Niewinny żart z jego strony przyniósł bardzo zadowalający efekt - możliwość ujrzenia uroczo zarumienionej Olivii, która w jego oczach wyglądała jeszcze ładniej. Chciał to zapamiętać. Ta Litha należała do wyjątkowo udanych.
— Bądź silna i niezależna, ale nie okupuj się jakby jakby miał świat skończyć. Za rok także będzie Litha. — Stwierdził z uśmiechem. Jego słowa przepełniał przesadny optymizm, stojący w poważnej sprzeczności z tym, że żyli w bardzo niespokojnych czasach i tak naprawdę nie mieli pewności, czy dane będzie im dożyć następnej Lithy. — Wydaje mi się, że bycie dziwnym jest typowe dla nas, Bletchleyów. — Nie uważał tego za coś niewłaściwego. Po prostu tacy byli.
Pomimo swojej choroby i przeświadczenia, że podjęte przez niego próby wygrania dla Olivii jakiejkolwiek maskotki zakończą się niepowodzeniem, nie zamierzał żałować podjętej próby. Przez wzgląd na Olivię. Ona była jedną z niewielu osób, które nie przypominały mu na każdym kroku o tym, co sam doskonale wiedział. Oszczędzał się jak tylko mógł.
— Będzie mi potrzebne. — Pocałowany w policzek znów się delikatnie zarumienił. — To nie ma związku z tobą, po prostu nie jestem biegły w konkurencjach zręcznościowych. Chętnie to zobaczę. — Wszystkie swoje niepowodzenia na tym polu mógł zrzucić na swoją chorobę. Nie wierzył w to, że ona przynosi pecha. Obserwował rzucającą trzy razy Olivię, której w ogólnym rozrachunku udało się trafić tylko raz w piramidę puszek.
— Potraktujmy to jako rozgrzewkę. Są jeszcze jeszcze dwie atrakcje, chcesz postrzelać z procy albo porzucać obręczą? — Zaproponował przyjaciółce z wesołym uśmiechem, niczym niezrażony swoją oczywistą przegraną.