– Też siebie nie widzę w barwach jesieni, chociaż musisz przyznać, że ogień ma podobne barwy – Victoria z pewnością nie obraziłaby się, gdyby się z język nie ugryzł. Bo nie była radosna, ogólnie zwykle raczej nie okazywała wielu uczuć, chowała je gdzieś w środku, nawet gdy bardzo się z czegoś cieszyła, ale obecnie… Nie musiała nawet udawać ani się starać. – Mam wrażenie, że ta Melancholia pasowałaby tu najlepiej – nie zatrzymała się, nie siadła i nie pogrążyła się w rozpaczy tylko dlatego, że sobie na to nie pozwalała, starając się ciągle być w ruchu, coś robić, skupiać na czymś myśli. Może komentarz o braku charyzmy gdzieś by ją dotknął, ale najpewniej zostawiłaby to dla siebie. Christopher nie musiał się o tym jednak przekonywać, bo nic z tych rzeczy na głos nie powiedział. – Myślałam o niej pod kątem jej urody – wyjaśniła, bo właśnie podobne wrażenie kapłanka na niej zrobiła, gdy przyszła w maju do kowenu: śliczna, eteryczna. Victoria nie zwracała uwagi na jej wadę wymowy, kompletnie jej nie przeszkadzała, a i głównie siedziały, więc nie mogła zauważyć, czy faktycznie była niezdarna. Te chwile, gdy Sarah wstawała, szła – zachowywała się kompletnie normalnie. – Nie wierzę w to, że suknie wychodzące spod twoich rąk nie wytrzymają ewentualnego upadku – nie chciała więc wierzyć też w to, że suknia nie wytrzymałaby próby generalnej… Ale nie zamierzała Rosierowi mówić kogo ma, a kogo nie ma brać do własnego pokazu. Zapytał o sugestię, więc mu ją podsunęła, ot i tyle. Uśmiechnęła się do niego jeszcze trochę.
– W porządku. Po prostu wolałam cię uprzedzić – o tym, że trochę się zmieniła. Że na jej ciele pojawiły się blizny, że schudła, że uśmiechała się znacznie mniej. Ale już to wszystko widział i wiedział – i chyba nadal uważał, że chce ją mieć w tym pokazie. A Victoria? A co miała do stracenia? Teraz to już tak naprawdę chyba nic, a mogłoby jej to zapewnić kolejny rozgłos, chwilę szeptów i być może matka zastanowi się pięć razy, zanim z czymś nie wyskoczy. – No wiesz, jeśli nie boisz się o suknię, to proszę bardzo, mi ogień niestraszny – tylko czy to ludziom nie przypomni za bardzo o Beltane? O ogniu? A może to tylko jej skojarzenie, bo była w samym środku oka cyklonu (właściwie to dosłownie po dwakroć)? Chyba mało kto wiedział, że znaleziono ją z głową leżącą w ognisku, więc może jej myśli niepotrzebnie galopowały. – Pewnie wszystko jest warte rozważenia. Mogę przymierzyć obie i sam zobaczysz – tę trzecią, którą póki co miał tylko w myślach, też mogła przymierzyć. Może wtedy łatwiej będzie zdecydować, jaki wybór jest najlepszy. – Tak, zawołaj – wolała, by ktoś jej pomógł, biorąc pod uwagę, że jedna z sukien była prawie skończona, a druga tylko w połowie.