Prosząc o spotkanie, Rudolphus podał w swoim liście na tyle dużo informacji, aby Roberta autentycznie zainteresować tym, o czym chciał porozmawiać. Niezbyt często zdarzało się bowiem, aby po Londynie krążyły na jego temat jakieś plotki. Podobnie zresztą po reszcie kraju. Dbał o pozostawanie w cieniu. Od lat starał się nie wychylać. Pilnował każdego swojego kroku. Oczywiście pomimo tych środków ostrożności w dalszym ciągu przytrafiały mu się wpadki - jednej takiej konsekwencje poniósł w ostatnich dniach. Możliwe, iż przyjdzie mu się mierzyć z nimi do końca życia.
Był jednak świadom takiego ryzyka, kiedy zdecydował się na spotkanie z Nim.
Siedząc w swoim biurze, zajęty przeglądaniem znajdującym się na biurku papierów, był w stanie usłyszeć całkiem sporo z tego, co działo się w sklepie. Choć nie zdołał zarejestrować momentu, w którym Lestrange pojawił się na miejscu, do jego uszu dotarły strzępki mającej miejsce po tym rozmowy.
Tym samym był odpowiednio wcześniej przygotowany na spotkanie.
Znajdujące się w gabinecie, drewniane biurko, od strony wejścia jednolite, poza dwoma szufladami i jedną, niewielką szafeczką, posiadało trzy półki. Z jednej z nich, tej najwyższej, zdecydował się skorzystać. Ulokował na niej swoją różdżkę - tak aby znajdywała się na wyciągnięcie dłoni, ale zarazem - niewidoczna dla jego gościa. Jeden ruch powinien wystarczyć; powinien pozwolić na to, aby zająć się pewnymi problemami.
O ile te się pojawią.
Kiedy Rudolphus znalazł się w gabinecie, przywitał go siedząc za biurkiem. Wyprostowany. Świadomy jego obecności. Robert nie był pogrążony w lekturze, zajęty pracą. Nie. Tym razem był przygotowany i spoglądał właśnie w stronę drzwi.
Wyraz twarzy tradycyjnie nie ułatwiał jednak odczytania emocji.
- Długo jeszcze zamierzałeś się z nim bawić? - zamiast do Lestrange'a, słowa skierował do brata. Po prawdzie był trochę zawiedziony tym, że tyle czasu im na to zeszło. Nieco zdegustowany tym, że Rudolphus nie zorientował się w sytuacji. Może ocenił go zbyt pośpiesznie? Może popełnił w jego przypadku jakiś błąd? - Zauważyłeś coś niepokojącego? - dopytał jeszcze, uwagę przenosząc jednak z powrotem na młodego niewymownego. Ruchem głowy wskazał na fotel. Dzieciak mógł zająć swoje miejsce. Posadzić na nim cztery litery.
I czekać na moment, kiedy przejdą do rzeczy.
Czyli w sumie nic nowego.