Unosi. Czy Warren została duchem? Oczy Morpheusa zrobiły się jeszcze większe na tę wiadomość, ale nie zamierzał poddawać się i ewentualnie spotkać z duchem koleżanki z roku. W końcu nie mogła być taka zła jako duch, prawda? Próbował uziemić się w chwili, gdy szedł, krok za krokiem w stronę damskiej łazienki i nie panikować. Przede wszystkim złamie sanctum tego miejsca, przeznaczonego tylko dla żeńskiej części uczniów. Nie, przede wszystkim idzie zobaczyć martwą dziewczynę. Serce waliło mu w piersi, mózg jeszcze nie łączył do końca faktów, siłując się ze skrawkami informacji, nie próbując ich przetwarzać, aby nie wpaść w panikę.
Gdy zobaczył ciało Marty, zrobiło mu się niedobrze i ciarki przeszły mu po plecach. Musiał powstrzymać odruch wymiotny i spazm, który zgiął go prawie w pół.
Olivia nie kłamała i Krukonka była martwa. Przez chwilę on stał jak spetryfikowany w miejscu, nie mrugając, aż dotarł do niego zapach towarzyszący śmierci, wtedy mimowolnie zatkał usta, aby stłumić smród wydzielin z ciała martwej rówieśniczki. Nie było wątpliwość co do tego, że tutaj już nikt nie mógł nic zaradzić. Cofnął się o krok do tyłu, ale wtedy w całym szoku ujrzenia sceny zbrodni, przypomniał sobie o tym, że Hornby widziała ducha.
— Marta? — powiedział, ciszej niż zamierzał. Jego głos poddał się i wyszedł bardziej piskliwy, niż powinien, jak w czasie mutacji, którą przeszedł dwa lata wcześniej. Chociaż próbował być odważny, strach przybywał coraz bardziej, razem ze świadomością swojej niemocy oraz słabości. Należał tylko do uczniów, był tylko czwartoklasistą, nikim potężnym, nie prefektem nawet. Różdżka mu prawie wypadła z ręki. To nie tak, że nigdy nie widział martwej osoby, żegnał się ze swoją babką, te doświadczenia różniły się jednak diametralnie. Nie było tu żadnego poszanowania dla śmierci, żadnego zachowania godności ciała. Groteska i tragedia.
I z jakiegoś powodu pierwszą rzeczą, jaką pomyślał, było: Marta raczej już nie skończy swojej części zadania domowego.