09.12.2023, 23:00 ✶
Wtuliłem się w ciało Flynna, objąłem jedną ręką jego rękę, w drugiej wciąż ściskając wręczone mi lusterko - materialny dowód jego miłości do mnie. Zamierzałem trzymać się go niczym kotwicy, która trzymała mnie na miejscu, nie pozwalała porwać prądom morskim w jakimkolwiek innym, niepożądanym kierunku. Moja kotwica, moje lusterko, mój Flynn. Byliśmy braćmi, byliśmy zgranym duetem, byliśmy przyjaciółmi i kochankami. Szliśmy od kilku lat ramię w ramię. Flynn był ze mną nieprzerwanie, a teraz ostrzegał mnie, że zniknie, ale mówił również, że wróci. W sierpniu. Wróci któregoś dnia sierpnia i zamierzałem czekać.
Nadstawiłem ucho, kiedy chciał coś powiedzieć, ale przerwał. Ciekawe byłem, co chciał dodać. Spodziewałem się, że potwierdzi moje słowa, że rzeknie słów kilka o lusterku, o komunikacji między nami, ale on milczał dosyć długo, jakby zbierał słowa i obrazy w swojej głowie w jedną zgrabną całość. Nie przerywałem mu wciąż niemożebnie zmęczony, wzruszony i zawstydzony, że to coś żenującego, co miałem okazji zrobić, powiedzieć, miało w ogóle miejsce, ale... Flynn to rozumiał, prawda? Wybaczył mi, że wariowałem? Że czasami byłem tak bardzo zmęczony i nieco zazdrosny o niego, że obawiałem się, że mógłby nie chcieć mnie takiego, jakim byłem...? Myślę, że nikt bardziej niż on nie znał takich wątpliwości, więc musiał to zrozumieć, przyswoić, zaakceptować, a jednak chwila się wydłużała. Ta bezduszna chwila milczenia.
Zmęczenie nie pozwalało mi powiązać jego Al i milczenia z tą nocą kilka lat temu, kiedy pierwszy raz odezwał się do mnie po powrocie. Niewinna nieświadomość zalewała mój umysł, który w tej chwili domagał się czułych słówek przed snem. Może nawet byłbym w stanie tak zasnąć w tę bezduszną noc, ze smakiem wstydu na wargach, głębokiego zażenowania, ale przepełniony miłością Flynna, ale...
Ale...
Ale no właśnie co?
Al, obiecaj mi, że jak ci to wszystko powiem, to stąd nie wyjdziesz... Lampka się zapaliła, bo czemu miałbym wychodzić? Było mi tu tak dobrze, tak ciepło, niemalże idealnie, gdyby nie moje schizy, a jednak... Schizy nie były schizami, tylko zmorami, które faktycznie istniały. Kleopatra okazała się być prawdziwa. Była facetem, byłym... chłopakiem. Którego wciąż lubił... czy może jednak kochał?
Zacisnąłem mocniej oczy, nie chcąc ronić łez, nie chcąc patrzeć na nic, co mogłoby mi potwierdzić, że to działo się naprawdę. Czułem jak spadam w przepaść, jak tracę grunt, tę stabilność, o której jeszcze przed chwilą mówiłem Flynnowi. Czy jego kocham cię, jego zaufanie, jego powrót... Czy były coś warte? To lustro? Czy chciał mieć tylko ze mną kontakt? Czy może z kimś jeszcze?
Chciałem być silnym i niezależnym zarządcą, kimś, na kim mogliby się wspierać wszyscy cyrkowcy, cała moja rodzina, ale wyszło jak wyszło. Trwałem w bezruchu, nie wiedząc, co powiedzieć, co myśleć, co czuć, w jaki sposób oddychać by nie tracić zmysłów. Tę książkę dostał od swojego byłego chłopaka, z podkreślonym cytatem o miłości, i ją zachował, postawił na półce obok moich dokumentów. Niczym trofeum, coś godnego, coś ważnego.
Skurczyłem się w sobie. Chciałem być silny, ale nie potrafiłem. Pragnąłem się ruszyć, ale nie byłem w stanie. Czy bałem się, że to powie...? Nie, nie spodziewałem się totalnie. Może wcześniej tak, ale myślałem, że to lusterko faktycznie coś znaczyło. Chciałem by coś znaczyło, więc może dlatego tak mocno je ściskałem, że aż bolały mnie palce...?
