Pilna sprawa, o której w swoim liście wspomniał Nicholas, przyciągnęła jego uwagę. Zdołała Roberta autentycznie zainteresować. Choć w ostatnim czasie unikał on innych ludzi, nie zastanawiał się szczególnie długo nad tym, w jaki sposób powinien do tego podejść. Znał Nicholasa od tak dawna, żeby na spokojnie założyć, że nie stała za tym wszystkim byle bzdura. Pierdoła, która mogła na spokojnie poczekać.
Tutaj coś musiało być na rzeczy.
Odpowiadając, przypomniał Yaxleyowi, że drzwi jego posiadłości zawsze pozostają dla niego otwarte. Dał mu do zrozumienia, że może zjawić się tutaj nawet teraz. W tej chwili. Godzina nie grała roli. Nie miała znaczenia.
Następnie rozsiadł się wygodnie w swoim fotelu. Czekając na jakąś informacje bądź pojawienie się byłego ucznia, czytał książkę. Linjika po linijce, strona po stronie, coraz bardziej zagłębiał się w lekturze. Było to coś, co dotyczyło praktycznego zastosowania starożytnych run w magii ochronnej. Robert w dalszym ciągu zgłębiał ten temat.
- P-panie Mulciber, ma p-pan gościa. - w drzwiach pojawił się skrzat, który chwilę wcześniej wpuścił do środka Nicholasa. - P-pan Yaxley czeka w s-salonie.
Stworzenie przekazało informacje, po czym zgodnie z poleceniem Roberta opuściło gabinet. Sam mężczyzna chwilę jeszcze siedział z książką w ręku. Doczytał ostatnią stronę, kończąc tym samym niedługi rozdział. Dopiero po tym starannie oznaczył miejsce, w którym skończył, odłożył grube tomiszcze na biurko i udał się w kierunku salonu.
Tego salonu, który od wielu lat wyglądał w ten sam sposób.
- Nicholasie? - ni to się przywitał, ni to zadał pytanie. Pytanie o to, co konkretnie sprowadzało go dzisiaj w jego skromne progi. Skoro nie uznał za bezpieczne, przekazanie tej informacji listownie, sprawa musiała być istotna. Może nawet paląca? Starał się o tym za dużo nie myśleć. Przyjdzie odpowiedni moment, pozna wszystkie szczegóły.
Zatrzymując się na przeciwko mężczyzny, wyglądał jak zwykle. Po ostatnich przeżyciach zdążył odpocząć. Zregenerować siły. Nie zamierzał pozwolić, aby kara na niego nałożona odbiła się na nim w kontekście psychicznym. Liczyło się tylko to, że zachował życie. Idąc na spotkanie z Nim, nie był pewnym jak ono się zakończy. Czarny Pan nie był przecież znany z tego, iż wybaczał.
Ubrany w szary golf i jasne spodnie, wskazał Yaxleyowi sofę i dwa fotele. Mogli usiąść. Nie było potrzeby, żeby stali na środku pomieszczenia. Porozmawiać mogli jak ludzie; jak dwoje cywilizowanych dorosłych.