Gdy ylko wyminęła małżeństwo zbladła jeszcze bardziej. Czwarte dziecko – Augustus spodziewał się kolejnego dziecka, a ją mamił… chciał… umysł nie był w stanie teraz tego za bardzo ogarnąć. Cholernie bała się tego wszystkiego, cholernie cierpiała, bo naprawdę kochała Augustusa, naprawdę chciałaby z nim spędzić życie, ale musiała w końcu o nim zapomnieć. Tak bardzo chciałaby znać kogoś, kto usunąłby jej go z głowy, z serce. Chciałaby już nigdy nie myśleć o tym, że cierpi. Otarła szybko oczy nim dotarła do Alexandra, ale nadal zbierały się jej i tworzyły bolesną gulę w gardle. Po co w ogóle żyła? Po co istniała? Dlaczego ten świat był taki trudny, dlaczego w ogóle kiedykolwiek wyszła zza kociołka i weszła w relacje z ludźmi? Tam było tak cholernie bezpiecznie.
Troska Alexandra była taka ciepła, przyjemna, przyjacielska, że serce dziewczyny na chwilę próbowało się uspokoić. Jej wzrok był mętny, nieobecny, zamyślony i cholernie zmęczony. Jego pytania średnio do niej docierały, ale próbowała się skupić. Pokiwała głową nie do końca wiedząc na co się zgadza. Dłonie drżały jej ze zdenerwowania. Chciała wrócić do domu, chciała stąd uciec, ale nie mogła, obiecała Bellowi, że zostanie z nim tu chociaż godzinkę, prawda?
– Ja… wpadłam na… na kogoś… ale nie chce o tym teraz rozmawiać – wyszeptała z trudem opanowując głos. Doceniała jego troskę, doceniała to, że się interesował jej samopoczuciem, ale musiała to jakoś ogarnąć umysłem sama. Musiała w końcu zakończyć tamtą relacje, aby móc iść dalej, prawda?
– Tak, tak, chodźmy – dodała i skierowała się z nim w stronę ognisk. Próbowała wyciszyć umysł, poczuć odrobinę radości i nie myśleć o czwartym dziecku Augustusa. Ciekawe, w którym miesiącu była, kiedy urodzi to dziecko, jak bardzo Rookwood się starał, aby je mieć. Nie, nie mogła o tym myśleć. Spojrzała w końcu w płomienie, gdy tylko do nich dotarli. Ogień był taki ciepły i przyjemny.
!płomienie