— Bo tak jest. — Nie zaprzeczył. Przez wzgląd na długą znajomość z Olivią chciał wierzyć, że jego wszystkie dziwactwa nie są postrzegane przez nią jako coś negatywnego.
— Raz udało ci trafić i tu już można mówić o szczęściu. Co się stało? Nie powinnaś przeklinać. — Jeśli o kimś mógł powiedzieć w kwestii bycia pechowcem to o sobie. Następnym razem z pewnością pójdzie jej lepiej, on natomiast nie będzie w stanie trafić niezależnie od tego, ile razy będzie próbować. Samymi chęciami nie wygra dla niej tej maskotki. Chciał zrozumieć, co się stało i dlaczego tak zbladła jakby zobaczyła ducha. O wyczynach swojej przyjaciółki nic nie wiedział. Przekleństwa nie pasowały do kobiet. Dotyczyło to również Olivii.
— Co mam zrobić w takim razie? — Jak przystało na rycerza na białym koniu chcącego wybawić z opresji księżniczkę postanowił spełnić jej prośbę. — Kto dokładnie? Wystarczająco w prawo? Teraz dobrze? — To nie powstrzymało go przed zadaniem tego pytania, czemu towarzyszyło przesuwanie się we wskazanym przez nią kierunku. Liczył, że będzie to wystarczająco.
— Od razu mogliśmy tam iść, jak tylko pojawiła się ta osoba. Chyba nie umiem ci odmawiać. — Stwierdził z cichym westchnięciem. Odejście stąd było prostsze, niż podejmowanie próby schowania się za nim. Zgodził się na to, by odeszli w stronę ogniska. Bez tego chciał do niego podejść, spojrzeć w płomienie i poznać swój los.
!płomienie