Na przestrzeni ostatnich tygodni zmieniło się wiele. Na tyle dużo, że gdyby Robert zdecydował się nagle o wszystkim opowiedzieć, zapewne nie miałby pojęcia od czego należało zacząć. Sprawy się pokomplikowały. Na jego barkach znalazło się sporo problemów, z którymi będzie musiał się uporać możliwie najszybciej. Na ile dało się to jednak dostrzec, kiedy przebywało się z Mulciberem w jednym pomieszczeniu? Czy w ogóle było to możliwe?
Ostatecznie przecież zawsze starał się zachowywać pozory.
- Wiesz przecież, że w przypadku pilnych spraw, to nie stanowi problemu. – zareagował na przeprosiny, które nie były tutaj potrzebne. O ile tylko faktycznie Nicholas zwracał się do niego z jakimś istotnym problemem, może zagadnieniem. W takich momentach Robert zawsze pozostawał dostępny.
Oczywiście dla wąskiego grona, starannie wybranych osób.
Takich, które przez lata zdecydował się bliżej siebie dopuścić.
Zajął miejsce w drugim fotelu. Tym samym co zawsze. Chyba jeszcze nigdy się nie zdarzyło, aby podczas spotkań z Nickiem usiadł w innym miejscu. Choćby na znajdującej się tuż obok sofie. Robert nawet w tak podstawowych kwestiach, kurczowo trzymał się swoich przyzwyczajeń. Był pod tym względem człowiekiem nieco specyficznym.
- Więc to jest ta sprawa? Dotyczy Lestrange'a? – zamiast odpowiedzieć, zadał pytanie. Nie liczył tutaj jednak na bardziej obszerną wypowiedź jak potwierdzające to skinięcie głową.
Podniósł się ze swego miejsca, kierując w stronę pobliskiego okna. Stanął przy nim z rękoma założonymi na wysokości klatki piersiowej. Zamyślony. Z racji na późną godzinę, nie był w stanie dostrzec zbyt wiele z tego, co znajdywało się po drugiej stronie. Na zewnątrz. Mimo tego nie odrywał spojrzenia od niewielkiego, mugolskiego parku.
Zastanawiał się.
- Skontaktował się ze mną dwa lata temu. W sprawie badań, które prowadził. – wreszcie odwrócił się ponownie w stronę Nicka. Jak wiele zamierzał mu zdradzić w tym temacie? Zaraz miało się okazać. – Regularnie przysyłał listy informujące o postępach. Wreszcie zdecydowałem się z nim spotkać. Nawiązaliśmy pewną współpracę, ale daleki byłbym od tego, aby twierdzić, że to człowiek, któremu w pełni ufam. Na ten moment nie dał mi do tego solidnych podstaw.
Ograniczył się do tych słów. Możliwe, że Yaxley mógł już wcześniej podejrzewać, że właśnie coś takiego z jego strony usłyszy. Przez lata znajomości, mógł zaobserwować, że Robert nie był typem człowieka, który obdarzał innych ludzi zaufaniem. Z reguły preferował zachowywać jednak bezpieczny dystans. Informacje na swój temat starannie dawkował.
- Jakie informacje dotyczące mojej osoby przekazał Ci Rudolphus? – przez moment można było mieć wrażenie, jakby w spojrzeniu Roberta pojawiło się coś nietypowego. Niecodziennego? Lęk? Obawa? Szybko jednak się opanował. Na co jednak mogło to wskazywać? Czyżby Mulciber miał obecnie coś istotnego do ukrycia? Jakieś istotne tajemnice?