11.12.2023, 23:14 ✶
- To spadek krwi Prewettów, a ty masz w sobie krew Prewettów - zauważyłem od razu. - Ba!, nawet moja małżonka nie ma krwi Prewettów, ale jest moją małżonką, więc to też czyni ją panią i władczynią na tych włościach, ale... Nie jest Prewettem. Tylko Prewett w pełni zrozumie Prewetta, więc nie zrażaj się tym, że się z nią nie dogadujesz. Ona zawsze bardzo tęskni za słoneczną Turcją, stąd w niej ta zrzędliwość, a też przypominasz wyglądem swoją matkę, więc... Można ją poniekąd zrozumieć - zauważyłem z przękasem. Lata temu narozrabiałem, a potem ponownie rozrabiałem i nawet dziś potrafiłem rozrabiać, więc twarz Laurenta, jego natura mogły przypominać jej o moich grzeszkach, tylko że też Laurent nie był moją kochanką. Był również moim synem, więc godne życie w tym zamku należało mu się jak najbardziej, więc zamierzałem porozmawiać o tym z Aydayą by mu nieco odpuściła może.
Wciąż zamierzałem mu szlifować charakter, ale nie musiała tego robić przy okazji moja małżonka. Miała wiele innych zajęć, więc... coś się pomyśli, kiedy tylko znajdę na to czas, bo jednak termin gonił terminy i te sprawy. Odetchnąłem głęboko, ciesząc się, że Laurent poczuł się lepiej. Było to po nim widać. Bywał niczym otwarta księga.
- No co ty! Nie miałem miękkiego charakteru... Wręcz przeciwnie, byłem niezłym skurwielem w czasach swojej młodości - stwierdziłem rozbawiony do Laurenta, targając go jeszcze po tych włosach. Czasami bywał z niego taki mały, uroczy elegancik. Miał to po ojcu, ale też po matce proste włosy. Brakowało mi tu ojcowskiej burzy na głowie, grubych, silnych pukli. - Miałem na myśli problemy, z którymi się borykałem. Można być silnym, wręcz stalowym, ale energia i cierpliwość kiedyś się kończą - stwierdziłem z niemałą nostalgią.
- Ale chodźmy... Gdzie właściwie miałbyś ochotę przysiąść...? - zapytałem, pozwalając mu tym razem wybrać miejsce. Tym oto sposobem dawałem mu kontrolę nad sytuacją. Pozorną, bo jednak wybrałem, że to on wybierze miejsce. - Chętnie posłucham o tym statku - przyznałem. Wszelkie sprawy już pewnie Zgrzebek dzielnie odkładał na później albo wzywał Winstona. Nieistotne. Musiałem ugadać Laurenta, żeby nie wyjeżdżał. Nie wyobrażałem sobie tego, żeby w najbliższym czasie opuścił Keswick. Tak się nie godziło.
Wciąż zamierzałem mu szlifować charakter, ale nie musiała tego robić przy okazji moja małżonka. Miała wiele innych zajęć, więc... coś się pomyśli, kiedy tylko znajdę na to czas, bo jednak termin gonił terminy i te sprawy. Odetchnąłem głęboko, ciesząc się, że Laurent poczuł się lepiej. Było to po nim widać. Bywał niczym otwarta księga.
- No co ty! Nie miałem miękkiego charakteru... Wręcz przeciwnie, byłem niezłym skurwielem w czasach swojej młodości - stwierdziłem rozbawiony do Laurenta, targając go jeszcze po tych włosach. Czasami bywał z niego taki mały, uroczy elegancik. Miał to po ojcu, ale też po matce proste włosy. Brakowało mi tu ojcowskiej burzy na głowie, grubych, silnych pukli. - Miałem na myśli problemy, z którymi się borykałem. Można być silnym, wręcz stalowym, ale energia i cierpliwość kiedyś się kończą - stwierdziłem z niemałą nostalgią.
- Ale chodźmy... Gdzie właściwie miałbyś ochotę przysiąść...? - zapytałem, pozwalając mu tym razem wybrać miejsce. Tym oto sposobem dawałem mu kontrolę nad sytuacją. Pozorną, bo jednak wybrałem, że to on wybierze miejsce. - Chętnie posłucham o tym statku - przyznałem. Wszelkie sprawy już pewnie Zgrzebek dzielnie odkładał na później albo wzywał Winstona. Nieistotne. Musiałem ugadać Laurenta, żeby nie wyjeżdżał. Nie wyobrażałem sobie tego, żeby w najbliższym czasie opuścił Keswick. Tak się nie godziło.