10.12.2023, 00:43 ✶
Kiepsko wyszło, że jej tata został okradziony przez kogoś - prawdopodobnie - z naszych. Niestety, taki mieliśmy fach, że nie zawsze dało się wyciągnąć wystarczająco z tego, co zarobiliśmy na biletach czy sprzedaży gadżetów i jedzenia. Jakoś trzeba było sobie radzić, więc tylko zrobiłem zakłopotaną minę, ale nie powiedziałem nic. Kto wie...? Może nawet wtedy jeszcze nie należałem do cyrku, może to okradał ich ktoś z innego cyrku, a może ktoś ze starej gwardii? Może sam Tully? Tęskniłem za Tullym, ale był w każdym skrawku naszego cyrku. Był jego fundamentem. Nie mieliśmy go fizycznie, ale był w naszych sercach. Teraz poniekąd zastępowałem go ja, tworząc, dodając cegiełek do tej fortecy.
Tam, gdzie bywały tłumy, bywali również kieszonkowcy. Jak to się mówiły, jeśli nie my, to ktoś inny by na tym bogactwie skorzystał, więc temat uznałem za zamknięty.
Z kolei z ciekawością wszedłem do Nory Nory, od razu też namierzyłem swoim spojrzeniem rzeczy, które miałem ochotę zamówić, ale wybrałem tylko kilka z nich, bo nie mogłem, ale też nie chciałem sobie pozwalać na taką rozrzutność. Do kilku ciastek również dobrałem kawę, a właściwie do kawy te ciastka... Można było się pogubić, po czym zająłem miejsce w ulubionym kąciku Aveliny.
- Skoro jesteś Mistrzynią Eliksirów, musiałaś dużo się uczyć w szkole... - zauważyłem, biorąc pierwszy łyk kawy. Właściwie chciałem to zrobić, ale okazała się zbyt gorąca, więc na razie odstawiłem filiżankę i zająłem się pierwszym kawałkiem ciasta. Nie musiałem mówić, że mnie całkowicie pochłaniał jego smak, bo to zdecydowanie było widać. - Uczyłaś się w Hogwarcie? I pewnie później jakieś... kursy? - dopytałem z ciekawością, chcąc ją bardziej poznać. To, co miała okazję przeżyć, oraz sposób, w jaki to opowiadała, mógł wiele o niej opowiedzieć, więcej niż mogłaby się spodziewać. Zerkałem na nią co chwila, też nic chcąc być zbyt nachalnym ze spojrzeniem, a też żeby mieć czas na pałaszowanie ciasta. Najchętniej bym je wciągnął na raz, ale postanowiłem zachować fason i jeść je tym razem kulturalnie. Na brak owej pozwalałem sobie w cyrku, wśród swoich, a nie mądrych, wyedukowanych kobiet, które mi pomagały w dotarciu na miejsce, a też przy okazji pozwalały się zabrać na kawę.
- I swoją drogą to talent stworzyć tak niebiańskie miejsce - zauważyłem, wskazując widelczykiem wnętrze klubokawiarni. Bardzo klimatycznie, tak ciepło i domowo. Z pewnością, obiecałem to sobie, jeszcze kiedyś tu wrócę. Może z Flynnem, może z Elaine, a może jeszcze z kimś innym. Może ponownie z Aveliną...? - Jedna z moich podopiecznych uwielbia gotować. Jest świetna, ale nie ukończyła żadnych szkół... Nie potrafi czytać ani pisać, bo nie ma ku temu wrodzonego talentu, ale pomagamy jej, kiedy tylko możemy. Czytamy przepisy, a jak już wie co i jak, to potrafi zdziałać cuda - stwierdziłem z lekką nostalgią, bo Elaine, o której mówiłem, miała też na sobie wstrętną klątwę. Nie zapominałem o tym, ale starałem się jej dać tyle ciepła i spokoju, ile tylko mogłem. I spełniających się marzeń.
Tam, gdzie bywały tłumy, bywali również kieszonkowcy. Jak to się mówiły, jeśli nie my, to ktoś inny by na tym bogactwie skorzystał, więc temat uznałem za zamknięty.
Z kolei z ciekawością wszedłem do Nory Nory, od razu też namierzyłem swoim spojrzeniem rzeczy, które miałem ochotę zamówić, ale wybrałem tylko kilka z nich, bo nie mogłem, ale też nie chciałem sobie pozwalać na taką rozrzutność. Do kilku ciastek również dobrałem kawę, a właściwie do kawy te ciastka... Można było się pogubić, po czym zająłem miejsce w ulubionym kąciku Aveliny.
- Skoro jesteś Mistrzynią Eliksirów, musiałaś dużo się uczyć w szkole... - zauważyłem, biorąc pierwszy łyk kawy. Właściwie chciałem to zrobić, ale okazała się zbyt gorąca, więc na razie odstawiłem filiżankę i zająłem się pierwszym kawałkiem ciasta. Nie musiałem mówić, że mnie całkowicie pochłaniał jego smak, bo to zdecydowanie było widać. - Uczyłaś się w Hogwarcie? I pewnie później jakieś... kursy? - dopytałem z ciekawością, chcąc ją bardziej poznać. To, co miała okazję przeżyć, oraz sposób, w jaki to opowiadała, mógł wiele o niej opowiedzieć, więcej niż mogłaby się spodziewać. Zerkałem na nią co chwila, też nic chcąc być zbyt nachalnym ze spojrzeniem, a też żeby mieć czas na pałaszowanie ciasta. Najchętniej bym je wciągnął na raz, ale postanowiłem zachować fason i jeść je tym razem kulturalnie. Na brak owej pozwalałem sobie w cyrku, wśród swoich, a nie mądrych, wyedukowanych kobiet, które mi pomagały w dotarciu na miejsce, a też przy okazji pozwalały się zabrać na kawę.
- I swoją drogą to talent stworzyć tak niebiańskie miejsce - zauważyłem, wskazując widelczykiem wnętrze klubokawiarni. Bardzo klimatycznie, tak ciepło i domowo. Z pewnością, obiecałem to sobie, jeszcze kiedyś tu wrócę. Może z Flynnem, może z Elaine, a może jeszcze z kimś innym. Może ponownie z Aveliną...? - Jedna z moich podopiecznych uwielbia gotować. Jest świetna, ale nie ukończyła żadnych szkół... Nie potrafi czytać ani pisać, bo nie ma ku temu wrodzonego talentu, ale pomagamy jej, kiedy tylko możemy. Czytamy przepisy, a jak już wie co i jak, to potrafi zdziałać cuda - stwierdziłem z lekką nostalgią, bo Elaine, o której mówiłem, miała też na sobie wstrętną klątwę. Nie zapominałem o tym, ale starałem się jej dać tyle ciepła i spokoju, ile tylko mogłem. I spełniających się marzeń.