Coraz bardziej żałował, że nie było go w domu aż tak długo, że zdecydował się na delegację w takim czasie. Tak daleko. Nawet jeśli teleportacja nigdy nie stanowiła dla niego problemu, pojawiał się jak upiór z cichym pyk, zupełnie nieporuszony miażdżącym wrażeniem ściskania i zwijania czasoprzestrzeni, to tak długie dystanse przekraczały dystanse nawet najpotężniejszych czarodziejów.
Znał ten sposób opowiadania. Brenna mówiła o tym, co się stało, nie wspominając o tym, jak bardzo to bolało, jednak jakby wierzyła, że musi istnieć jakiś sposób na opatrzenie ran bez otwierania ich na nowo. Nazwanie bólu bez zapraszania go z powrotem do siebie. On wątpił, że istnieje, ale jeśli Brenna go odkryje, przyjdzie po poradę.
— Płacą ci chociaż czynsz? — zapytał, przekrzywiając głowę na wieść o zakupionej nieruchomości, dość specyficznej, pół żartem, dla rozładowania nieco napięcia. W końcu to wynajmujący mieli wysysać siły życiowe z klasy roboczej, której nie było stać na wykupienie własnego mieszkania.
— Bardzo dobrze. Morze zapomina i wybacza, ogień nie ma takiej łaskawości w sobie. — A powietrze tylko go podsyca. Oboje w swoim solarnym położeniu nosili symbol Gemini, dwojakiej natury, powietrznego znaku zodiaku. Gdyby nie postawił dawno temu wyraźnej linii swojej ciekawości na rodzinie, nawet jeśli czasami jego krew wrzała, wtrącając do więzienia jego umysłu niechciane informacje, nigdy nie szukał przyszłości najbliższych, czy to w kartomancji czy w horoskopach urodzeniowych i mapie gwiazd. Nie chciał wiedzieć pod jakimi gwiazdami byli zrodzeni Longbottomowie.
Może nadszedł czas, aby to zmienić?
— Rozejrzę się w tej sprawie. Nie zamierzam wyjeżdżać już w najbliższym czasie.
W trakcie swojej podróży pociągiem, zdecydował, że fakt śmierci brata posłuży mu również do tego, aby pozostać dłużej na ojczystej ziemi, a niepokojące informacje od Brenny tylko go utwierdziły w tej decyzji. Terroryzm Riddle'a, śmierć Derricka, dziwne zjawy niosące postrach pośród czarodziejów, a to tylko magiczny świat. Krwawa Niedziela w Irlandii czy masakra na lotnisku Lod dwa dni temu, u mugoli też nie działo się dobrze. Świat drżał w posadach, obawiając się kolejnej wojny, nie wiedząc, że ta już trwa.
O naszą i ich wolność.
Potrawka smakowała tak jak zwykle, czyli doskonale. Tęsknił za znajomymi daniami, kuchnią Malwy i angielską herbatą.
— W dni jak te wolałbym nie widzieć tego, co nadejdzie, aż tak jasno.