12.12.2023, 00:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.12.2023, 00:55 przez Desmond Malfoy.)
Przez krótką chwilę wyglądał, jakby miał się rozpłakać. Nie zrobił tego. Jego spojrzenie prędko przybrało na sile, jakby w ten niemy, subtelny sposób spróbował przejść w ofensywę. Ale Maya jedynie grzecznie zadawała mu ostrożne pytania. Im dłużej nad tym dywagował, tym wyraźniej uświadamiał sobie, że wolałby, żeby zachowywała się znacznie bardziej agresywnie. W jakiś pokrętny sposób pragnął zobaczyć obrzydzenie na jej twarzy, ale ona tylko podchodziła bliżej. Dlaczego podchodziła bliżej? Z trudem powstrzymał się przed postawieniem kroku do tyłu; nie zdziwiłby się, gdyby się zachwiał zaraz po wypuszczeniu z rąk oparcia kanapy.
– Przecież widzisz. Widzisz. Co się stało – odparł beznamiętnie. Zastanawiał się, czy nie powinien wypić jeszcze jednej kolejki, bo wciąż czuł w sobie ten frustrujący opór. – Zawsze. Zawsze tak jest.
Podniósł głowę ku wysokiemu, zdobionemu sufitowi i chwilę patrzył w niego. Próbował dyskretnie wymrugać zbierające mu się w oczach łzy.
– Jak ci. Minął dzień – zaczął, nie zdejmując wzroku z roślinnego motywu kunsztownego fresku rozlewającego się po sklepieniu Pokoju. Cóż, widać było, kto go sobie wyżyczył. – Masz już jakieś plany. Na wakacje.
– Przecież widzisz. Widzisz. Co się stało – odparł beznamiętnie. Zastanawiał się, czy nie powinien wypić jeszcze jednej kolejki, bo wciąż czuł w sobie ten frustrujący opór. – Zawsze. Zawsze tak jest.
Podniósł głowę ku wysokiemu, zdobionemu sufitowi i chwilę patrzył w niego. Próbował dyskretnie wymrugać zbierające mu się w oczach łzy.
– Jak ci. Minął dzień – zaczął, nie zdejmując wzroku z roślinnego motywu kunsztownego fresku rozlewającego się po sklepieniu Pokoju. Cóż, widać było, kto go sobie wyżyczył. – Masz już jakieś plany. Na wakacje.