17.12.2023, 20:54 ✶
- Nie chodziło mi o zignorowanie, Cal – westchnęła, potrząsając burzą włosów – Bardziej myślałam o tym w kategorii okazji, że no wiesz, jeśli go spotkamy – to może dałoby się z nim pogadać? Przy wcześniejszym spotkaniu zajęliśmy się jednak czym innym – chociażby klątwą, w jaką się władowałeś – i nawet nie wiemy, czy dałoby się z nim skontaktować. Wiesz, myślę że lepiej być gotowym na skorzystanie z szansy, jeśli się trafi, niż potem ganiać i szukać i bawić się we wszelkie możliwe rytuały? – podsunęła, przykrywając prawdziwy powód, dla którego wspomniała o Jamilu.
Tyle że przez ostatni czas nietrudno się było połapać, że coś jest na rzeczy. I choć mogła to argumentować, to pytanie, czy to właśnie te argumenty przeważały w toku myślenia Lety było bardzo, ale to bardzo zasadne.
- Ustaw się w kolejce, Nell – wypaliła w stronę uzdrowicielki. Tak, Cal; miał pierwszeństwo w mordowaniu; w końcu ile to już się odgrażał, że postąpi dokładnie w ten sposób? - I jak masz tu jakieś dobre na podorędziu to dawaj znać, zobaczymy, co się da zrobić, żeby spełnić twoje życzenie – parsknęła zaraz.
W zasadzie, to byłoby raczej proste. Inna sprawa, czy faktycznie rozwiązałoby kwestię tego niewytłumaczalnego pociągu…
- Diabelske sidła to takie bardzo przyjemne roślinki – zwróciła się do Ginny – Kochają ciemne miejsca i najwyraźniej kochają je też ci, którzy próbują zabezpieczyć swoje sekrety. Sidła oplatają się wokół tych, którzy się w nie władują i wyciskają z nich życie niczym sok z cytryny – no dobra, sokiem z cytryny może trochę przesadziła, ale też pomogła sobie gestykulacją w zobrazowaniu, jak to te cholerstwa wysyłają swe ofiary w objęcia Matki.
Czy mogli? Nawet nie tyle mogli, co powinni, więc pozostało ruszyć w drogę, odpalając różdżkę, żeby przypadkiem nie zabić się o własne nogi w tych ciemnościach…
- Patrząc po tym, jak teraz wpada w tarapaty, to najwyraźniej nic a nic się nie zmienił – parsknęła cicho. Dywanik i szlabany, a teraz, teraz… w pewnym sensie też lądował na dywaniku. Tylko już nie dyrektora szkoły – I ile razy? – zainteresowała się bliżej, w myślach zapisując spodziewaną liczbę dyrektorskich interwencji. Ciekawe, jak bardzo się pomyli…
- Nooo, sporo… – przytaknęła, gdy dotarli do sideł – Miały naprawdę wiele lat na to, żeby się tu rozpanoszyć, ale my na szczęście mamy Nell, która nas ocali przed tymi paskudztwami, prawda? – ni to spytała, ni to stwierdziła, iście niewinnym tonem.
Tyle że przez ostatni czas nietrudno się było połapać, że coś jest na rzeczy. I choć mogła to argumentować, to pytanie, czy to właśnie te argumenty przeważały w toku myślenia Lety było bardzo, ale to bardzo zasadne.
- Ustaw się w kolejce, Nell – wypaliła w stronę uzdrowicielki. Tak, Cal; miał pierwszeństwo w mordowaniu; w końcu ile to już się odgrażał, że postąpi dokładnie w ten sposób? - I jak masz tu jakieś dobre na podorędziu to dawaj znać, zobaczymy, co się da zrobić, żeby spełnić twoje życzenie – parsknęła zaraz.
W zasadzie, to byłoby raczej proste. Inna sprawa, czy faktycznie rozwiązałoby kwestię tego niewytłumaczalnego pociągu…
- Diabelske sidła to takie bardzo przyjemne roślinki – zwróciła się do Ginny – Kochają ciemne miejsca i najwyraźniej kochają je też ci, którzy próbują zabezpieczyć swoje sekrety. Sidła oplatają się wokół tych, którzy się w nie władują i wyciskają z nich życie niczym sok z cytryny – no dobra, sokiem z cytryny może trochę przesadziła, ale też pomogła sobie gestykulacją w zobrazowaniu, jak to te cholerstwa wysyłają swe ofiary w objęcia Matki.
Czy mogli? Nawet nie tyle mogli, co powinni, więc pozostało ruszyć w drogę, odpalając różdżkę, żeby przypadkiem nie zabić się o własne nogi w tych ciemnościach…
- Patrząc po tym, jak teraz wpada w tarapaty, to najwyraźniej nic a nic się nie zmienił – parsknęła cicho. Dywanik i szlabany, a teraz, teraz… w pewnym sensie też lądował na dywaniku. Tylko już nie dyrektora szkoły – I ile razy? – zainteresowała się bliżej, w myślach zapisując spodziewaną liczbę dyrektorskich interwencji. Ciekawe, jak bardzo się pomyli…
- Nooo, sporo… – przytaknęła, gdy dotarli do sideł – Miały naprawdę wiele lat na to, żeby się tu rozpanoszyć, ale my na szczęście mamy Nell, która nas ocali przed tymi paskudztwami, prawda? – ni to spytała, ni to stwierdziła, iście niewinnym tonem.