09.12.2023, 06:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.12.2023, 06:54 przez Leviathan Rowle.)
Prychnął rozbawiony, w ten mało dyskretny sposób kogoś, kto w ostatniej chwili próbował się powtrzymać przed roześmianiem nieco bardziej. Ale cóż mógł poradzić, skoro słowa Sary trochę brzmiały jakby uderzały zbyt blisko do domu, bo Leviathan nie mógł pozbyć się wrażenia, że Murtagh towarzyszył mu dlatego właśnie, że mu mama kazała. Bo co innego go to przywiało? Braterska powinność? Rowle nie miał z nim wcześniej styczności w roli dobrego starszego brata, nie mówiąc o tym, że ten nawet nie zachowywał się tak, by chociaż próbować wypełnić ten obrazek. Był tak samo sztywny jak Levi, a to przecież nie on miał się tutaj zaraz oświadczać. A może to właśnie po to przyszedł? Żeby potem potwierdzić tacie, że pierścionek na palcu jego młodszej siostry wylądował w odpowiedni sposób?
- Może uda mi się ją złapać gdzieś indziej, hmm? Albo następnym razem - odpowiedział jej z delikatnym uśmiechem, czającym się gdzieś w kącikach ust. Dobrym Sandmanem, jej Sandmanem, absolutnie by w tym momencie nie pogardził, a nawet przyjął o wiele chętniej niż co innego.
Podążył za nią w kierunku straganu z wiankami, w przynajmniej chyba nie miał wielkiego wyboru, kiedy splotła ich palce i pociągnęła go w tamtym kierunku. Nawet nie obejrzał się, czy jej brat w ogóle idzie za nimi, w duchu trochę licząc na to, że zgubi się może gdzieś w tłumie i już więcej go dzisiaj nie będzie musiał oglądać. Kiedy dotarli, przywitał się z Agathą krótko i lekkim uśmiechem, mimowolnie taksując ją uważnym spojrzeniem, ale ta też szybko wcisnęła mu jego własny wianek.
Obejrzał się na Sarah, która nałożyła wianek na głowę i odwróciła się do niego, w sumie to do nich, bo Murtagh się niestety nigdzie nie zgubił, pozując w akompaniamencie lekkiego, letniego wiatru, który malowniczo pociągał ją za wstążkę przyczepioną do wieńca. To pytanie wydało mu się nieco podchwytliwe, ale gotowy był na nie nawet szybko odpowiedzieć. Ba, otworzył już nawet usta, ale jej brat postanowił się odezwać i Leviatan błyskawicznie te buzie zamknął, marszcząc brwi i patrząc na Macmillanównę nieco zmieszany. W życiu się nie spodziewał, że kiedykolwiek usłyszy od kogoś tekst tego pokroju, kierowany do młodszej siostry. Oczekuję, że będziesz mnie doić, zabrzmiało w jego głowie jak jakieś upiorne echo, kiedy zacisnął na moment palce na wianku nieco mocniej. W co on się w ogóle wżeniał?
- Wyglądasz zjawiskowo - odpowiedział wreszcie, wciąż jeszcze chyba w szoku, bo nie aż tak entuzjastycznie jak wcześniej planował. W końcu też i jego wianek znalazł się na głowie, a Levi poczuł jak ogarnia go przyjemne uczucie, które zapewniało go o tym, że wszystko będzie dobrze. Nagle, kiedy tak spojrzał na Sarę, nie był już aż tak przerażony faktem, że musiał się jej dzisiaj oświadczyć. Może był tylko nieco stremowany.
Ta odwaga też nie przeminęła, kiedy ponownie złapawszy ją za rękę, rozejrzał się dookoła, szukając stoiska z alkoholem i kiedy jego spojrzenie przemknęło koło ogniska, a tam natrafiło na sylwetkę Septimy. Odwrócił głowę, spoglądając gdzieś dalej i w końcu wyłapując budkę z właściwym napisem.
