Nie zdarzało się często, aby Robert się czegoś faktycznie obawiał. Był człowiekiem, który parł do przodu. Ewentualne konsekwencje nie miały dla niego znaczenia. Być może przekonany był, że zawsze sobie z nimi poradzi; że zdoła rozwiązać każdy problem? Do tego ostatniego musiał jednak posiadać odpowiednio solidne podstawy.
Niestety, były to podstawy, które w ostatnich tygodniach zostały roztrzaskane w drobny mak.
Tym jednak z Nicholasem dzielić się nie zamierzał. Choć darzył go całkiem sporym zaufaniem, nie chciał podejmować zbyt dużego ryzyka. Nie chciał się przed byłym uczniem za bardzo otwierać. Ostatecznie przecież… człowiek nigdy nie wie, co przyniesie jutro. Warto było dmuchać na zimne.
- Doceniam, że przekazałeś mi te informacje bez zbędnej zwłoki. – nie powiedział w tym przypadku dziękuje, ale dał Yaxleyowi znać, że docenia to, że przyszedł z tym do niego. Będzie o tym pamiętać. Jutro. Za tydzień. Miesiąc czy rok. Może nawet po kilku latach?
Zaczął chodzić po pomieszczeniu. Od okna do fotela. Od fotela do sofy. I na końcu znów do okna. Zastanawiając się nad tym wszystkim, pozostawał w ruchu. Było to dość niecodzienne. Z reguły wolał sięgnąć po cygaro, ewentualnie alkohol. Usiąść wygodnie w fotelu. Skoro tym razem wyglądało to inaczej, można było zacząć zastanawiać się nad tym czy aby przypadkiem coś nie było na rzeczy.
Może Robert rzeczywiście popełnił błąd, który mógł go w chwili obecnej drogo kosztować?
Gdyby tylko oni wszyscy wiedzieli…
- Nie wiem czego może to wszystko dotyczyć, sam powinieneś zdawać sobie sprawę z tego, że od lat staram się za bardzo nie wychylać. Zajmuje się tylko i wyłącznie rodzinnym biznesem. – zauważył. Było to po części prawdziwe. Całkiem dużej części. Oficjalnie bowiem Robert nie był zaangażowany w nic innego. Nie prowadził żadnych badań. Nie zwykł pojawiać się na pierwszych stronach gazet. Nie rzucał się w oczy. Możliwe, że spora część dawnych znajomych zdążyła już nawet zapomnieć o tym, że nadal żyje i w zasadzie, to ma się nawet całkiem dobrze. Czy ktokolwiek faktycznie mógł więc być w stanie powiedzieć o nim coś konkretnego? Niekorzystnego? Była to zagadka, którą Mulciber będzie musiał możliwie najszybciej rozwiązać. Problem, którym zamierzał się zająć.
- Rozumiem, że w waszej rozmowie nie padły żadne bardziej konkretne informacje dotyczące tego, gdzie i jakie plotki na mój temat krążą? – dopytał, zastanawiając się nad tym czy dotarcie do takich informacji nie będzie wymagało podjęcia się pewnych działań. Dla dobra współpracy, wolałby tego uniknąć, ale…
…ale jeśli Rudolphus miał stanowić dla niego problem, zagrożenie, może najlepszą opcją byłoby usunięcie Niewymownego z planszy? Pozbycie się go? Kolejna strata dla świata nauki, bolesna zwłaszcza po tym jak kilka miesięcy temu pozbył się Multona, ale był gotów na takie poświęcenia.
Skoro dla wyższego dobra mógł taplać się po pas w gównie, to dla swojego własnego tym bardziej.