18.11.2022, 21:23 ✶
Jego niespokojne ruchy wskazywały na potrzask. Wyglądał nieporadnie, trochę głupio z rękawem szaty zakotwiczonym w zasuwce prowadzącej do działu ksiąg zakazanych. Miał przydługie włosy, błyszczące oczy i reprezentował sobą jakąś cząstkę chaosu, która przypominała jej Brenne. Coś niezrozumiałego, przypominającego bałagan. Dlaczego w ogóle wybrał taki niedorzeczny moment na próby wyniesienia tego, czego uczniom bez nadzoru czytać nie było można? Każdy wiedział, że bardzo sporadycznie stara bibliotekarka odpuszczała obchód po miejscu swojej pracy przed jej zamknięciem. Twarz Flintówny nie zdradzała jednak, ile czasu jej myśli poświęciły niespodziewanemu uczniowi, dzięki któremu znalazła się w tak kuriozalnej sytuacji. Już miała jeden szlaban w kartotece, nie była pewna, czy zniesie drugi.
- Nie. - odpowiedziała krótko ze wzruszeniem ramion, mając ochotę go tak zostawić i sobie iść. Ba, nawet to zrobiła! Zaczęła się odwracać, leniwie stawiając kroki, kiedy znów odezwało się poczucie obowiązku. Cholerna odznaka. Przymknęła oczy, odchylając głowę do tyłu i zsunęła torbę z ramienia, rzucając ją niedbale w kąt Zlustrowała go raz jeszcze wzrokiem, podchodząc ostatecznie i ostrożnie uniosła jego dłoń, przyglądając się, jak szata mogła ot tak wkręcić się w zasuwkę. Ostrożnie chwyciła w palce materiał, próbując wyjąć go bez uszkodzenia i zniszczenia szaty, jednak metal zdawał się nieustępliwy. - Jeśli tak bardzo chciałeś książkę z tego działu, mogłeś poprosić o pozwolenie któregoś z profesorów lub opiekunów.
Zauważyła ze spokojem, przenosząc spojrzenie na jego twarz na ułamek sekundy, odrobinę zaintrygowania jego niedoszłą próbą włamania oraz kradzieży. Co niby dla ucznia piątej klasy mogło być w tym dziale tak wartościowego, aby narażać się na szlaban lub wydalenie ze szkoły? Szarpnęła materiałem mocniej, włączając jednak do akcji ratunkowej drugą z dłoni. W przeciwieństwie do chłodu, który bił ze skóry Cynthii, jego dłonie były ciepłe. Pachniał kurzem, książkami i szałwią. Jakże irytujący był jej zmysł obserwacyjny! To przez zioła oraz eliksiry, a przynajmniej tak sobie tłumaczyła. Kolejne szarpnięcie, uniesienie materiału długim paznokciem i w końcu zasuwa odpuściła. Szata pozostała cała, jednak niesamowicie wygnieciona w miejscu zakleszczenie, co mimowolnie wygładziła dłonią, bo była paskudną pedantką. Cofnęła się następnie o dwa kroki i podniosła z ziemi swoją torbę oraz rzucone tam wcześniej tomisko. - Rozumiem, że nie będziesz już próbował dostać się do tamtych regałów i możemy udać się do Twojego dormitorium? Zaraz zaczyna się cisza nocna.
Wyjaśniła tylko, poprawiając materiał swojego swetra i zgarniając kosmyk włosów za ucho. Musiała upewnić się, że wygląda schludnie oraz czysto, że nie zsunęły się zakolanówki i nie wgniótł śnieżnobiały, krochmalony kołnierzyk. Czując chłód księgi przy piersiach, wyprostowała się, zawieszając na nim wzrok. Bo chyba nie zamierzał tutaj zostać? Miał szczęście, że była jednym z tych prefektów, którzy to nie odejmowali punktów lekką ręką.
- Nie. - odpowiedziała krótko ze wzruszeniem ramion, mając ochotę go tak zostawić i sobie iść. Ba, nawet to zrobiła! Zaczęła się odwracać, leniwie stawiając kroki, kiedy znów odezwało się poczucie obowiązku. Cholerna odznaka. Przymknęła oczy, odchylając głowę do tyłu i zsunęła torbę z ramienia, rzucając ją niedbale w kąt Zlustrowała go raz jeszcze wzrokiem, podchodząc ostatecznie i ostrożnie uniosła jego dłoń, przyglądając się, jak szata mogła ot tak wkręcić się w zasuwkę. Ostrożnie chwyciła w palce materiał, próbując wyjąć go bez uszkodzenia i zniszczenia szaty, jednak metal zdawał się nieustępliwy. - Jeśli tak bardzo chciałeś książkę z tego działu, mogłeś poprosić o pozwolenie któregoś z profesorów lub opiekunów.
Zauważyła ze spokojem, przenosząc spojrzenie na jego twarz na ułamek sekundy, odrobinę zaintrygowania jego niedoszłą próbą włamania oraz kradzieży. Co niby dla ucznia piątej klasy mogło być w tym dziale tak wartościowego, aby narażać się na szlaban lub wydalenie ze szkoły? Szarpnęła materiałem mocniej, włączając jednak do akcji ratunkowej drugą z dłoni. W przeciwieństwie do chłodu, który bił ze skóry Cynthii, jego dłonie były ciepłe. Pachniał kurzem, książkami i szałwią. Jakże irytujący był jej zmysł obserwacyjny! To przez zioła oraz eliksiry, a przynajmniej tak sobie tłumaczyła. Kolejne szarpnięcie, uniesienie materiału długim paznokciem i w końcu zasuwa odpuściła. Szata pozostała cała, jednak niesamowicie wygnieciona w miejscu zakleszczenie, co mimowolnie wygładziła dłonią, bo była paskudną pedantką. Cofnęła się następnie o dwa kroki i podniosła z ziemi swoją torbę oraz rzucone tam wcześniej tomisko. - Rozumiem, że nie będziesz już próbował dostać się do tamtych regałów i możemy udać się do Twojego dormitorium? Zaraz zaczyna się cisza nocna.
Wyjaśniła tylko, poprawiając materiał swojego swetra i zgarniając kosmyk włosów za ucho. Musiała upewnić się, że wygląda schludnie oraz czysto, że nie zsunęły się zakolanówki i nie wgniótł śnieżnobiały, krochmalony kołnierzyk. Czując chłód księgi przy piersiach, wyprostowała się, zawieszając na nim wzrok. Bo chyba nie zamierzał tutaj zostać? Miał szczęście, że była jednym z tych prefektów, którzy to nie odejmowali punktów lekką ręką.