18.12.2023, 19:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.09.2024, 00:33 przez Albert Rookwood.)
Przewrócił oczami, kiedy Axel zaczął bluzgać na popularów zainteresowanych pojedynkiem. Nie to, żeby się nie z nim nie zgadzał, bo się zgadzał — tyle tych chujów tam się zebrało, że Albertowi nawet nie opłacało się przychodzić... Ale po młodym tak bardzo było widać frustrację, tę jego urażoną dumę, że nie mogło nie rozbawić go to, jak często powtarzał, że pizda Loretty jest jego i tylko jego, jakby musiał w tym upewnić nie tylko Alberta, ale też samego siebie.
Minęła ledwie chwila od zgaszenia jego ostatniego papierosa, ale palce już zaczynały go świerzbić; w dwóch kęsach pożarł ostatnią chicken roll, próbując zająć czymś usta podczas słuchania wściekłych dywagacji kolegi.
– O co chodzi Louvianowi? – Uśmiechnął się wpierw z rozbawieniem, później jakby z boleścią. – Możesz mieć rację. Obawiam się, że możesz mieć rację. Gdybym ja miał bliźniaczkę, to też bym ją ruchał. Damska wersja samego siebie... No nie mów, że ty byś nie chciał chociaż raz spróbować?
Nott sam w sobie wydawał mu się na tyle mało interesujący, że w ogóle nie podjął tematu jego osoby. Był zadbany, przystojny, bogaty i absolutnie bezpłciowy — Loretta mogłaby się z nim przespać dla samego mięsa. Aż głupio być o coś takiego zazdrosnym, to jakby pieklić się o to, że chłop chodzi na dziwki.
Podniósł się trochę zbyt nagle i musiał po tym odkaszlnąć. Wyciągnął z kieszeni szaty chusteczkę i przyłożył ją do ust, powoli tocząc się za chłopakiem do toalety. Zamknąwszy drzwi, z zaskoczeniem spojrzał na wyciągnięte w jego kierunku pióro wieczne. Pośpiesznie otarł wargi chusteczką i wcisnął nieoczekiwany prezent za pazuchę.
– Ogłoszenie? – Przed oczami stanęła mu wściekła twarz Charlesa. – Najpierw kreska. Pozwól mi mieć trochę radości, kurwa, z życia.
Przejął kokainowe puzderko i odetchnął głęboko. Skierował się do najbliższej umywalki, przetarł jej brzeg rękawem i zaklęciem usypał na nim działkę.
– Życz mi, kurwa, powodzenia – wymamrotał, łapiąc zaskakująco wzburzony kontakt wzrokowy z odbiciem Alexa w lustrze. – I pilnuj mnie, żebym nie próbował teraz wracać do żony. To wszystko jej wina.
Wystarczyło kilkanaście sekund, żeby poczuł pierwszy rush. Zassał powietrze, pochylając głowę nad odpływem i zaśmiał się serdecznie. Później usypał kolejną kreskę i pochłonął ją równie szybko. Zapiekło go w nos, pojechało mu po gardle; prawie łzy mu poleciały. To było takie cholernie przyjemne, euforię poczuł wpierw w głowie, później w całym ciele. Nagle widział więcej, nagle myślał szybciej. W końcu miał siłę, żeby żyć. Ba!, w końcu miał chęć, żeby żyć.
Opierając rękę o ścianę, stanął tuż obok Mulcibera. Patrzył mu w oczy, głęboko, głęboko w oczy, jakby postanowił pominąć wszelkie nudne konwenanse i od razu przejść do sondowania jego duszy. Poklepał go po plecach, wkładając w to trochę za dużo siły.
– Ja pierdolę, może też sobie wciągnij. Przyda ci się. To tak oczyszcza umysł, jak nic innego. Przypomina, co naprawdę jest ważne. – "Co naprawdę było ważne?" - skrzywił się nieznacznie, gdy wstyd paskudnie wykręcił mu żołądek. Na szczęście w sztucznej euforii udało mu się prędko porzucić nieprzyjemną myśl. – Wydaje mi się, że wydaje, że mi się, wydaje-wydaje... Czekaj.
Odkręcił wodę i zaczął szybko, nerwowo myć twarz. Wkurwiało go to, że coś na niej miał. Chyba pot. Nie mógł się skupić na tym, co mówił, słowa za szybko zapierdalały. Nim zdążył dokończyć jedno zdanie, jego druga połowa ulatywała już z jego umysłu, zastępowana przez pięć nowych, znacznie bardziej interesujących.
– Naprawdę, kurwa, dobry-dobry chłopak z ciebie. Naprawdę, dumny powinieneś z siebie być. Czego ty się tak boisz? Z tą Lorettą? Co ona ci zrobi? Twoja osoba chyba ma więcej wartości, niż bycie jebanym mężem jakieś panienki? Ty się ruchasz na boku, ona się rucha na boku, i co z tego? No, co z tego? – Rozbieganym spojrzeniem wędrował po zapadniętej twarzy Alexa. – Jak chcesz pokazać jej prawdziwą siłę. Prawdziwą męskość. To nie graj z nią w te gierki. To ona ma do ciebie przychodzić, to ona ma przed tobą klękać, błagać, chuja ci ssać, bylebyś tylko poświęcił jej czas. Nie ty jej. Naprawdę, kurwa, chcesz tak jej pokazywać swoją słabość, to, że tak się boisz, że ktoś ci ją zabierze? Jak ktoś zabierze, to ją mu odbierzesz, albo znajdziesz sobie inną. No kurwa, nie ssij swojej panience chuja.
