Nie reagując na ciągłe przekładanie umówionych spotkań, w ostatnich tygodniach Theon wznosił się wręcz na wyżyny swojej cierpliwości. Cierpliwości, której - warto w tym miejscu zaznaczyć - w ostatnim czasie nie posiadał szczególnie dużo. Przytłoczony sprawami, które ciągnęły się za nim od poprzedniego sabatu, z trudem był w stanie zapanować nad wszystkim, co działo się w jego życiu. Stracił nad nim kontrolę. Porządnie się pogubił.
Momentami czuł, że zaczyna wręcz tonąć.
Camille miała być dla niego wybawieniem. Miała mu pomóc w pozbyciu się jednego spośród licznych problemów, z którymi Theon się borykał. Ich rodziny się znały. Matce Yaxleya wiadomym ponadto było, że jasnowłosa kobieta zna się na łamaniu klątw. Z tego też względu, świadoma sytuacji w jakiej znalazł się syn, zdecydowała się mu pomóc. Na tyle, na ile tylko była w stanie. A że Jennifer sama niegdyś klątwołamaniem była zainteresowana, pewne znajomości wśród specjalistów posiadała.
Gdyby to zależało tylko i wyłącznie od naszego bohatera, zapewne nie postawiłby stopy w pobliżu Stonehenge. Zwłaszcza, że z sabatami nie wiązały się obecnie najlepsze jego wspomnienia. Sprawy przedstawiały się jednak w taki sposób, że wielkiego wyboru tutaj nie posiadał. Zwłaszcza jeśli nie chciał na Camille czekać całego roku. Albo jeszcze dłużej. Dlatego też ostatecznie na miejscu się pojawił.
Całkiem sam, ubrany w szarą koszulkę i proste spodnie, trzymając w ręku wianek, jaki przy wejściu wręczyła mu nieznajoma czarownica, przemierzał teren, na którym odbywała się zabawa, wypatrując wśród zgromadzonych wokół kręgu czarodziejów znajomej twarzy. Po drodze zdarzyło mu się potrącić jakiegoś mężczyznę, prawie by zahaczył łokciem o młodą dziewczynę. Nie bardzo zwracał jednak na takie szczegóły uwagę. Skupiony był tylko na tej jednej kwestii, która go tutaj ściągnęła.
Na wiążącej się z nią irytacji.
Wreszcie ją zauważył. W pobliżu płomieni starała się odpalić papierosa. Sięgnął po znajdującą się w kieszeni benzynówkę, zakupioną w jednym z mugolskich sklepów. Wyciągnął w kierunku kobiety, odpalił proponując tym samym ogień. Następnie, jeśli nie zabrała paczki, bezceremonialnie poczęstował się jednym z jej papierosów. W końcu cudzesy zawsze w cenie. A i jaka oszczędność.
- Podejrzewam, że Ci się przyda. - odezwał się w stronę Camille, nie wybrzmiała w tym jednak żadna nić sympatii, faktyczna chęć pomocy z tym nieszczęsnym papierosem. - Skoro już przyciągnęłaś mnie w to przeklęte miejsce, to może znajdziesz wreszcie chwilę, żeby o tym porozmawiać? - następnie zadał pytanie. Dotyczący sprawy, która go tutaj przyciągnęła; która nie mogła być dłużej odkładana na później. Zwłaszcza, że w dalszym ciągu stosunkowo mocno dawała mu w kość. Niby z czasem więź miała słabnąć, ale Theon jakoś nieszczególnie to odczuwał. - Chyba, że nadal zamierzasz odkładać to na później?
!wianki