11.12.2023, 23:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.12.2023, 23:36 przez Leta Crouch.)
Czasami wykazanie się cierpliwością stanowiło niemałe wyzwanie. Nie mówiąc już o siedzeniu grzecznie na dupie i udawaniu Greka, że naprawdę o niczym nie miało się pojęcia. Ta, nie miało, sama przecież, własnymi łapkami (metaforycznie, bo daleko było wtedy od materialnej formy), przedarła się przez całą drogę, żeby na jej końcu odkryć właśnie TO.
Ale, NARESZCIE, TEN DZIEŃ NADSZEDŁ.
I nadal musiała udawać, być odpowiedzialną, dorosłą kobietą, a nie rozpiszczaną nastolatką, skaczącą wokół Cathala z radości, że przecież już-zaraz-tak-właśnie dotrze właśnie tam. Chociaż to piszczenie było dość dyskusyjne, patrząc na to, jak jej się usta z reguły lubiły nie zamykać…
- W teorii - zgodziła się – W zasadzie tyle już zabezpieczeń było, że większość nieproszonych gości odpadłaby już dawno rozsmarowana na ścianie, tak że dokładając do tego mimo wszystko ograniczoną przestrzeń... – wzruszyła ramionami. Nie dało się upchnąć nieskończenie wielkiej ilości pułapek; kto miał przejść, to przechodził, kto nie – z reguły powinno już odsiać.
- I trzymam za słowo, Nell, wolałabym jednak uniknąć sytuacji, w której zawiśniemy niczym szynki w wędzarni – puściła oczko do Bagshotówny; Nell mogła być po prostu Nell, ale nie dało jej się odmówić znajomości fachu. I roślinek wszelkiej maści.
Poprawiła plecak przewieszony przez ramię, do którego upchnęła najpotrzebniejsze w tej robocie rzeczy. W tym kawę i zapas lizaków, bo czemu by nie? Coś słodkiego mogło się przydać, gdy będzie okrążać filar i ogólnie całe tamto pomieszczenie. Była ubrana dość podobnie do Cathala, nie mówiąc już o wiecznie roztarganej fryzurze; zdaje się, że próbowała trochę opanować ten chaos na głowie (zwłaszcza gdy Jamil kręcił się w pobliżu), ale teraz… teraz te włosy wyglądały, jakby były zdolne rozerwać każdą gumkę, którą próbowałaby je zebrać do kupy.
- Nooo… mamy ich sześć wokół wioski, to można powiedzieć, że znalazły się same – odparła na pytanie Ginny – I patrząc po mapach, to jak Cal mówił, idziemy do centrum, więc jeśli ma być coś jeszcze z nimi powiązanego, to ośmielę się stwierdzić, że właśnie tam. No, chyba że ówcześni mieli jakąś dziwną logikę budowania tego wszystkiego i tym samym będziemy mieć pecha, bo nie myślimy, jak oni, więc trafimy na, nie wiem, kolejne posągi chcące nas posiekać na obiad bądź ozdobić nami ściany? – wzruszyła ramionami. Brawo, Leta, udało ci się nie wypaplać, że już wiesz, co tam się znajduje.
- Swoją drogą, na pewno nie bierzemy Jamila? A jak trafimy znowu na tego ducha? – podsunęła jeszcze. I skądże znowu, nie, wcale nie miała tu nic więcej na myśli, mhm.
Ale, NARESZCIE, TEN DZIEŃ NADSZEDŁ.
I nadal musiała udawać, być odpowiedzialną, dorosłą kobietą, a nie rozpiszczaną nastolatką, skaczącą wokół Cathala z radości, że przecież już-zaraz-tak-właśnie dotrze właśnie tam. Chociaż to piszczenie było dość dyskusyjne, patrząc na to, jak jej się usta z reguły lubiły nie zamykać…
- W teorii - zgodziła się – W zasadzie tyle już zabezpieczeń było, że większość nieproszonych gości odpadłaby już dawno rozsmarowana na ścianie, tak że dokładając do tego mimo wszystko ograniczoną przestrzeń... – wzruszyła ramionami. Nie dało się upchnąć nieskończenie wielkiej ilości pułapek; kto miał przejść, to przechodził, kto nie – z reguły powinno już odsiać.
- I trzymam za słowo, Nell, wolałabym jednak uniknąć sytuacji, w której zawiśniemy niczym szynki w wędzarni – puściła oczko do Bagshotówny; Nell mogła być po prostu Nell, ale nie dało jej się odmówić znajomości fachu. I roślinek wszelkiej maści.
Poprawiła plecak przewieszony przez ramię, do którego upchnęła najpotrzebniejsze w tej robocie rzeczy. W tym kawę i zapas lizaków, bo czemu by nie? Coś słodkiego mogło się przydać, gdy będzie okrążać filar i ogólnie całe tamto pomieszczenie. Była ubrana dość podobnie do Cathala, nie mówiąc już o wiecznie roztarganej fryzurze; zdaje się, że próbowała trochę opanować ten chaos na głowie (zwłaszcza gdy Jamil kręcił się w pobliżu), ale teraz… teraz te włosy wyglądały, jakby były zdolne rozerwać każdą gumkę, którą próbowałaby je zebrać do kupy.
- Nooo… mamy ich sześć wokół wioski, to można powiedzieć, że znalazły się same – odparła na pytanie Ginny – I patrząc po mapach, to jak Cal mówił, idziemy do centrum, więc jeśli ma być coś jeszcze z nimi powiązanego, to ośmielę się stwierdzić, że właśnie tam. No, chyba że ówcześni mieli jakąś dziwną logikę budowania tego wszystkiego i tym samym będziemy mieć pecha, bo nie myślimy, jak oni, więc trafimy na, nie wiem, kolejne posągi chcące nas posiekać na obiad bądź ozdobić nami ściany? – wzruszyła ramionami. Brawo, Leta, udało ci się nie wypaplać, że już wiesz, co tam się znajduje.
- Swoją drogą, na pewno nie bierzemy Jamila? A jak trafimy znowu na tego ducha? – podsunęła jeszcze. I skądże znowu, nie, wcale nie miała tu nic więcej na myśli, mhm.