09.12.2023, 20:27 ✶
Galeria Sztuki im. Loretty Lestrange
Był wściekły. Ten ich cały cygański ślub był dla niego jak ciernie pod powieką. Tysiące razy powtarzał jej, żeby się w to nie pakowało, bo będzie cierpieć jak nigdy wcześniej. Ten typ był gorszy, jeszcze bardziej zepsuty i toksyczny, niż każdy poprzedni. Jakby zsumować wszystkich byłych Loretty może dobilibyśmy chociaż do połowy stawki tego jak zdegenerowany był Mulciber. I wcale nie musiał go bardzo dobrze znać, by wiedzieć że nie chce takiego losu dla swojej siostry. Naprawdę był zaskoczony tym jak progresywnie rosło zestawienie poziomu spierdolenia kolejnych facetów jakich dobierała sobie Loretta. Czyżby na Nokturnie był urządzany jakiś plebiscyt w którym wyłaniany był największy szmaciarz, specjalnie pod gusta jego bliźniaczki? Bo nie potrafił znaleźć logicznego wytłumaczenia dla tego jak bardzo Lorka starała się znaleźć jeszcze bardziej gówniany zamiennik Leandra. Z reguły nie wtrącał się w jej relacje z mężczyznami, chociaż rozsądek podpowiadał mu że powinien. Może gdyby w porę zainterweniował jeszcze za czasów Yaxleya, dzisiaj nie musiałby robić tego co miał w planach. A wpadł na pomysł, może mało przebiegły, jednak nie miał zbyt wielkiego wyboru, że poszuka jakiś wskazówek w pracowni Loretty. Nie wiedział tak naprawdę czego szukał konkretnie, ani co chciał tym finalnie osiągnąć. Był jednak pewien, że tym razem nie zostawi tego wszystkiego kaprysowi przypadku. Najlepiej zdławić zło w zarodku i działać szybko. Liczył, że być może w jej gabinecie, w stertach notatek, czy ukryte na dnie którejś szuflady znajdzie coś co podpowie mu czego powinien się teraz najbardziej obawiać. Najchętniej to poznałby lokalizację tego całego romskiego taboru i spalił ich w pizdu, aż nie zostanie po nich nawet najdrobniejszy węglik. Całe szczęście, że ta farsa póki co nie została sformalizowana i póki żaden kapłan z Kowenu nie odnotuje ich zaślubin w oficjalnym piśmie byli dla siebie całkiem obcy, w świetle prawa oczywiście.
W budynku galerii pojawił się środkiem nocy, trochę po północy, kiedy w środku oprócz śpiącego nocnego stróża oraz skrzatki nikogo nie było. Był tutaj traktowany prawie jak drugi właściciel, więc nikt nie miał zamiaru robić problemu z powodu tego, że tutaj się znalazł o tak później porze. Przechodząc przez pracownie, nawet nie rozglądał się zbytnio po sztalugach. Bał się, że zobaczy coś tak ohydnego, że nie będzie mógł zasnąć od tego widoku przez kolejne tygodnie. Nie żeby czuł obrzydzenie do talentu swojej siostry, ale znał ją. Wiedział, że obecnie targają nią bardzo mocne emocje, a te zawsze musiały znaleźć ujście w jej sztuce. Nie daj Matko jeszcze, na którymś z tych płócien dostrzegłby ich razem w akcie. Wchodząc do prywatnego gabinetu pani mecenas, w jego nozdrza uderzył zapach którego by się nie spodziewał tutaj. Jakby woń alkoholu i... opium? Szybko rozpoznał kobiecą sylwetkę, która uprzedziła go w przeczesywaniu szafek i półek tego pokoju. Zatrzasnął za sobą drzwi, głośno sygnalizując swoją obecność tutaj. Przekręcił klucz w zamku, na wypadek... No właśnie, to się jeszcze raz okaże. - Diana? Czego tutaj szukasz? - zapytał dość grzecznie jak na siebie, czyli tylko trochę chłodno i ozięble. Gdyby nie wiedział, że kumplują się razem z Lorettą potraktowałby ją mniej uczuciowo, ale zaskoczyła go jednak. Rozejrzał się dokładniej, w poszukiwaniu reszty cygańskiej zgrai, ale wyglądało na to, że Dianka przebyła wyłącznie we własnym towarzystwie. Do tej chwili. - Dostałaś wizę na wyjście z Nokturnu? - uniósł brew z zadziornym uśmiechem.