Dostrzegając zdenerwowanie Olivii postanowił nie drążyć sprawy. Tak naprawdę to nie miało znaczenia, a skoro stwierdziła że wskazany przez nią mężczyzna to straszny burak i cham to najlepiej będzie stąd odejść. Mieli się dobrze bawić. Wolał też aby nic nie popsuło tego ich wyjścia. W dalszym ciągu bardzo chętnie użyczał jej swojego ramienia.
— Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. — Zapewnił swoją przyjaciółkę z ciepłym uśmiechem. — Chcę żebyś się dobrze bawiła w moim towarzystwie, a nie możesz tego robić jak ktoś cię denerwuje. Spojrzymy w płomienie, a potem może kupimy sobie kiełbaski z rusztu i po kubku bąbelkowej herbaty brzoskwiniowej, co ty na to? — Dopowiedział. Po opychaniu się lodami wypadało zjeść coś bardziej treściwego, zwłaszcza przed dokupieniem następnej porcji lodów. Nieważne, ile by zjadł to na deser zawsze znajdzie miejsce.
— Do moich też nie, jednak nie musimy w tym momencie podejmować trudnych decyzji. Życia by mi brakło, gdybym chciał je wszystkie wymienić. — Zawtórował śmiechem swojej przyjaciółce. Wszystko wskazywało na to, że Litha nie miała podzielić losu Beltane i nie będą musieli walczyć o swoje życie, tylko o pluszowe magiczne stworzenia. Gdyby jednak zaistniała taka konieczność to starałby się uratować ją w pierwszej kolejności.
Leon nie miał natury wojownika, jednak w płomieniach dostrzegł dwa skrzyżowane ze sobą w walce miecze. Wydawało mu się, że płonące polana trzaskają w tych samych momentach, w których obie klingi się ścierają. Wypełniła go determinacja. Jego walka jeszcze się nie skończyła. Ta wizja nie wydawała mu się pełna, gdyż sama walka potrafiła przybrać różne znaczenia i wymagało to odpowiedniej interpretacji. Znajdzie sens tej wizji.
Spojrzał z ukosa na swoją przyjaciółkę, również spoglądającą w tym samym kierunku, co on. Intrygowało go to, co zobaczy w tych płomieniach. Uznał, że to dobry moment aby posłużyć się swoim darem i spróbować odczytać intencje Olivii. Może też zobaczy fragmenty jej przyszłości.
Wykaz intencji - Olivia
Sukces!