cenną lekcję, że nie zawsze w życiu wszystko się udaje. O ile sam Chester wychodzi z założenia, że cel uświęca środki i że nic nie w stanie go powstrzymać przed osiągnięciem postawionych sobie celów, to nie zamierzał na oczach wszystkich uczestników sabatu sterroryzować organizatorów tych atrakcji po to aby uzyskać maskotkę dla dzieciaka. Ta zasada znacznie lepiej oddawała to, ile jest w stanie zrobić dla walki o świat mugoli i mugolaków zdominowany przez czarodziejów czystej krwi.
— Dobrze, że dzisiaj wypadł mi dzień wolny to mogłem ich zabrać ze sobą. — Zwrócił się do syna, po którym naprawdę było widać, że jest zmęczony. Pomimo tych wszystkich niewygodnych dla niego wydarzeń, jego obecność na tym sabacie miała swoje dobre strony.
Podążył za bratem w stronę stoiska z najbliższą atrakcją, jaką było strzelanie z procy do ruchomych tarcz. Sięgając do wewnętrznej kieszeni marynarki wyciągnął swoją sakiewkę i zapłacił za siebie. Po uiszczeniu opłaty i schowaniu mieszka na swoje miejsce, otrzymał procę i trzy pociski. Po nałożeniu ich na miseczkę prochy zamierzał zacząć strzelać do ruchomych tarcz. Wygranie jakiejkolwiek powinno wystarczyć chłopcom.
Rzucam 3k100 na AF, strzał z procy
Akcja nieudana
Sukces!
Akcja nieudana