17.12.2023, 00:36 ✶
Niebywałe. Avelina edukowała się nie tylko w Hogwarcie, ale później również w innym miejscach, nie tylko w kraju, ale również za granicą. Miała okazję widzieć na własne oczy tyle ciekawe miejsc, o których sam mógłbym pomarzyć, a także spotykać na swojej drodze wiele różnych osób. Aczkolwiek z jej opowieści wynikało, że była bardziej samotniczką, odizolowaną od innych, głównie posiadającą znajomych narzuconych jej przez innych. Trochę smutne, ale trochę ją rozumiałem, bo czasami cisza bywała zbawienna. Odetchnięcie od tłumów, szczególnie.
Cóż, ale dążyłem swoimi myślami do tego, że ja naukę pobierałem jedynie w cyrku, ale miałem okazję poznać wiele wspaniałych osób - czy to członków cyrku, czy to osoby spoza niego. Było wiele person, nie spokrewnionych ze mną, a jednak tak mi bliskich, że mogłem ich swobodnie, bez zawahania nazwać rodziną czy przyjaciółmi.
- Ja... Nigdy nie chodziłem do szkoły. Wszystko, co umiem, nauczyli mnie cyrkowcy. I bardziej może mieszkam w cyrku, bo to coś więcej niż praca. Jesteśmy jedną, wielką rodziną. Możemy na sobie polegać, jesteśmy przy sobie na dobre i na złe, więc moje życie towarzyskie jest zdecydowanie... wyjątkowe i skomplikowane? - zaśmiałem się, bo choć nie łączyły nas więzy krwi, to jednak byliśmy jedną wielką wariacką rodziną. Może czasami trzeba było kogoś gasić, a innym razem zwiewać przed mściwymi lwami, ale jakoś się żyło z dnia na dzień, a kiedy już ktoś upadł, to ktoś drugi wyciągał ku niemu pomocną dłoń. To było jak najbardziej zdrowe.
- Kiedyś dostałem list z Hogwartu, ale nie miałem okazji tam pojechać - przyznałem, ale czy chciałem? Może z ciekawości, ale też nie było mi to jakoś niezbędne do życia. Wolałem zająć się w tym czasie czymś bardziej produktywnym albo chociażby jedzeniem. O, właśnie! Jedyna kusząca plotka to ta, że w Hogwarcie ponoć podają wyśmienite jedzenie. Na nie to ja bym się skusił chętnie. Nie dość, że smacznie, to jeszcze dużo i za darmo.
- Wiesz co... Z tą pomocą w kuchni, to ja bym musiał porozmawiać z Elką, czy byłaby zainteresowana. Chciałbym ją wspierać, bo biedna z niej dziewczyna, a bardzo lubi gotować, więc może nie byłby to zły pomysł by ją wypożyczać w tygodniu. Nowe otoczenie, nowi ludzie z pewnością dobrze by jej zrobili - zauważyłem, ale też potrzebowałem strategicznie to obmyśleć. Nie tylko dlatego że gotowanie na etat by Elaine odciągnęło od pracy, ale również klątwa... Bywała niebezpieczna, a nie chciałem jej narażać na wyrzuty sumienia, jeśli doszłoby do incydentu. Choć to też nie było jakieś częste, no nie?
- W razie czego, chętnie ją tu przyślę. Teraz już wiem gdzie! - dodałem dumnie, bo już znałem właśnie dwa nowe przybytki na Pokątnej. Jednego będę unikał szerokim łukiem, ale Norę... chętnie odwiedzę ponownie.
Cóż, ale dążyłem swoimi myślami do tego, że ja naukę pobierałem jedynie w cyrku, ale miałem okazję poznać wiele wspaniałych osób - czy to członków cyrku, czy to osoby spoza niego. Było wiele person, nie spokrewnionych ze mną, a jednak tak mi bliskich, że mogłem ich swobodnie, bez zawahania nazwać rodziną czy przyjaciółmi.
- Ja... Nigdy nie chodziłem do szkoły. Wszystko, co umiem, nauczyli mnie cyrkowcy. I bardziej może mieszkam w cyrku, bo to coś więcej niż praca. Jesteśmy jedną, wielką rodziną. Możemy na sobie polegać, jesteśmy przy sobie na dobre i na złe, więc moje życie towarzyskie jest zdecydowanie... wyjątkowe i skomplikowane? - zaśmiałem się, bo choć nie łączyły nas więzy krwi, to jednak byliśmy jedną wielką wariacką rodziną. Może czasami trzeba było kogoś gasić, a innym razem zwiewać przed mściwymi lwami, ale jakoś się żyło z dnia na dzień, a kiedy już ktoś upadł, to ktoś drugi wyciągał ku niemu pomocną dłoń. To było jak najbardziej zdrowe.
- Kiedyś dostałem list z Hogwartu, ale nie miałem okazji tam pojechać - przyznałem, ale czy chciałem? Może z ciekawości, ale też nie było mi to jakoś niezbędne do życia. Wolałem zająć się w tym czasie czymś bardziej produktywnym albo chociażby jedzeniem. O, właśnie! Jedyna kusząca plotka to ta, że w Hogwarcie ponoć podają wyśmienite jedzenie. Na nie to ja bym się skusił chętnie. Nie dość, że smacznie, to jeszcze dużo i za darmo.
- Wiesz co... Z tą pomocą w kuchni, to ja bym musiał porozmawiać z Elką, czy byłaby zainteresowana. Chciałbym ją wspierać, bo biedna z niej dziewczyna, a bardzo lubi gotować, więc może nie byłby to zły pomysł by ją wypożyczać w tygodniu. Nowe otoczenie, nowi ludzie z pewnością dobrze by jej zrobili - zauważyłem, ale też potrzebowałem strategicznie to obmyśleć. Nie tylko dlatego że gotowanie na etat by Elaine odciągnęło od pracy, ale również klątwa... Bywała niebezpieczna, a nie chciałem jej narażać na wyrzuty sumienia, jeśli doszłoby do incydentu. Choć to też nie było jakieś częste, no nie?
- W razie czego, chętnie ją tu przyślę. Teraz już wiem gdzie! - dodałem dumnie, bo już znałem właśnie dwa nowe przybytki na Pokątnej. Jednego będę unikał szerokim łukiem, ale Norę... chętnie odwiedzę ponownie.