12.12.2023, 11:29 ✶
Morpheus szybko przypadł do Olivii, próbując mało fachowym okiem sprawdzić, czy nie jest ranna, a gdy ta osunęła się po ścianie, objął ją ramieniem, chcąc ją pokrzepić i nieco spanikowanym wzrokiem łani, która napotkała myśliwego, patrzył to na nią, to na Fiannę, to na miejsce, na które wskazywała, jakby chciał zobaczyć na własne oczy, o czym bełkotała. Nie do końca rozumiał, jak to Marta Warren nie żyła? Nawet nie zauważył, że podczas biegu jego karty wysypały się i w stronę korytarza wskazywała dziesiątka mieczy.
Mężczyzna, leżący na brzuchu, przebity mieczami, pokonany, chociaż bez krwi, za to z czerwoną płachtą, a zanim woda, spokojna, stateczna woda, gotowa przyjąć ciało w swoje zimne objęcia. Jedna z najtrudniejszych kart, jakie znajdowały się w talii, z największym bagażem znaczenia, zawsze złego, zawsze negatywna energia. Dziesiątka Mieczy oznacza koniec, ale nie byle jaki koniec. Ten wiąże się z ogromnym bólem, stratą i wszechogarniającą ostatecznością. To jest koniec drogi. To kosmiczny znak od wszechświata, że po prostu nie możesz iść dalej.
— Biegnij, ja zostanę. — Miał dopiero czternaście lat, jego dłoń drżała, zaciskając się na gładkim trzonku różdżki, w jego głowie ostatniego bastionu obrony. Każdy chłopiec wyobraża sobie, jak bohatersko staje w obronie jakiejś białogłowy i staje się rycerzem jego serca, rzeczywistość jednak okazała się dużo bardziej brutalna i przerażająca. Zdjął wierzchnią część swojej szary i otulił nią Olivię.
— Jak to twoja wina? Jak powiedziała? To żyje czy... — czy przez przypadek ją zabiłaś, Olivio? wtrąciła się intruzywna myśl w głowę Morpheusa. Nie, to na pewno nie było to... — Zostań tutaj, czekaj na dyrektora, ja idę zobaczyć, co się stało.
Nerwowo przeczesał czarne loki, odstające na wszystkie strony i podniósł się do pionu.
Mężczyzna, leżący na brzuchu, przebity mieczami, pokonany, chociaż bez krwi, za to z czerwoną płachtą, a zanim woda, spokojna, stateczna woda, gotowa przyjąć ciało w swoje zimne objęcia. Jedna z najtrudniejszych kart, jakie znajdowały się w talii, z największym bagażem znaczenia, zawsze złego, zawsze negatywna energia. Dziesiątka Mieczy oznacza koniec, ale nie byle jaki koniec. Ten wiąże się z ogromnym bólem, stratą i wszechogarniającą ostatecznością. To jest koniec drogi. To kosmiczny znak od wszechświata, że po prostu nie możesz iść dalej.
— Biegnij, ja zostanę. — Miał dopiero czternaście lat, jego dłoń drżała, zaciskając się na gładkim trzonku różdżki, w jego głowie ostatniego bastionu obrony. Każdy chłopiec wyobraża sobie, jak bohatersko staje w obronie jakiejś białogłowy i staje się rycerzem jego serca, rzeczywistość jednak okazała się dużo bardziej brutalna i przerażająca. Zdjął wierzchnią część swojej szary i otulił nią Olivię.
— Jak to twoja wina? Jak powiedziała? To żyje czy... — czy przez przypadek ją zabiłaś, Olivio? wtrąciła się intruzywna myśl w głowę Morpheusa. Nie, to na pewno nie było to... — Zostań tutaj, czekaj na dyrektora, ja idę zobaczyć, co się stało.
Nerwowo przeczesał czarne loki, odstające na wszystkie strony i podniósł się do pionu.