- Chyba tam coś jest - zakomunikował, ruchem głowy wskazując w kierunku, gdzie z resztą zaraz sam ruszył. - Jak tam twój wianek? Wszystko dobrze? - zwrócił się do dziewczyny, mając w pamięci jej ostrzeżenie dotyczące wieńców i wcześniejsze wątpliwości, dotyczące jeszcze poprzedniego święta. Jednocześnie też, ustawił się w krótkiej kolejce, która znajdowała się przy stoisku.
!wianki
- Może uda mi się ją złapać gdzieś indziej, hmm? Albo następnym razem - odpowiedział jej z delikatnym uśmiechem, czającym się gdzieś w kącikach ust. Dobrym Sandmanem, jej Sandmanem, absolutnie by w tym momencie nie pogardził, a nawet przyjął o wiele chętniej niż co innego.
Podążył za nią w kierunku straganu z wiankami, w przynajmniej chyba nie miał wielkiego wyboru, kiedy splotła ich palce i pociągnęła go w tamtym kierunku. Nawet nie obejrzał się, czy jej brat w ogóle idzie za nimi, w duchu trochę licząc na to, że zgubi się może gdzieś w tłumie i już więcej go dzisiaj nie będzie musiał oglądać. Kiedy dotarli, przywitał się z Agathą krótko i lekkim uśmiechem, mimowolnie taksując ją uważnym spojrzeniem, ale ta też szybko wcisnęła mu jego własny wianek.
Obejrzał się na Sarah, która nałożyła wianek na głowę i odwróciła się do niego, w sumie to do nich, bo Murtagh się niestety nigdzie nie zgubił, pozując w akompaniamencie lekkiego, letniego wiatru, który malowniczo pociągał ją za wstążkę przyczepioną do wieńca. To pytanie wydało mu się nieco podchwytliwe, ale gotowy był na nie nawet szybko odpowiedzieć. Ba, otworzył już nawet usta, ale jej brat postanowił się odezwać i Leviatan błyskawicznie te buzie zamknął, marszcząc brwi i patrząc na Macmillanównę nieco zmieszany. W życiu się nie spodziewał, że kiedykolwiek usłyszy od kogoś tekst tego pokroju, kierowany do młodszej siostry. Oczekuję, że będziesz mnie doić, zabrzmiało w jego głowie jak jakieś upiorne echo, kiedy zacisnął na moment palce na wianku nieco mocniej. W co on się w ogóle wżeniał?
- Wyglądasz zjawiskowo - odpowiedział wreszcie, wciąż jeszcze chyba w szoku, bo nie aż tak entuzjastycznie jak wcześniej planował. W końcu też i jego wianek znalazł się na głowie, a Levi poczuł jak ogarnia go przyjemne uczucie, które zapewniało go o tym, że wszystko będzie dobrze. Nagle, kiedy tak spojrzał na Sarę, nie był już aż tak przerażony faktem, że musiał się jej dzisiaj oświadczyć. Może był tylko nieco stremowany.
Ta odwaga też nie przeminęła, kiedy ponownie złapawszy ją za rękę, rozejrzał się dookoła, szukając stoiska z alkoholem i kiedy jego spojrzenie przemknęło koło ogniska, a tam natrafiło na sylwetkę Septimy. Odwrócił głowę, spoglądając gdzieś dalej i w końcu wyłapując budkę z właściwym napisem.
- Chyba tam coś jest - zakomunikował, ruchem głowy wskazując w kierunku, gdzie z resztą zaraz sam ruszył. - Jak tam twój wianek? Wszystko dobrze? - zwrócił się do dziewczyny, mając w pamięci jej ostrzeżenie dotyczące wieńców i wcześniejsze wątpliwości, dotyczące jeszcze poprzedniego święta. Jednocześnie też, ustawił się w krótkiej kolejce, która znajdowała się przy stoisku.
!wianki