Wbrew pierwotnym założeniom, zamiast śledzić poczynania Rudolphusa, osobiście zaangażował się w prowadzone przez niego badania. Nie planowal tego. Nie uważał, aby mógł sobie na to pozwolić. Miał przecież inne obowiązki na głowie. Inne zadania. Okazało się jednak, że naukowca zawsze ciągnie do laboratorium.
Prawie tak samo jak tego nieszczęsnego wilka do lasu.
Kiedy otrzymał świstoklik, a wraz z nim krótką informacje od Lestrange'a, kolejne dni zaplanował w taki sposób, aby we wskazanym terminie móc znaleźć się na miejscu. Mógł sobie na to pozwolić. Ostatecznie był tylko handlarzem, który zajmował się sprzedażą świec oraz kadzideł. Przynajmniej oficjalnie.
Podróże przy pomocy świstoklika nie były czymś przyjemnym. Nieszczególnie za tym przepadał, ale też - nie miał wielkiego wyboru. Z racji na nieprzyjemne przeżycia wiążące się z teleportacją, nie zdołał jej nigdy w pełni opanować. Aby podróżować przy pomocy kominka, potrzebował zaś znać dokładny adres. Przekazywanie go poprzez sowe mogło niestety okazać się zbyt ryzykowne. Wiadomość zawsze można było przechwycić.
Na miejscu zjawił się w późnych godzinach popołudniowych. Miał na sobie szary płaszcz. Pod spodem czarne spodnie i również szary sweter. Pogoda o tej porze roku bywała paskudna. Na wszelki wypadek zadbał więc o to, aby mieć odpowiednio dobrany do niej strój. Na miejscu wylądował z gracją kogoś, kto świstoklikiem podróżuje pierwszy raz. Może trzeci. Niewiele brakowało, aby rąbnął o niewysokie drzewo.
Szybko jednak pozbierał się. I resztki swojej godności również. Rozejrzał się po okolicy, do której sprowadził go Rudolphus. Zaciekawiony, choć nie dało się tego dostrzec na pierwszy rzut oka. Nie pozwalał na to, aby odmalowało się to na jego obliczu. Ruszył we właściwym kierunku. Zgodnie z otrzymanymi instrukcjami. Odnalazł chatę.
- To ma być to miejsce? - zadał młodzikowi pytanie, ledwie znaleźli się obydwaj w jednym miejscu, omijając tym samym etap przywitania się, nie decydując na wyciągnięcie, uścisk ręki. Wolał przejść z miejsca do rzeczy. Lestrange zdążył mu co prawda to i owo przedstawić w liście, ale co innego zobaczyć to wszystko na własne oczy. Zawsze bezpieczniej było dokonać osobistej inspekcji.