17.12.2023, 20:54 ✶
Rozpromieniła się niczym słoneczko, słysząc takie zapewnienie, rozkosznie nieświadoma wewnętrznych rozterek chłopaka. Będzie pierwsza! Mimo że może być drugą tak naprawdę, jeśli w życie wcieli tę myśl, żeby dać im po egzemplarzu jednocześnie. Zwłaszcza że mimo szczerych chęci, niekoniecznie byłaby w stanie natychmiast zanurzyć się w lekturze – ot, wybrała sobie taki zawód, nie inny, to teraz ma.
Ale też jednocześnie nieszczególnie myślała o nagłej zmianie ścieżki zawodowej; ot, po prostu chwilowa niedogodność, jak więc mogła zaważyć na ostatecznym całokształcie? Przynajmniej ujmując rzecz jak najbardziej logicznie się tylko dało…
- Och, dziękuję! Możesz być pewien, że przeczytam ją jak najszybciej się tylko da. Choćbym nawet miała zerwać się z zajęć! – zadeklarowała, chyba naprawdę mając taki zamiar. No, pewne rzeczy mimo wszystko były ważniejsze, niż nauka… Jak, na przykład, książki napisane przez jej… jej… Dlaczego myślała o nim jak o oczku w głowie…?
- Niestety masz rację – przyznała. Ot, ludzie. Nie każdy był bardzo wdzięczny, nie każdy miał na tyle przyzwoitości, by zwykłe „dziękuję” powiedzieć; czasem nawet mieli fu-fu najróżniejszej maści, i to bardzo delikatnie mówiąc. Cóż… nie sposób zgadnąć, co mieli na myśli, co kłębiło się w ich głowach i zapewne nawet magipsychiatrzy mieliby z tym problem.
Zacisnęła delikatnie palce na dłoni Lockharta czując, jak w gardle narasta jej gula. Dlaczego… och, dlaczego to się wszystko robiło takie poplątane?! Dlaczego nie mogła po prostu spotykać się z Darcym, bo chciała i tyle? Tak, dzieliła ich krew, ale też na dłuższą metę ciężko by było całkiem się odizolować, zamknąć w kręgu czystokrwistych. Tak to mogła jeszcze się migać, wyjaśniać, że o – kolega ze szkoły, o – dba o stosunki z prasą i rozważa mecenat. Czy coś w tym guście. Więc to nie tak, że zamydlenie oczu byłoby całkowicie niemożliwe, ale teraz…
… to, czego chciała, stało w zdecydowanej sprzeczności z tym, co miało się wydarzyć.
Upiła jeszcze łyk filiżanki, którą odstawiła na stolik. Spojrzała poważnie na chłopaka, a po uśmiechu zostało już jedynie wspomnienie.
- Coś w tym jest. Szkoda tylko, że mój ojciec widzi to inaczej i... – odetchnęła głębiej. No naprawdę, Eunice, weź to z siebie wykrztuś; im szybciej to zrobisz, tym szybciej przestaniesz się tak niemożliwie męczyć!
- … powiedziano mi, że mam znowu wyjść za mąż. Co jest absurdalne, dopiero co się przecież rozwiodłam, wcale tego nie chcę, ale… jak ojciec już coś postanowi... – pokręciła głową i puściła w końcu dłoń Lockharta – Przepraszam. Chyba powinnam była c to po prostu napisać – dodała po paru sekundach, reflektując w końcu, że to tak na 99,99% był zły pomysł. W sensie, przyjście tutaj.
Ale też jednocześnie nieszczególnie myślała o nagłej zmianie ścieżki zawodowej; ot, po prostu chwilowa niedogodność, jak więc mogła zaważyć na ostatecznym całokształcie? Przynajmniej ujmując rzecz jak najbardziej logicznie się tylko dało…
- Och, dziękuję! Możesz być pewien, że przeczytam ją jak najszybciej się tylko da. Choćbym nawet miała zerwać się z zajęć! – zadeklarowała, chyba naprawdę mając taki zamiar. No, pewne rzeczy mimo wszystko były ważniejsze, niż nauka… Jak, na przykład, książki napisane przez jej… jej… Dlaczego myślała o nim jak o oczku w głowie…?
- Niestety masz rację – przyznała. Ot, ludzie. Nie każdy był bardzo wdzięczny, nie każdy miał na tyle przyzwoitości, by zwykłe „dziękuję” powiedzieć; czasem nawet mieli fu-fu najróżniejszej maści, i to bardzo delikatnie mówiąc. Cóż… nie sposób zgadnąć, co mieli na myśli, co kłębiło się w ich głowach i zapewne nawet magipsychiatrzy mieliby z tym problem.
Zacisnęła delikatnie palce na dłoni Lockharta czując, jak w gardle narasta jej gula. Dlaczego… och, dlaczego to się wszystko robiło takie poplątane?! Dlaczego nie mogła po prostu spotykać się z Darcym, bo chciała i tyle? Tak, dzieliła ich krew, ale też na dłuższą metę ciężko by było całkiem się odizolować, zamknąć w kręgu czystokrwistych. Tak to mogła jeszcze się migać, wyjaśniać, że o – kolega ze szkoły, o – dba o stosunki z prasą i rozważa mecenat. Czy coś w tym guście. Więc to nie tak, że zamydlenie oczu byłoby całkowicie niemożliwe, ale teraz…
… to, czego chciała, stało w zdecydowanej sprzeczności z tym, co miało się wydarzyć.
Upiła jeszcze łyk filiżanki, którą odstawiła na stolik. Spojrzała poważnie na chłopaka, a po uśmiechu zostało już jedynie wspomnienie.
- Coś w tym jest. Szkoda tylko, że mój ojciec widzi to inaczej i... – odetchnęła głębiej. No naprawdę, Eunice, weź to z siebie wykrztuś; im szybciej to zrobisz, tym szybciej przestaniesz się tak niemożliwie męczyć!
- … powiedziano mi, że mam znowu wyjść za mąż. Co jest absurdalne, dopiero co się przecież rozwiodłam, wcale tego nie chcę, ale… jak ojciec już coś postanowi... – pokręciła głową i puściła w końcu dłoń Lockharta – Przepraszam. Chyba powinnam była c to po prostu napisać – dodała po paru sekundach, reflektując w końcu, że to tak na 99,99% był zły pomysł. W sensie, przyjście tutaj.