Nie powiedziałem nic, oddychając ciężko. Poruszyłem się tylko niespokojnie. Raz, garbiąc się bardziej, przechodząc do pozycji embrionalnej bardziej niż wcześniej.
@The Edge
Nadstawiłem ucho, kiedy chciał coś powiedzieć, ale przerwał. Ciekawe byłem, co chciał dodać. Spodziewałem się, że potwierdzi moje słowa, że rzeknie słów kilka o lusterku, o komunikacji między nami, ale on milczał dosyć długo, jakby zbierał słowa i obrazy w swojej głowie w jedną zgrabną całość. Nie przerywałem mu wciąż niemożebnie zmęczony, wzruszony i zawstydzony, że to coś żenującego, co miałem okazji zrobić, powiedzieć, miało w ogóle miejsce, ale... Flynn to rozumiał, prawda? Wybaczył mi, że wariowałem? Że czasami byłem tak bardzo zmęczony i nieco zazdrosny o niego, że obawiałem się, że mógłby nie chcieć mnie takiego, jakim byłem...? Myślę, że nikt bardziej niż on nie znał takich wątpliwości, więc musiał to zrozumieć, przyswoić, zaakceptować, a jednak chwila się wydłużała. Ta bezduszna chwila milczenia.
Zmęczenie nie pozwalało mi powiązać jego Al i milczenia z tą nocą kilka lat temu, kiedy pierwszy raz odezwał się do mnie po powrocie. Niewinna nieświadomość zalewała mój umysł, który w tej chwili domagał się czułych słówek przed snem. Może nawet byłbym w stanie tak zasnąć w tę bezduszną noc, ze smakiem wstydu na wargach, głębokiego zażenowania, ale przepełniony miłością Flynna, ale...
Ale...
Ale no właśnie co?
Al, obiecaj mi, że jak ci to wszystko powiem, to stąd nie wyjdziesz... Lampka się zapaliła, bo czemu miałbym wychodzić? Było mi tu tak dobrze, tak ciepło, niemalże idealnie, gdyby nie moje schizy, a jednak... Schizy nie były schizami, tylko zmorami, które faktycznie istniały. Kleopatra okazała się być prawdziwa. Była facetem, byłym... chłopakiem. Którego wciąż lubił... czy może jednak kochał?
Zacisnąłem mocniej oczy, nie chcąc ronić łez, nie chcąc patrzeć na nic, co mogłoby mi potwierdzić, że to działo się naprawdę. Czułem jak spadam w przepaść, jak tracę grunt, tę stabilność, o której jeszcze przed chwilą mówiłem Flynnowi. Czy jego kocham cię, jego zaufanie, jego powrót... Czy były coś warte? To lustro? Czy chciał mieć tylko ze mną kontakt? Czy może z kimś jeszcze?
Chciałem być silnym i niezależnym zarządcą, kimś, na kim mogliby się wspierać wszyscy cyrkowcy, cała moja rodzina, ale wyszło jak wyszło. Trwałem w bezruchu, nie wiedząc, co powiedzieć, co myśleć, co czuć, w jaki sposób oddychać by nie tracić zmysłów. Tę książkę dostał od swojego byłego chłopaka, z podkreślonym cytatem o miłości, i ją zachował, postawił na półce obok moich dokumentów. Niczym trofeum, coś godnego, coś ważnego.
Skurczyłem się w sobie. Chciałem być silny, ale nie potrafiłem. Pragnąłem się ruszyć, ale nie byłem w stanie. Czy bałem się, że to powie...? Nie, nie spodziewałem się totalnie. Może wcześniej tak, ale myślałem, że to lusterko faktycznie coś znaczyło. Chciałem by coś znaczyło, więc może dlatego tak mocno je ściskałem, że aż bolały mnie palce...?
Nie powiedziałem nic, oddychając ciężko. Poruszyłem się tylko niespokojnie. Raz, garbiąc się bardziej, przechodząc do pozycji embrionalnej bardziej niż wcześniej.
@The Edge