20.12.2023, 23:55 ✶
Czy w ryzach mogłem utrzymać cokolwiek, to można było polemizować, aczkolwiek próbować zawsze mogłem, no nie? Dzielny chłopak byłem, czasami nawet bohaterski, więc co szkodziło? A jeszcze z pierwszej pomocy to najgorszy nie byłem, a to też jakiś plus, w razie gdyby ktoś tu nam się ostro wciął z procentami, walnął donośnie w ścianę i stracił przytomność. Iło-iło-iło! Pan doktór Kociak na miejscu, Leo-leo-leo może pomoże! Taaak, żartowałem sobie tylko. Ja przecież zawsze pomogę, jeśli będę tylko mógł, jeśli tylko będę w stanie.
Ucieszyłem się, że z tym grafikiem, to mogliśmy tak elastycznie. Brzmiało jak wyśnione marzenie, a wiedziałem, że też Dellian, brach mój, współlokator się ucieszy, że tam więcej miedziaków przyniosę i dołożę do utrzymania mieszkania. Poza tym wiadomo, że tam mu niejeden darmowy drink skapnie, ale to o tym lepiej ćśś przed przyszłą szefową. Skinąłem ożywiony głosem, bo to było nie dość, że już przyklepane, to nawet i polizane. Bardziej w mojej wyobraźni, ale jednak.
- Taaak, Vinnie! - potwierdziłem jakby zaskoczony, bo przez te wszystkie szarady, to nawet zapomniałem, że miałem brata. Właściwie miałem całą gromadę rodzeństwa, ale tak się rozsiali po Londynie i może też po świecie, że właściwie jedyną pewną rzeczą w moim życiu była ta butelka mleka, co stała w lodówce w moim mieszkaniu. Choć też ona wisiała na włosku, bo miałem kocią konkurencję na chacie. - Vinnie... Vincent to mój brat, ale zdecydowanie spokojniejszy, ale jeśli miałbym zrobić ranking braci, to ja jestem najprzystojniejszy, najbardziej wystrzałowy i... najbardziej uwielbiam mleko. Dlatego tak z tymi owocami, to ja zjem, ale mleko na pierwszym miejscu. Do mleka to najlepsze chyba są bułeczki maślane, ale w sumie to bym wszystko zjadł, ale też nie za dużo, bo jak dużo zjem, to ciężko się ruszać, a ja jednak... hehe, widać... lubię być w ruchu, dlatego tak bardzo się cieszę, że jest tu muzyka. To zdecydowanie ożywia atmosferę!!! - rozwinąłem się nieco, wylałem słowami na ten blat, ale nie szkodziło, bo to jednak na plus było. Widać było w oczach Szefowej, że świetnie się bawiła, już nie taka zmarnowana, tylko uśmiechnięta. Tak jej było zdecydowanie lepiej. I ja tak zrobię, ja zrobię tak poważnie, że jak tylko zobaczę ją smutną czy zmęczoną, to ja się tego smutku czy zmęczenia pozbędę.
- Dooobra... Fajna sprawa, że mi nie utniesz, ale jak policzysz szkody, to się nie obrażę, jeśli czasami jednak tak - uprzedziłem ją, bo ja naprawdę nie miałem oczu dookoła głowy, ale moje kończyny właśnie latały we wszystkie strony, więc czasami to się kończyło ofiarami w postaci stłuczonych szklanek i kieliszków. Może zwinny byłem, ale bardziej to się tyczyło skakania z wysokości i uciekania przed łotrami. - A zacząć to ja mogę od razu... Drineczka? - zapytałem, unosząc jedną z brwi. Jak Szefowa rozkaże, to szeregowy wstanie i zrobi, co tylko dusza tam zagrała. Czy zapragnęła.
Ucieszyłem się, że z tym grafikiem, to mogliśmy tak elastycznie. Brzmiało jak wyśnione marzenie, a wiedziałem, że też Dellian, brach mój, współlokator się ucieszy, że tam więcej miedziaków przyniosę i dołożę do utrzymania mieszkania. Poza tym wiadomo, że tam mu niejeden darmowy drink skapnie, ale to o tym lepiej ćśś przed przyszłą szefową. Skinąłem ożywiony głosem, bo to było nie dość, że już przyklepane, to nawet i polizane. Bardziej w mojej wyobraźni, ale jednak.
- Taaak, Vinnie! - potwierdziłem jakby zaskoczony, bo przez te wszystkie szarady, to nawet zapomniałem, że miałem brata. Właściwie miałem całą gromadę rodzeństwa, ale tak się rozsiali po Londynie i może też po świecie, że właściwie jedyną pewną rzeczą w moim życiu była ta butelka mleka, co stała w lodówce w moim mieszkaniu. Choć też ona wisiała na włosku, bo miałem kocią konkurencję na chacie. - Vinnie... Vincent to mój brat, ale zdecydowanie spokojniejszy, ale jeśli miałbym zrobić ranking braci, to ja jestem najprzystojniejszy, najbardziej wystrzałowy i... najbardziej uwielbiam mleko. Dlatego tak z tymi owocami, to ja zjem, ale mleko na pierwszym miejscu. Do mleka to najlepsze chyba są bułeczki maślane, ale w sumie to bym wszystko zjadł, ale też nie za dużo, bo jak dużo zjem, to ciężko się ruszać, a ja jednak... hehe, widać... lubię być w ruchu, dlatego tak bardzo się cieszę, że jest tu muzyka. To zdecydowanie ożywia atmosferę!!! - rozwinąłem się nieco, wylałem słowami na ten blat, ale nie szkodziło, bo to jednak na plus było. Widać było w oczach Szefowej, że świetnie się bawiła, już nie taka zmarnowana, tylko uśmiechnięta. Tak jej było zdecydowanie lepiej. I ja tak zrobię, ja zrobię tak poważnie, że jak tylko zobaczę ją smutną czy zmęczoną, to ja się tego smutku czy zmęczenia pozbędę.
- Dooobra... Fajna sprawa, że mi nie utniesz, ale jak policzysz szkody, to się nie obrażę, jeśli czasami jednak tak - uprzedziłem ją, bo ja naprawdę nie miałem oczu dookoła głowy, ale moje kończyny właśnie latały we wszystkie strony, więc czasami to się kończyło ofiarami w postaci stłuczonych szklanek i kieliszków. Może zwinny byłem, ale bardziej to się tyczyło skakania z wysokości i uciekania przed łotrami. - A zacząć to ja mogę od razu... Drineczka? - zapytałem, unosząc jedną z brwi. Jak Szefowa rozkaże, to szeregowy wstanie i zrobi, co tylko dusza tam zagrała. Czy zapragnęła.