Nie zwrócił uwagi na to, w jaki sposób Camille zareagowała na jego niespodziewane towarzystwo. Obecnie w nosie miał jej ton głosu czy wyraz twarzy. Nie obchodziło go również to, co na jego temat myślała. Od pewnego czasu zainteresowany był w zasadzie tylko samym sobą. Zależało mu wyłącznie na wyprostowaniu pewnych spraw, przez które nie był w stanie przesypiać całych nocy.
- Mógłby być lepszy. - bardziej wymamrotał, niż odpowiedział, wkładając między usta cudzesa. Odpalając go z pomocą tej samej benzynówki, którą chwilę temu podstawił pod nos Camille.
I faktycznie tak uważał. Dla niego nie był to dobry dzień, podobnie jak ten poprzedni i jeszcze wcześniejszy. W ostatnim czasie jakoś tak z trudem przychodziło mu znaleźć jakieś pozytywy. Wszystko się pokomplikowało i nie bardzo wiedział w jaki sposób powinien to uporządkować. A czas, ten cholerny czas leciał. I nie chciał zwolnić.
Zaciągnął się, żeby po chwili wypuścić nieco dymu.
- Gdybyś nie przekładała raz za razem naszego spotkania nie byłbym zmuszony biegać za Tobą aż na sabat. - zauważył. Dla niego sprawa była prosta. Potrzebował Camille. Potrzebował jej pomocy na już. Nie za tydzień, miesiąc, albo - na Merlina! - za rok. Nie byłby w stanie tak długo czekać.
O ile faktycznie po tak długim czasie nadal odczuwałby skutki magii, z którą zdarzyło mu się zetknąć podczas Beltane.
- Nie wciskaj mi tu kitu. - nie chciał ryzykować, a poza tym... też Camilli nie ufał. Nie miał podstaw do tego, aby uwierzyć w to, że kolejny raz nie dostanie od niej z samego rana liściku z przeprosinami i jakimś dziwnym tłumaczeniem. - Czekam już z tym na tyle długo, Camille, że jeszcze trochę i chyba kompletnie oszaleje. - pomimo całej tej irytacji, pozwolił sobie na odrobinę szczerości. A ona.. przecież z takimi przypadkami miała już styczność. Powinna rozumieć. Powinna wiedzieć jak to cholerstwo działa.
Powinna więc też okazać Yaxleyowi trochę zrozumienia?
O ile na to ostatnie zasługiwał ktoś, kto zachowywał się w taki sposób. Nachodził Ciebie podczas święta i wypominał, że jak dotąd nie znalazłaś dla niego czasu. No cóż. Theon był jaki był. Niby nie miał już kilkunastu lat, ale nadal zdarzało się, że postępował lekkomyślnie. Nie zastanawiał się, tylko działał.
- Naprawdę nie jesteś w stanie znaleźć chwili i chociaż powiedzieć jak to paskudztwo działa i czy damy radę się tego pozbyć?