• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 6 7 8 9 10 11 Dalej »
[5 lipca 1972] Gram godności

[5 lipca 1972] Gram godności
Księżniczka Ćpunów
stworzono mnie ostrym, bezlitosnym gestem:
nie z żebra twojego, a z ciosów jestem
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Niziutka, mierząca sobie 158cm, kobieca figura, którą zawsze podkreśla fantazyjnymi i naprawdę drogimi kreacjami. Krótkie blond włosy zawsze nosi rozpuszczone. Z uśmiechem przylepionym do warg, wygląda jakby pływała w obłokach, choć gdy się jej dłużej przyjrzysz, w piwnych oczach dostrzeżesz burzę.

Diana Mulciber
#2
13.12.2023, 01:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.12.2023, 13:47 przez Diana Mulciber.)  
Nie pamiętała już, który z kolei to był dzień odwyku – o ile odwykiem odstawienia można było to nazwać, bo mijał któryś już tydzień od usadzenia Donalda w warzywniaku, a ona z każdym kolejnym coraz głębiej upadała. Zachłysnęła się nowo uzyskaną wolnością, ułudną w swej naturze, acz widzieć tego jeszcze nie potrafiła; w jej blasku spalała się jak ogon komety, która niczym wstęga przecinała niebo, leciała krótko i szybko, wpadając w orbitę większego od siebie obiektu. I ginęła na miejscu.
Dziś było paskudnym dniem. Gardło zaciskało się boleśnie przy każdym kęsie jedzenia, więc spędziła pół dnia pochylona nad suchym tostem i kubkiem wystygłej herbaty, do której dolewała gorzały, wmuszając w siebie kolejny łyk. Napój palił w gardło, rozpościerał gorycz na języku, lecz zalegał posłusznie na dnie żołądka. Miał być jak lekarstwo, bo to płynne, nie wciągane, więc zdrowsze i mniej ukracające zmysły, ale przez to swoje męczeństwo, wskazówki zegara tylko zwalniały i koniec końców, w pracy zamiast dziewięciu godzin, spędziła dziewięćset.
Złamała sobie sama serce odkrywszy, że w domu nie znalazła ani grama. Pozbywszy się wszystkiego, poza zwietrzałymi blantami, sądziła, iż usiała sobie przyszłość świetlistą i piękną. Wolną od nałogu.
Bo przecież tak to kurwa działało – wystarczyło nie ćpać przez trzy dni i kilkanaście lat zerowało się jak białe kreski na stole. Swoje odkrycie zwieńczyła uśmiechem, smutnym, slodkogorzkim. Potem się popłakała, rozpaczliwie pragnąc kartkować spalone już (choć to nie tak że adresy znała na pamięć) dane dostawców. Rozmiękłym od płaczu szeptem zarazem dziękowała i przeklinała dawną siebie, a nienawiść - do wszechświata odciskała się na jej ciele. W tej żałości i zanikającym pragnieniu wyjścia na dobrą drogę (czy ona w ogóle istniała?) ujrzała rażącą łunę zbawczego światła machającą do niej z drugiej strony tunelu.
Gramy, jej światełka skryte i niezniszczone (!) powinny chować się w jeszcze jednym miejscu. W galerii Loretty, jej biurze, do którego pospiesznie ruszyła, choć granat zdążył już wyściełać płótno nocy. Zapewne nie musiała się zakradać, używać zaklęć i knuć niczym dziecko na wyprawie po ukryte, świąteczne łakocie, ale jakoś perspektywa tłumaczenia się później Lore, nie wpisywała się do jej ciasno wypełnionego kalendarza. Ale urodzona pod złą gwiazdą Diana nie zdążyła przeszukać nawet trzech szafek, jak na korytarzu rozległ się manifest ciężkiego, męskiego chodu. Westchnęła niepocieszona, ale nie ruszyła się z miejsca. Jej piwnym oczom jednakże, ukazał się Louvain Lestrange, a nie wąsaty strażnik.
– Niczego, Lou – odparła niewinnie, obdarowując go równie anielskim uśmiechem – mnie tu nie ma, ja nie istnieję.
Zaśmiała się. Tak jakby to był najzabawniejszy kabaretowy skecz, w którym chłop przebrał się za babę, ale nikt tutaj nie robił z siebie ostatniego idioty (czy na pewno?) i widownia nie klaskała (na pewno!), a przynajmniej jeszcze nie. 
– Nokturn? Błagam. To nie miejsce dla damy takiej jak ja. – Szafkę, w której pałaszowała jeszcze przed minutą, zamknęła z impetem, trzasnąwszy nią jak alfons trzasnąłby z liścia w swoją najmniej dorodną kurwę. Z tym przyjemnym szemraniem alkoholu, którego echo przetaczało się przez skronie, nie była w stanie ukryć swojego ruchowego skoordynowania wystarczająco dobrze, by jego przenikliwie spojrzenie nie wychwyciło jej stanu. Stanu alkoholowego upojenia, stanu przed-głodowego, który ku niej pędził i nastrajał wszystkie mięśnie niczym muzyk przed koncertem.
– A Ty? Przyszedłeś mnie odwiedzić?
Znów śmiech. A przecież nikt nie rzucał w eter żadnych śmiesznych żartów.


Chwasty trzeba wyrywać.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Diana Mulciber (980), Louvain Lestrange (1996)




Wiadomości w tym wątku
[5 lipca 1972] Gram godności - przez Louvain Lestrange - 09.12.2023, 20:27
RE: [5 lipca 1972] Gram godności - przez Diana Mulciber - 13.12.2023, 01:54
RE: [5 lipca 1972] Gram godności - przez Louvain Lestrange - 13.12.2023, 22:33
RE: [5 lipca 1972] Gram godności - przez Diana Mulciber - 08.01.2024, 23:50
RE: [5 lipca 1972] Gram godności - przez Louvain Lestrange - 02.03.2024, 16:52

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa