13.12.2023, 22:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.12.2023, 06:51 przez Louvain Lestrange.)
tw: ksenofobia, slut-shaming
Zawsze nad tym ubolewał. Dlaczego Loretta nie mogła znaleźć sobie bardziej odpowiedniego towarzystwa? Te dekadencka aura która ciążyła nad księciem ćpunów i jego zgraja miała tragiczny wpływ na jego siostrę. Przecież znał ją od zawsze, zdecydowanie lepiej niż jakiś rumuński heroinista i wiedział, że nie Loretta nie jest taka jak oni. To właśnie przez nich jego siostrzyczka, idealna porcelanowa laleczka, upadała i gniła moralnie. Rozjebałby pysk każdemu kto ośmieliłby rzucić mu taką tezę w twarz, jednak dobrze wiedział jakie plotki roztaczały się po salonowych kuluarach. Winą obarczał za to wyłącznie cały Alexandrowo-kurewski skład. Dlatego nienawidził tego romskiego śmiecia jak psa. Za ten bluźnierczy akt bezeceństwa jakim było doprowadzenie do moralnego rozkładu Loretty.
Przy tym wszystkim odcinał się stanowczą i grubą kreską od własnej przeszłości. Od podszewki poznał czym był niczym nieskrępowany hedonizm, kiedy jeszcze był u szczytu swojej sportowej kariery. Z genotypem dziwkarza i rozpustnika w którymś z już nieco starszych splotów w swoim DNA, kompletnie nie przeszkadzało mu to w subiektywnej ocenie Diany, Alexandra i Merlin wie kto tam jeszcze się z nimi buja po melinach i spelunach. Swego czasu garściami mógł rzucać galeonami. Za pieniądze które zostawił po burdelach ktoś mógłby postawić kilka sierocińców, no ale nie on. Przynajmniej kilka kokotek z Nokturnu mogło pozwolić sobie na eleganckie kreacje z domu mody Rosier. Miłość miała swoją cenę, szczególnie ta zmysłowa. Miał też swoje własne doświadczenie w używkach, jednak te za bardzo odbijały się na kondycji by mógł się w nich, w tamtym czasie, adekwatnie odpłynąć. Chociaż gdyby nie jego ambicje, niewiele brakowało żeby ulokował swoje wszystkie fundusze w narkotykach. Wtedy kiedy jego kariera była definitywnie zakończona.
- Widzę... Ty nawet nie żyjesz, co najwyżej wegetujesz. - rzucił z nutą ironicznej pogardy. Nawet nie starała się uknuć żadnej intrygi, najwidoczniej napędzana impulsem chwili, Diana od razu wydała mu się mocno podejrzana. Nie odwzajemnił w żadnym momencie jej uśmiechu, a tym bardziej nerwowego śmiechu. Odstąpił od blokowania swoją posturą wyjścia z pomieszczenia, zamiast tego z chłodną miną i mrozem w oczach zaczął powoli kroczyć w kierunku księżniczki z Monaru. Nie odpowiedział na jej pytanie, p prostu zbliżył się na odległość wypuszczanego z ust dymu papierosów i chwycił za jej nadgarstek. W przesadzonym uścisku wyciągnął jej dłoń przed siebie jakby spodziewał się, że właśnie coś skrywała w swojej piąstce. - Co Ty kombinujesz Mulciber... - syknął marszcząc przy tym brwi niby zły, kiedy zobaczył, że w jej dłoni nie kryje się nic za co mógłby faktycznie wściec. Nie posądzałby jej raczej o kradzież, z tego co się orientował nie brakowało jej pieniędzy. Mocnych doznań jeśli już. Przeciągając odrobinę te chwilę kiedy bezprecedensowo naruszał jej nietykalność, w końcu wypuścił jej dłoń zostawiając na skórze czerwone plamy od ucisku. W tym momencie do jego nozdrzy dobiegła woń jej perfum, które odbiły się rezonując na krótki moment jego zmysły. Poszedł dalej tym tropem, nachylając się nad nią. Tak jakby przed momentem wcale nie wykręcił przemocą jej ręki, odchylił pasmo jej włosów, odchylając kawałek bladej skóry na szyi Diany. Zaciągnął się mocniej jej zapachami. Przez zamknięte powieki zaśmiał się bezdźwięcznie, kiedy wyczuł woń alkoholu w tym bukiecie aromatów. Teraz zaczął powoli łączyć kropki. Szarpnął za uchwyt szafki, którą tak starała się ukryć, że wcale nic w niej nie szukała, nic a nic. Wyciągnął różdżkę i machnął nią w kierunku zawartości, nie mając zamiaru przekopywać się przez sterty pergaminów, szkiców i innych bibelotów. Do jego ręki samo wskoczyło, jak na zawołanie, zawiniątko niewielkiej treści. Nie urodził się wczoraj, żeby nie wiedzieć co to takiego. - Chyba z chuja spadłaś, jak myślisz, że pozwolę Ci brukać to miejsce w ten sposób! - choć przed chwilą mógł nawet uśmiechnąć się przelotnie, zadziornie, teraz warknął poirytowany. Mówiąc to podniósł wyżej rękę, jakby biorąc zamach do spoliczkowania kobiety, ale powstrzymał się w ostatnim momencie kiedy miał okazję napawać się widokiem jej miny. Zaśmiał się po raz pierwszy na głos, uznając manipulowanie jej strachem za coś zabawnego.