Niezdarność; powinno być jej drugim imieniem. Jej policzki pierwszy raz od wielu lat zarumieniły się z zawstydzenia, strachu i złości. Wpadła na Augustusa Rookwooda, z którym łączyło ją wiele i jednocześnie tak bardzo nic. Jej życie w ostatnim czasie nabierało okropnego tempa, najpierw klątwy, powrót jego, chęć zmian, chęć stworzenia własnego miejsca pracy, szukanie na siłę miłości, choć nie powinna. Miłość powinna przyjść sama, ale ta samotność, która ją otaczała była dla niej okropnie nie do zniesienia. Tak bardzo chciała mieć możliwość wpadnięcia w objęcia mężczyzny, otulenia się jego troską i zapachem, tak bardzo chciałaby mieć możliwość wracania do kogoś do domu, a zamiast tego cierpiała, bo postanowiła przyjaźnić się z kimś kogo kochała, z kimś kogo nie mogła spotykać w świetle dnia, bo wzbudziłoby to kontrowersje, bo zraniłaby jego rodzinę. Patrzyła na niego oniemiała, zszokowana, bo nie spodziewała się go dzisiaj znowu spotkać. Musieli się rozstać, musiała to zakończyć, ale los pchał ich na siebie. Warga z nerwów jej drgnęła, a zęby ostro zagryzły ją tak, że poczuła w nich ból. Ramiona Augustusa sprawiły, że na jej karku pojawiła się gęsie skórka, odchrząknęła i uśmiechnęła się blado do Imogen.
– Przepraszam najmocniej – skłoniła delikatnie głowę – A pani nic nie jest? – zapytała, z rozpędu zwracając się do niej formalnie. W końcu nigdy nie zostały sobie przedstawione, wiedziały w szkole o swoim istnieniu, ale zapewne Paxton była dla niej robakiem, nieistotnym do nawet zaszczycenia myśli w głowie pani Rookwood. Sama Avelina natomiast myślała o niej zbyt często, zbyt często wyobrażała sobie takie spotkanie z Imogen, zbyt często zazdrość zaglądała w jej umysł, gdy żona Augustusa wkradała się w jej myśli. Jaka była? Co robiła? Jak dbała o Augustusa? Czy go kochała? Czy była szczęśliwa? Czy była żmiją? Czy może kochaną kobietą, która dbała o wszystkich dookoła? Wzrok skierowała na swojego przyjaciela i poczuła jak serce jej na chwilę zamarło. Nie pozbędzie się go tak szybko ze swojego serca. Gdy nie było go przy niej łatwo jej było mówić, że jest nie istotny, ale gdy widziała jego oczy wszystko w niej umierało i rodziło się na nowo. – Tak, przepraszam, ale przez ten tłum cięzko się tu poruszać – ponownie przeprosiła.
Gdy Augustus przyznał się do znajomości Paxton spojrzała na niego unosząc brwi zaskoczona. Jak mógł? Jak mógł ją zdradzić? Chciała udawać, że ich nie zna, że są nieistotni, a teraz poznawała Imogen Rookwood. Przełknęła cicho ślinę i wyciągnęła niepewnie dłoń do kobiety przedstawiając się jej sama.
– I nie jestem aptekarką, Rookwood – odpowiedziała mu natychmiast z przekąsem. Nienawidziła, gdy ją tak nazywano, nie sprzedawała tylko leków, robiła je, warzyła każdy eliksir z wielką rozwagą, wiele lat się uczyła i nadal poszerza swoją wiedzę, więc nazywanie ją aptekarką odrobinę godziło ją w serce. ALBO w serce godziło ją to, że to właśnie Augustus ją tak nazwał, że ten wstrętny fałszywy, zakłamany, idealnie przystojny, dźgający ją w odpowiedni sposób do polepszenia swojej pewności, ukochany Rookwood miał czelność kpić z niej w tym dniu. Podejrzewała, że nadal był na nią zły za to, że się naraziła i nie posłuchała jego świętych rozkazów, aby nie szła na statek. Jakby mała wybór, zrobiłaby to jeszcze raz. – Jestem Mistrzynią Eliksirów, pracuję w Eliskirach Ravena i sama robię tam eliksiry – wyjaśniła patrząc na Imogen. Serce biło jej wręcz w uszach ze stresu. Co on chciał osiągnąć? Czemu to zrobił? Czyżby robił dla siebie alibi? Furtkę? Nie rozumiała. I wtedy zadał to pytanie, które wręcz zabolało, rozmawiali o tym, a on tak mamił jej głowę? Cofnęła się o krok, aby nie być zbyt blisko niego, ich. Popatrzyła na każdego z osobna.
– Rookwood, chyba ci piątej klepki brakuje – dodała przełykając z trudem gulę. – Wyśpij się, albo co bo ewidentnie się nie wyspałeś. Skończyły ci się eliksiry nasenne, czy o co chodzi? – zapytała ostro drżącym z nerwów głosem. – Muszę już iść, czeka na mnie Alex – dodała podkreślając przy tym imię Bella. Nie wiedziała czemu to zrobiła, chyba chciała mu wcisnąć igłę w serce. Przechodząc jeszcze szturchnęła Rookwooda niby przypadkiem i spojrzała dyskretnie w jego oczy jakby chciała wyczytać w jego oczach, czy sobie żartował. Zmartwiła się jednak jego słowami, gdy usłyszała, że Imogen chce się wyprowadzić. Czyżby mieli problemy? Może powinna z nim porozmawiać jutro? Albo jak będzie mieć czas?
Odnalazła po krótkiej chwili Alexandra zostawiając za sobą małżeństwo Rookwoodów tak szybko jak tylko mogła. Spojrzała na Bella z delikatnym strachem.
– Idziemy na płomienie? – głos jej drżał, serce waliło zbyt szybko, zmęczenie znowu zaczynało dawać mocno się we znaki, a oczy zaszkliły się tak jakby chciała płakać, ale dzielnie się przed tym powstrzymywała.