10.12.2023, 19:08 ✶
Nie przemyślałem tego, podobnie jak to było również z innymi decyzjami, które podjąłem w swoim życiu. Ale ja już taki byłem, że ja wiedziałem, co było dla mnie dobre, a co najlepsze, więc Dellian nawet się nie zdziwił, kiedy rzuciłem gazetę w pizdu - właściwie umyślnie na Bella, po czym wyparowałem z kuchni, a zaraz też z mieszkania, krzycząc coś o tym, że będę barmanem na tym dancingu i w sumie nic więcej, aby się śmiałem, śmiałem w niebogłosy, śmiałem potężnie, bo taki był ze mnie wesoły gostek. Jakaś sąsiadka ryknęła bym nie biegał po schodach, ale już mnie tam nie było, bo szedłem prędziutko na Pokątną.
Trochę mnie zaskoczył klimat Nory Nory, bo z zewnątrz była różowa i pachniało słodkimi ciastkami oraz kawą, ale niezrażony wbiłem do środka. Uwielbiałem próbować nowych rzeczy, uwielbiałem barmanić, uwielbiałem słodkie ciastka, a kawusię też chętnie machnę, tylko z mlekiem poproszę. Dużo mleka, proszę mnie nie oszczędzać. Ja mleko, to ja mleko mogłem hektolitrami pić, a nawet więcej, awww. Na pewno tu mieli duże zapasy mleka, bo ciasta, ciasteczka, kawa... A do drinków zapewne również dolewali, więc stanąłem przed ladą, zdejmując okulary przeciwsłoneczne i błysnąłem uśmiechem numer mraurrr.
- Leo O’Dwyer jestem, można powiedzieć, że już wasz barrrman - stwierdziłem na przywitanie, po czym rozejrzałem się po środku budynku, a także zlustrowałem wzrokiem, czy tam za tym barem to dużo miejsca było dla kocich wygibasów. Zresztą, ja byłem kotem do zadań specjalnych, więc każde miejsce było moim miejscem, tym wymarzonym. - Widziałem ogłoszenie w gazecie... Chciałbym porozmawiać o tej posadce, o wymaganiach i profitach. Owocowe są tylko środy czy czwartki również...? - zapytałem od razu i aż pożałowałem, że jednak nie wziąłem ze sobą gazety, bo co, jeśli ta kobieta, ta śliczna, ale nieco zmarnowana, blondynka nie miała pojęcia, o co mi chodzi albo z której gruszy się zerwałem...?
I nie mogłem się powstrzymać, więc dygnąłem sobie w miejscu, pod rytm muzyki. O-yeah! Już to czułem, czułem to miejsce.
Trochę mnie zaskoczył klimat Nory Nory, bo z zewnątrz była różowa i pachniało słodkimi ciastkami oraz kawą, ale niezrażony wbiłem do środka. Uwielbiałem próbować nowych rzeczy, uwielbiałem barmanić, uwielbiałem słodkie ciastka, a kawusię też chętnie machnę, tylko z mlekiem poproszę. Dużo mleka, proszę mnie nie oszczędzać. Ja mleko, to ja mleko mogłem hektolitrami pić, a nawet więcej, awww. Na pewno tu mieli duże zapasy mleka, bo ciasta, ciasteczka, kawa... A do drinków zapewne również dolewali, więc stanąłem przed ladą, zdejmując okulary przeciwsłoneczne i błysnąłem uśmiechem numer mraurrr.
- Leo O’Dwyer jestem, można powiedzieć, że już wasz barrrman - stwierdziłem na przywitanie, po czym rozejrzałem się po środku budynku, a także zlustrowałem wzrokiem, czy tam za tym barem to dużo miejsca było dla kocich wygibasów. Zresztą, ja byłem kotem do zadań specjalnych, więc każde miejsce było moim miejscem, tym wymarzonym. - Widziałem ogłoszenie w gazecie... Chciałbym porozmawiać o tej posadce, o wymaganiach i profitach. Owocowe są tylko środy czy czwartki również...? - zapytałem od razu i aż pożałowałem, że jednak nie wziąłem ze sobą gazety, bo co, jeśli ta kobieta, ta śliczna, ale nieco zmarnowana, blondynka nie miała pojęcia, o co mi chodzi albo z której gruszy się zerwałem...?
I nie mogłem się powstrzymać, więc dygnąłem sobie w miejscu, pod rytm muzyki. O-yeah! Już to czułem, czułem to miejsce.