11.12.2023, 23:30 ✶
Bał się, zdała sobie z tego nagle sprawę. Bał się – dlaczego? Ten fakt sprawiał, iż ta chwila urastała do rangi jakiegoś absurdu; bo z jakiego powodu Ulysses mógłby się bać? Ściągnął sobie na głowę jakąś katastrofę i potrzebował wpływów Malfoyów czy ki pieron…?
Zaskoczył ją. Nie wyglądała na zranioną, bardziej na naprawdę zaskoczoną tym faktem – zwłaszcza że ich małżeństwo zdawało się być już przypieczętowane przez siły większe niż oni sami, znaczy się, przez ich ojców. A wola ojców przeważała nad ich własną wolą – bo przecież nikt ich nie spytał, czego by sobie życzyli, tylko zostali postawieni przed faktem dokonanym.
W ciąży z twoim byłym mężem.
Początkowo zamarła, chyba nie dowierzając własnym uszom. Naprawdę to powiedział? Zaraz, zaraz, teraz mieli czerwiec, rozwiodła się początkiem kwietnia… aż uniosła dłoń i w skupieniu zaczęła rozprostowywać i zginać palce. Niezmiennie wychodziło to samo. Trzy. W zasadzie to może nawet nie powinna trzeciego rozprostowywać, bo jeszcze ten miesiąc nie przeminął, ale przynajmniej upewniła się, że raczej umiała liczyć. Zaś wedle jej wiedzy – w kalendarzu magicznie nie pojawiły się kolejne kartki pomiędzy kwietniem a czerwcem.
Ramiona dziewczyny zadrżały.
Nie, nie płakała. I zapewne nie była to reakcja, jakiej Ulysses by się spodziewał.
Bo Eunice się zaśmiała. Najzwyczajniej w świecie się zaśmiała, jakby opowiedział jej najlepszy żart.
- Perseus „nie będę cię zdradzał” Black, dobre sobie! – wykrztusiła, ocierając oczy. O Matko, co za numer…! Zdawała sobie sprawę z tego, że w zasadzie dała mu wolną rękę, bo przecież również i to małżeństwo zostało skojarzone przez ojców. Zatem, nie oczekiwała specjalnie wierności, ale w momencie, gdy sam się tak zarzekał... Matematyka tutaj wyglądała dość bezlitośnie, przynajmniej z punktu widzenia Malfoy - Nie minęły nawet trzy miesiące i okazuje się, że już ma inną? Tak bardzo chciał być ojcem, że postanowił się zabezpieczyć i zatroszczyć się o bękarta? – pokręciła głową; trudno orzec, czy z politowania nad Vesperą, że jej się taki mężczyzna trafił, co obiecywał, obiecywał, a koniec końców robił co innego czy też było to coś z gatunku „i ja myślałam, że on ma jednak trochę więcej oleju w głowie?”.
- Nie przepraszaj, naprawdę – dodała zaraz, bardziej miękko – I dziękuję. To byłoby bardzo… niezręczne, gdybyśmy jednak się pobrali – mogła wiele złego o Blacku powiedzieć, ale nie sądziła, żeby całkiem się wypiął na potencjalną przyszłą matkę dzieci (ewentualnie jednak zbyt słabo go poznała i była zbyt naiwna, jeśli faktycznie byłby w stanie to zrobić), co prowadziłoby do bardzo niezręcznych rodzinnych obiadków. I to eufemistycznie mówiąc.
Zaskoczył ją. Nie wyglądała na zranioną, bardziej na naprawdę zaskoczoną tym faktem – zwłaszcza że ich małżeństwo zdawało się być już przypieczętowane przez siły większe niż oni sami, znaczy się, przez ich ojców. A wola ojców przeważała nad ich własną wolą – bo przecież nikt ich nie spytał, czego by sobie życzyli, tylko zostali postawieni przed faktem dokonanym.
W ciąży z twoim byłym mężem.
Początkowo zamarła, chyba nie dowierzając własnym uszom. Naprawdę to powiedział? Zaraz, zaraz, teraz mieli czerwiec, rozwiodła się początkiem kwietnia… aż uniosła dłoń i w skupieniu zaczęła rozprostowywać i zginać palce. Niezmiennie wychodziło to samo. Trzy. W zasadzie to może nawet nie powinna trzeciego rozprostowywać, bo jeszcze ten miesiąc nie przeminął, ale przynajmniej upewniła się, że raczej umiała liczyć. Zaś wedle jej wiedzy – w kalendarzu magicznie nie pojawiły się kolejne kartki pomiędzy kwietniem a czerwcem.
Ramiona dziewczyny zadrżały.
Nie, nie płakała. I zapewne nie była to reakcja, jakiej Ulysses by się spodziewał.
Bo Eunice się zaśmiała. Najzwyczajniej w świecie się zaśmiała, jakby opowiedział jej najlepszy żart.
- Perseus „nie będę cię zdradzał” Black, dobre sobie! – wykrztusiła, ocierając oczy. O Matko, co za numer…! Zdawała sobie sprawę z tego, że w zasadzie dała mu wolną rękę, bo przecież również i to małżeństwo zostało skojarzone przez ojców. Zatem, nie oczekiwała specjalnie wierności, ale w momencie, gdy sam się tak zarzekał... Matematyka tutaj wyglądała dość bezlitośnie, przynajmniej z punktu widzenia Malfoy - Nie minęły nawet trzy miesiące i okazuje się, że już ma inną? Tak bardzo chciał być ojcem, że postanowił się zabezpieczyć i zatroszczyć się o bękarta? – pokręciła głową; trudno orzec, czy z politowania nad Vesperą, że jej się taki mężczyzna trafił, co obiecywał, obiecywał, a koniec końców robił co innego czy też było to coś z gatunku „i ja myślałam, że on ma jednak trochę więcej oleju w głowie?”.
- Nie przepraszaj, naprawdę – dodała zaraz, bardziej miękko – I dziękuję. To byłoby bardzo… niezręczne, gdybyśmy jednak się pobrali – mogła wiele złego o Blacku powiedzieć, ale nie sądziła, żeby całkiem się wypiął na potencjalną przyszłą matkę dzieci (ewentualnie jednak zbyt słabo go poznała i była zbyt naiwna, jeśli faktycznie byłby w stanie to zrobić), co prowadziłoby do bardzo niezręcznych rodzinnych obiadków. I to eufemistycznie mówiąc.