17.12.2023, 18:33 ✶
- Jeśli będziesz gotowa się z tego wygadać, to służę... uchem - odparłem jedynie na jej słowa. Nie miałem zielonego pojęcia, co takiego się wydarzyło przez tę drobną chwilą, ale wciąż nikogo nie dostrzegałem podejrzanego, kogoś, kto miałby wobec niej złe zamiary, więc postanowiłem nieco opuścić gardę, aczkolwiek... kto tam wiedział tych ludzi? Miałem do czynienia z różnymi typami spod czarnej gwiazdy, co nam jako cyrkowi robili pod górkę, więc nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś taki był również w życiu Aveliny. Wiedziałem również, niestety byłem świadomy, że w tej chwili żadne słowa nie pomogą na jej ból, więc miałem aby nadzieję, że ujrzy coś pokrzepiającego w ogniskach, bo ja, cóż, sam nie wiedziałem...
Widziałem postacie w togach, ewidentnie magów Wizengamotu, ale... nie byłem pewien, czy ta wizja była dla mnie pozytywna, czy negatywna. Obawiałem się, że raczej mogła być negatywna, bo więcej mieliśmy za uszami niż nam przewiniono. Najbardziej obawiałem się o Flynna, bo jemu mogło grozić nawet dożywocie w Azkabanie, a nie zniósłbym myśli, że on tam jest i jest traktowany w ten podły sposób. Obawiam się, że przetraciłbym życie na próbach udowodnienia jego niewinności, ale... Może chodziło o tego mężczyznę, co się wkradł do pokoju Elaine? Miałem przeogromną nadzieję, że prawo miało być po naszej stronie, nie zaś przeciw nam. Powinienem trzymać się tej myśli niczym afirmacji, tak.
- I jak, Avelino? Ujrzałaś coś pokrzepiającego...? - zapytałem ją z ciekawością, mając nadzieję, że kompletnie nie zniszczyłem jej tego popołudnia, pomysłem podejścia do ognisk. - Może chcesz już wrócić? Cieszę się, że ze mną wyskoczyłaś na Lithę, ale jesteś przemęczona i... ta sytuacja. Zrozumiem, jeżeli wolisz wrócić... Wiesz, nic na siłę, a zawsze możemy spotkać się innym razem i pośmieszkować albo porozmawiać, kiedy będziesz miała na to ochotę - zaproponowałem, uśmiechając się delikatnie. Widziałem, że nadal zbierały jej się łzy w kącikach oczu. Najchętniej bym je stamtąd wziął zabrał, ale to były ludzkie uczucia. Z nimi każdy musiał sam sobie poradzić. Albo w parze.
Widziałem postacie w togach, ewidentnie magów Wizengamotu, ale... nie byłem pewien, czy ta wizja była dla mnie pozytywna, czy negatywna. Obawiałem się, że raczej mogła być negatywna, bo więcej mieliśmy za uszami niż nam przewiniono. Najbardziej obawiałem się o Flynna, bo jemu mogło grozić nawet dożywocie w Azkabanie, a nie zniósłbym myśli, że on tam jest i jest traktowany w ten podły sposób. Obawiam się, że przetraciłbym życie na próbach udowodnienia jego niewinności, ale... Może chodziło o tego mężczyznę, co się wkradł do pokoju Elaine? Miałem przeogromną nadzieję, że prawo miało być po naszej stronie, nie zaś przeciw nam. Powinienem trzymać się tej myśli niczym afirmacji, tak.
- I jak, Avelino? Ujrzałaś coś pokrzepiającego...? - zapytałem ją z ciekawością, mając nadzieję, że kompletnie nie zniszczyłem jej tego popołudnia, pomysłem podejścia do ognisk. - Może chcesz już wrócić? Cieszę się, że ze mną wyskoczyłaś na Lithę, ale jesteś przemęczona i... ta sytuacja. Zrozumiem, jeżeli wolisz wrócić... Wiesz, nic na siłę, a zawsze możemy spotkać się innym razem i pośmieszkować albo porozmawiać, kiedy będziesz miała na to ochotę - zaproponowałem, uśmiechając się delikatnie. Widziałem, że nadal zbierały jej się łzy w kącikach oczu. Najchętniej bym je stamtąd wziął zabrał, ale to były ludzkie uczucia. Z nimi każdy musiał sam sobie poradzić. Albo w parze.