13.12.2023, 22:11 ✶
Słońce było super. Kochałem słońce, ale księżyca już nie, mimo że odbijał światło słoneczne i dlatego lśnił na nocnym niebie. Normalnie bym go uwielbiał, ale naprawdę źle się czułem w pełnie księżyca, więc wolałem unikać konfrontacji i jakichkolwiek obowiązków w te dni, kiedy był wielki, okrąglutki, ale dziś nie był, więc cudowałem sobie na dachu i przemieniałem się w kota, i odprawiałem inne czary, bo miałem w tym pełną swobodę i nic nie odbierało mi sił. Ba!, gdyby mi tu załączyć muzyczkę, to zacząłbym nawet skocznie tuptać po tym dachu. To co, że spadając mógłbym sobie połamać kark czy kręgosłup! Zresztą, i tak spadłbym na cztery łapy, no nie?
Pokręciłem głową, leżąc tak na daszku z zamkniętymi oczkami i wchłaniając te pełne, cudowne promienie słoneczne. Podobało mi się to bardzo, rozkoszowałem się tym ciepełkiem, ale z kolei pomyślałem sobie, że Mayka tak bardzo nie miała pojęcia, co mówi. Gdzie ja ją oszukałem...?
- Nie oszukałem - obruszyłem się udawanie, po czym spojrzałem nad swoją głowę, gdzieś nieco w bok by namierzyć ją swoim spojrzeniem. Uśmiechałem się nie tylko wargami, ale również oczami. Ktoś taki jak ja, to muchy... dobra, muchę może bym skrzywdził, ale takiego uroczego ludka, jakim była panienka Chang-Chang to za nic w świecie. Nawet nie dałbym się przekupić czy wkupić by jej krzywdę poczynić, więc wszelkie strachy były tu bezpodstawne. Tak-tak.
- Uważasz, że lubienie lata jest dziwne...? - zapytałem ją nieco przejęty, ale znowu się chichrałem. Idiota. Słodki idiota. Mężczyzna-kociak. Zagryzłem wargę i wzruszyłem ramionami. Oczywiste, że wiedziałem, o co jej chodzi, aby nie rozumiałem, czemu aż tak bardzo jej to przeszkadza. Ogólnie Changównom. Może to kwestia kultury, w której zostały wychowane? Może ekspresja była tam zakazana? Podobnie radość życia, beztroska i głupkowatość.
- Od zawsze taki byłem, ale kiedy odkryłem animagię, to tylko się bardziej uwydatniło... Bo miałem obsesję na punkcie kotów, a teraz, kiedy jestem kotem już tych dobrych parę lat, to wiesz... Fajna sprawa jest i... Właściwie cię tu zaciągnąłem, żebyś zobaczyła, jakie fajne jest kocie życie, świat z perspektywy kota - stwierdziłem, znowu wracając wzrokiem do białych chmurek na niebie. Nie chciałem nadwyrężyć sobie karku, bo zapewne polowanie na wróbla nie było moim ostatnim tego dnia. - Aczkolwiek należałoby go nieco powiększyć, bo z kocich oczu wydaje się większy - stwierdziłem, jednak znowu kładąc się na boku. Oparłem twarz na rękach jak wcześniej i wpatrzyłem się w Mayę.
- A ty Mayka, co robiłaś sama na Nokturnie? Jeśli chcesz, możemy porobić to razem. Umiem robić wiele różnych rzeczy - odparłem, właściwie to się przechwalając, ale też chcąc się bawić. Trochę jak przerośnięte dziecko. Prawda była taka, że mi się nudziło. Delliana nie było, miałem dziś wolne od Munga, więc się szlajałem, obijałem tyłkiem to tu, to tam i czekałem na znak od Boga czy Matki na jakieś zapierające dech w piersi zadanie. I kto by pomyślał, że w takim oto stanie najdzie mnie Mayka, Metr Czterdzieści Sześć.
Pokręciłem głową, leżąc tak na daszku z zamkniętymi oczkami i wchłaniając te pełne, cudowne promienie słoneczne. Podobało mi się to bardzo, rozkoszowałem się tym ciepełkiem, ale z kolei pomyślałem sobie, że Mayka tak bardzo nie miała pojęcia, co mówi. Gdzie ja ją oszukałem...?
- Nie oszukałem - obruszyłem się udawanie, po czym spojrzałem nad swoją głowę, gdzieś nieco w bok by namierzyć ją swoim spojrzeniem. Uśmiechałem się nie tylko wargami, ale również oczami. Ktoś taki jak ja, to muchy... dobra, muchę może bym skrzywdził, ale takiego uroczego ludka, jakim była panienka Chang-Chang to za nic w świecie. Nawet nie dałbym się przekupić czy wkupić by jej krzywdę poczynić, więc wszelkie strachy były tu bezpodstawne. Tak-tak.
- Uważasz, że lubienie lata jest dziwne...? - zapytałem ją nieco przejęty, ale znowu się chichrałem. Idiota. Słodki idiota. Mężczyzna-kociak. Zagryzłem wargę i wzruszyłem ramionami. Oczywiste, że wiedziałem, o co jej chodzi, aby nie rozumiałem, czemu aż tak bardzo jej to przeszkadza. Ogólnie Changównom. Może to kwestia kultury, w której zostały wychowane? Może ekspresja była tam zakazana? Podobnie radość życia, beztroska i głupkowatość.
- Od zawsze taki byłem, ale kiedy odkryłem animagię, to tylko się bardziej uwydatniło... Bo miałem obsesję na punkcie kotów, a teraz, kiedy jestem kotem już tych dobrych parę lat, to wiesz... Fajna sprawa jest i... Właściwie cię tu zaciągnąłem, żebyś zobaczyła, jakie fajne jest kocie życie, świat z perspektywy kota - stwierdziłem, znowu wracając wzrokiem do białych chmurek na niebie. Nie chciałem nadwyrężyć sobie karku, bo zapewne polowanie na wróbla nie było moim ostatnim tego dnia. - Aczkolwiek należałoby go nieco powiększyć, bo z kocich oczu wydaje się większy - stwierdziłem, jednak znowu kładąc się na boku. Oparłem twarz na rękach jak wcześniej i wpatrzyłem się w Mayę.
- A ty Mayka, co robiłaś sama na Nokturnie? Jeśli chcesz, możemy porobić to razem. Umiem robić wiele różnych rzeczy - odparłem, właściwie to się przechwalając, ale też chcąc się bawić. Trochę jak przerośnięte dziecko. Prawda była taka, że mi się nudziło. Delliana nie było, miałem dziś wolne od Munga, więc się szlajałem, obijałem tyłkiem to tu, to tam i czekałem na znak od Boga czy Matki na jakieś zapierające dech w piersi zadanie. I kto by pomyślał, że w takim oto stanie najdzie mnie Mayka, Metr Czterdzieści Sześć.