- Nie masz czego żałować Kamiś. - Pamiętała, że Lupin zawsze był trochę z boku i nie nadążał z poznawaniem takiej ilości osób, jak oni. Zdecydowanie lepiej czuł się w mniejszych grupach, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Szczególnie aktualnie, Wood doceniła to, że warto jest mieć po prostu kilku najbliższych przyjaciół, z którymi zawsze będzie blisko. Bez sensu było otaczać się wianuszkiem nieszczerych osób.
- Demimoz jest dostojny, wspaniały, muszę go mieć! - Chyba nastawiła się na to, że faktycznie go dzisiaj zdobędzie. Wiadomo jak jest, jak Wood bardzo chciała coś dostać, to zawsze udawało jej się to osiągnąć. Dobrze, że Camiś nie wspomniał o tym, że jego zdaniem bardziej pasowałby do niej smok, bo pewnie by się oburzyła.
- Pamiętaj, że nic nie musisz. Wystarczy nawet kilka splecionych kwiatków, liczy się tylko to, że to będzie od Ciebie. - Nie musiał się zamartwiać o jej gusta. W tym przypadku to było zupełnie nieważne. Heather zdecydowanie wystarczało, że był obok niej, naprawdę czuła się przy Cameronie szczęśliwa.
Podskoczyła z radości, gdy udało jej się wrzucić trzecią z obręczy. Wiedziała, że tak będzie. Nie da się ukryć, że była bardzo pewna siebie, jeśli chodzi o wszelkie potyczki, w których liczyła się sprawność fizyczna. - Może i tak, ale tak dzielnie walczyłeś. Nie sądzę, żeby ktokolwiek miał w sobie tyle determinacji. - Na samą myśl o tym jak nieustępliwie wspinał się raz po razie, aby wnieść jej wianek na czubek pala robiło jej się cieplej na serduszku. Kto inny byłby w stanie zrobić dla niej coś takiego? Nie przeszkadzało jej wcale to, że mu się nie udało. Miała wrażenie, że to wszystko ich do siebie bardzo zbliżyło i tak naprawdę nigdy nie było między nimi lepiej.
- Ja i modlitwa? Naprawdę? - Zaśmiała się w głos, bo nie wierzyła, że mógł ją o to podejrzewać. Uważała, że modły to strata czasu, a ważne jest to, aby pracować nad swoimi umiejętnościami, to one przynosiły sukces, nie spadał on z nieba.
Odebrała swoją nagrodę od jednego ze szwagrów. Została właścicielką przepięknęgo, ogromnego demimoza. Była nim zachwycona, na twarzy Rudej gościł ogromny uśmiech, bo była chyba właśnie najszczęśliwszą osobą na świecie. Wszystko układało się tak, jak chciała, no i miała przy swoim boku Camerona, czego mogła chcieć więcej?
- Nie wiem, czy potrzebuje kasy, wiesz, do tego giełda brzmi trochę skomplikowanie. - Nie da się też ukryć, że Wood zdecydowanie nie należała do tych osób, które nadawały się do jakichś długotrwałych przedsięwzięć, bardzo szybko traciła zapał.
Nie miała nic przeciwko temu, że przesunęli się na bok. Nie chciała już nic więcej wygrywać, wolała zostawić nagrody dla innych, szkoda by było, gdyby jakiś dzieciak nie otrzymał swojego pluszaka, przez to, że ona zgarnęła wszystkie. Nie była, aż tak zachłanna.
Uśmiechnęła się do Camisia i chyba nawet nieco zarumieniła, gdy ucałował wierzch jej dłoni. Niby była przyzwyczajona do tego, że są razem, ale nie przywykła do tych gestów, jeszcze. - Idziemy się gdzieś położyć na trawie, czy chcesz już się stąd zwijać? - Wolała się upewnić, na co ma ochotę. Mogli przecież stąd zniknąć i zaszyć się w zupełnie innym miejscu z tym wielkim demimozem u boku.