Smutek każdej osoby jest tak wyjątkowy, jak jej odcisk palca. Ale to, co łączy wszystkich, to fakt, że bez względu na to, jak się smucą, mają wspólną potrzebę, aby ktoś był świadkiem ich smutku. Nie oznacza to, że potrzeba kogoś, kto spróbuje go złagodzić lub zmienić. Potrzeba, aby ktoś był w pełni obecny wobec ogromu straty, bez próby pocieszenia. Gdy jesteśmy w żałobie, musimy czuć, że smutek jest uznawany i odzwierciedlany przez innych. Jednak w naszym zagonionym świecie żałoba została zminimalizowana i odkażona tak jak śmierć.
— Marta? Co... Kto ci to zrobił. Co widziałaś? — Morpheus brzmiał na zdesperowanego. Mógł być odważny, bo odważnym można być jedynie, gdy jest się przerażonym, ale nadal był jedynie chłopcem z różdżką, który obawiał się o własne życie. Najpierw ostrzeżenia, petryfikacje, następnie prawdziwa śmierć. Czuł, jak łzy zaczynają tworzyć się w jego oczach, rozmywając jeszcze bardziej obraz ducha Marty, który zdecydowanie próbował odejść. Chciał ją zatrzymać na tyle, aby zdążył ją zobaczyć dyrektor. Nie wiedział jeszcze, jak działają duchy.
Wiedział, dlaczego nie mógł zobaczyć dla niej karty Śmierci bardziej dosadnie, niż w jakichkolwiek naukach. Ponieważ Śmierć jest zmianą, która ciągnie za sobą nową przyszłość. W kartach Śmierć przychodzi do króla i zmiana, która nastanie, nie dotyczy jego samego tak mocno, jak tych, którzy pozostają na ziemi. Tak, Warren przeszła zmianę, lecz ta zmiana była ostateczna, nie niosła za sobą niczego innego, bo duch zmaterializowany nad ciałem nie urośnie, nie dojrzeje, nie zmieni się, jest tylko wspomnieniem, jak chrząszcz w bursztynie, bez przyszłości, w zawieszeniu.
Śmierć jest nieunikniona, ale tylko ona czyni świat czytelnym, zrozumie to dopiero wiele, wiele lat później. I ten język, zapisany w pragnących, łamliwych ciałach, jest rozumiany przez wszystkie istoty jednakowo. Śmierć, która czeka nas wszystkich, jest jedyną rzeczą, która czyni ten świat sprawą zbiorową. Metabolizm przekształca materię w naszym kolektywnym ciele. A jej wrażliwość łączy nas w zbiorowego ducha.
Aż do tego momentu nie zastanawiał się, co się dzieje po śmierci i jak to jest być duchem. Zrozumiał, pojął szybko, patrząc na Martę, że nikt nie wie, oprócz zmarłych, a próba kradzieży wiedzy, do której tylko oni mają prawo, jest niewiarygodnie niegrzeczna. Pewnego dnia po prostu się dowie i nie ma sensu się tym martwić, dopóki oddycha i jego śmiertelna spirala trwa.
Nauczyciele nadchodzili, a on był na krawędzi rozpłakania się. Wyprostował się, pociągnął nosem, aby dodać sobie animuszu i ugryzł się w wargę, aby się opanować. Poczuł żelazo krwi, pierwszy raz ten zapach roztoczył się w tej scenerii i miał umknąć niezauważony.