Minęła ledwie chwila od zgaszenia jego ostatniego papierosa, ale palce już zaczynały go świerzbić; w dwóch kęsach pożarł ostatnią chicken roll, próbując zająć czymś usta podczas słuchania wściekłych dywagacji kolegi.
– O co chodzi Louvianowi? – Uśmiechnął się wpierw z rozbawieniem, później jakby z boleścią. – Możesz mieć rację. Obawiam się, że możesz mieć rację. Gdybym ja miał bliźniaczkę, to też bym ją ruchał. Damska wersja samego siebie... No nie mów, że ty byś nie chciał chociaż raz spróbować?
Nott sam w sobie wydawał mu się na tyle mało interesujący, że w ogóle nie podjął tematu jego osoby. Był zadbany, przystojny, bogaty i absolutnie bezpłciowy — Loretta mogłaby się z nim przespać dla samego mięsa. Aż głupio być o coś takiego zazdrosnym, to jakby pieklić się o to, że chłop chodzi na dziwki.
Podniósł się trochę zbyt nagle i musiał po tym odkaszlnąć. Wyciągnął z kieszeni szaty chusteczkę i przyłożył ją do ust, powoli tocząc się za chłopakiem do toalety. Zamknąwszy drzwi, z zaskoczeniem spojrzał na wyciągnięte w jego kierunku pióro wieczne. Pośpiesznie otarł wargi chusteczką i wcisnął nieoczekiwany prezent za pazuchę.
– Ogłoszenie? – Przed oczami stanęła mu wściekła twarz Charlesa. – Najpierw kreska. Pozwól mi mieć trochę radości, kurwa, z życia.
Przejął kokainowe puzderko i odetchnął głęboko. Skierował się do najbliższej umywalki, przetarł jej brzeg rękawem i zaklęciem usypał na nim działkę.
– Życz mi, kurwa, powodzenia – wymamrotał, łapiąc zaskakująco wzburzony kontakt wzrokowy z odbiciem Alexa w lustrze. – I pilnuj mnie, żebym nie próbował teraz wracać do żony. To wszystko jej wina.
Wystarczyło kilkanaście sekund, żeby poczuł pierwszy rush. Zassał powietrze, pochylając głowę nad odpływem i zaśmiał się serdecznie. Później usypał kolejną kreskę i pochłonął ją równie szybko. Zapiekło go w nos, pojechało mu po gardle; prawie łzy mu poleciały. To było takie cholernie przyjemne, euforię poczuł wpierw w głowie, później w całym ciele. Nagle widział więcej, nagle myślał szybciej. W końcu miał siłę, żeby żyć. Ba!, w końcu miał chęć, żeby żyć.
Opierając rękę o ścianę, stanął tuż obok Mulcibera. Patrzył mu w oczy, głęboko, głęboko w oczy, jakby postanowił pominąć wszelkie nudne konwenanse i od razu przejść do sondowania jego duszy. Poklepał go po plecach, wkładając w to trochę za dużo siły.
– Ja pierdolę, może też sobie wciągnij. Przyda ci się. To tak oczyszcza umysł, jak nic innego. Przypomina, co naprawdę jest ważne. – "Co naprawdę było ważne?" - skrzywił się nieznacznie, gdy wstyd paskudnie wykręcił mu żołądek. Na szczęście w sztucznej euforii udało mu się prędko porzucić nieprzyjemną myśl. – Wydaje mi się, że wydaje, że mi się, wydaje-wydaje... Czekaj.
Odkręcił wodę i zaczął szybko, nerwowo myć twarz. Wkurwiało go to, że coś na niej miał. Chyba pot. Nie mógł się skupić na tym, co mówił, słowa za szybko zapierdalały. Nim zdążył dokończyć jedno zdanie, jego druga połowa ulatywała już z jego umysłu, zastępowana przez pięć nowych, znacznie bardziej interesujących.
– Naprawdę, kurwa, dobry-dobry chłopak z ciebie. Naprawdę, dumny powinieneś z siebie być. Czego ty się tak boisz? Z tą Lorettą? Co ona ci zrobi? Twoja osoba chyba ma więcej wartości, niż bycie jebanym mężem jakieś panienki? Ty się ruchasz na boku, ona się rucha na boku, i co z tego? No, co z tego? – Rozbieganym spojrzeniem wędrował po zapadniętej twarzy Alexa. – Jak chcesz pokazać jej prawdziwą siłę. Prawdziwą męskość. To nie graj z nią w te gierki. To ona ma do ciebie przychodzić, to ona ma przed tobą klękać, błagać, chuja ci ssać, bylebyś tylko poświęcił jej czas. Nie ty jej. Naprawdę, kurwa, chcesz tak jej pokazywać swoją słabość, to, że tak się boisz, że ktoś ci ją zabierze? Jak ktoś zabierze, to ją mu odbierzesz, albo znajdziesz sobie inną. No kurwa, nie ssij swojej panience chuja.