18.12.2023, 23:21 ✶
- Wiesz, to rozumienie Aydayi jest względne, bo tak naprawdę mężczyźni nigdy nie zrozumieją kobiet w pełni, więc nie analizowałbym zanadto jej psychiki... Tylko jej o tym nie mów, bo z kolei ja będę w tarapatach - zaśmiałem się. Już widziałem oczami wyobraźni, jak bardzo musiałbym nadskakiwać i się uginać żeby mi wybaczyła podobne słowa. Nie przepadałem za nadskakiwaniem i uginaniem się, więc ograniczałem to do minimum. Podobnie w sprawie Laurenta, ale cel uświęcał środki, wiec to znowu nie było jakieś bolesne, jeśli mogłem zatrzymać ich dla siebie, czy Aydayę, czy Laurenta. Za wszelką cenę, tak.
- Nie chciałbym zanadto wchodzić w uczucia Aydayi, bo nie mam ich pełnego obrazu, ale mam nadzieję, że pokrzepi cię fakt, że również marzę o tym, by pewne osoby miały do mnie inny stosunek, a jednak nie mam na to wpływu - wyznałem, w drodze kładąc swoją dłoń na ramieniu Lorka. Kolejne pokrzepienie. Ciepły gest. Przecież nie byłem tyranem, tylko kochającym ojcem, chcącym po prostu miłości swoich dzieci, ich uwagi, bezpieczeństwa.- Jak najbardziej chodźmy do letniego salonu - odparłem, na razie nie komentując słów syna o stanach lękowych. Za bardzo się na nich skupiał. Czuł się przez nie gorszy, a nie zamierzałem na to pozwalać. Byłem pewien, że prędzej czy później poczuje w sobie tę siłę, moc, niezniszczalność. Wstanie i rozora swoją odwagą wszelkie oznaki depresji czy lęków.
Przysiedliśmy w salonie, poprosiłem jakiegoś przypadkowego skrzata o herbatkę. W międzyczasie słuchałem opowieści Laurenta, która zapewne była długa i w miarę szczegółowa.
- I co sądzisz o tej historii? O tym, co zrobiła matka dla swojej córki...? - zapytałem Laurenta z ciekawością, jak widział tę kobietę, która posłużyła się mroczną magią aby ratować swoje dziecię. Sam, cóż, poruszyłbym niebo i ziemię by ratować Laurenta. Ba!, właśnie poruszałem, bo cały sztab ludzi szukał tej mątwy, co zakradła się do jego snów. Guzdrali się. Żałosne, że nie znaleźli odpowiednio kompetentnej osoby, która byłaby w stanie go namierzyć we snach i unicestwić. Otrzymali wczoraj niemałą reprymendę, dlatego dziś postanowiłem nieco odetchnąć od pracy i obowiązków. Właściwie niedawno powróciłem z wyprawy.
- Nie chciałbym zanadto wchodzić w uczucia Aydayi, bo nie mam ich pełnego obrazu, ale mam nadzieję, że pokrzepi cię fakt, że również marzę o tym, by pewne osoby miały do mnie inny stosunek, a jednak nie mam na to wpływu - wyznałem, w drodze kładąc swoją dłoń na ramieniu Lorka. Kolejne pokrzepienie. Ciepły gest. Przecież nie byłem tyranem, tylko kochającym ojcem, chcącym po prostu miłości swoich dzieci, ich uwagi, bezpieczeństwa.- Jak najbardziej chodźmy do letniego salonu - odparłem, na razie nie komentując słów syna o stanach lękowych. Za bardzo się na nich skupiał. Czuł się przez nie gorszy, a nie zamierzałem na to pozwalać. Byłem pewien, że prędzej czy później poczuje w sobie tę siłę, moc, niezniszczalność. Wstanie i rozora swoją odwagą wszelkie oznaki depresji czy lęków.
Przysiedliśmy w salonie, poprosiłem jakiegoś przypadkowego skrzata o herbatkę. W międzyczasie słuchałem opowieści Laurenta, która zapewne była długa i w miarę szczegółowa.
- I co sądzisz o tej historii? O tym, co zrobiła matka dla swojej córki...? - zapytałem Laurenta z ciekawością, jak widział tę kobietę, która posłużyła się mroczną magią aby ratować swoje dziecię. Sam, cóż, poruszyłbym niebo i ziemię by ratować Laurenta. Ba!, właśnie poruszałem, bo cały sztab ludzi szukał tej mątwy, co zakradła się do jego snów. Guzdrali się. Żałosne, że nie znaleźli odpowiednio kompetentnej osoby, która byłaby w stanie go namierzyć we snach i unicestwić. Otrzymali wczoraj niemałą reprymendę, dlatego dziś postanowiłem nieco odetchnąć od pracy i obowiązków. Właściwie niedawno powróciłem z wyprawy.