21.12.2023, 19:21 ✶
Pewnie gdyby był na ostatnim roku, a właściwie już na samym jego końcu, też już nie bardzo interesowałby się resztą uczniów. Obecnie kończył czwartą i zasadniczo zostało mu już mniej, niż więcej materiału do zaliczenia. Chociaż regularne zajęcia niezbyt go zajmowały, na pewno nie więcej, niż było to konieczne, to wolał lekcje na których mógł praktykować zaklęcia. Użytkowe były w porządku, ale to na te pojedynkowe czekał najbardziej. Właściwie wszystko co nie było drużyną ślizgonów w qudditcha było gdzieś na drugim planie. Za księgi i naukę łapał się dopiero jak przyszedł wyjec od ojca, pana Lestrange.
Z pozostałych domów, Krukonów chyba tolerował najbardziej, zwłaszcza krukonki. Inteligencja stała bardzo blisko obok ambicji i nawet jeśli ruda dziewucha przed nim uchodziła teraz w jego oczach za kujonkę, to czuł pewien rodzaju respekt przez potęgom wiedzy. A w kontaktach z innymi uczennicami, bo paczkę swoich ziomali już miał, po co miał poznawać kogoś nowego, trzeba było być ostrożnym. Czasem wystarczyło udawać z całych sił, że wcale się nie jest ślizgonem, żeby zdobyć zainteresowanie koleżanek. Łamanie stereotypów przyciągało uwagę niezależnie od płci i wieku, a kiedy Twoim stereotypem jest bycie bufoniastym dupkiem, po prostu nim nie bądź i wszyscy będą zdziwieni. Jeden prosty trick, żeby poderwać Twoją starą siostrę.
Zaśmiał się cicho, unosząc brwi nieco zaskoczony słownictwem starszej koleżanki. Od kiedy krukonice, są takie cięte i szorstkie? Może zbytnio pośpieszył się w przypinaniu łatek. - Myślę, że oba cele były dla nich satysfakcjonujące. - odparł uśmiechając się kącikiem ust. Pochylił się, by pomóc Olivii w poradzeniu sobie z tym bałaganem, który tutaj narobił narobiła jakaś banda pajacy. Pozbierał co większe kawałki po rozbitej donicy i postawił gdzieś na boku, pewnie ktoś bardziej wprawiony poskłada je do kupy. Rozsypaną dookoła ziemię przetransportował za pomocą zaklęcia translokacji z powrotem do worka. - Jakieś szczawiki, ale spokojnie, przy mnie nic Ci już nie grozi. - odparł uśmiechając się zadziornie z podwiniętymi rękawami. Wyprostował się jakby go zaraz ktoś miał namalować na obrazie, prężąc przy tym klatę czternastolatka, jakby był prawdziwym bodyguardem. Niby ironicznie, niby półżartem, ale wciąż starał się jakoś zaimponować rudej. Wiadomo, że nie będzie wydawał swoich własnych kumpli. - Musisz być bardzo ambitna, skoro wciąż się uczysz... nawet jeśli już nie musisz. - zagaił trochę niezobowiązująco, spoglądając jej na ręce. Nie miał zamiaru udawać, że wie o co w tych kwiatkach i nasionkach chodzi, jednak coś go zaintrygowało w jej zachowaniu. Właściwie uczenie się w tej sytuacji to też nieco nadużycie, uczuć się mogły kujonice w bibliotece, a tutaj chodziło o praktykę. - A ambicji nie powinno się przeszkadzać, a tym bardziej pomijać. - zrobił małą przerwę, by oprzeć się na blacie przy którym pracowała - Louvain Lestrange - zaakcentował z całych sił własną godność, chcąc korzystać ze splendoru swojego nazwiska tyle ile tylko mógł. Krzyżując ręce na piersi uśmiechnął się zadziornie, kolejny raz. Subtelnym gestem przerzucił wzrok na nią, oczekując, że i ona mu się przedstawi.
Z pozostałych domów, Krukonów chyba tolerował najbardziej, zwłaszcza krukonki. Inteligencja stała bardzo blisko obok ambicji i nawet jeśli ruda dziewucha przed nim uchodziła teraz w jego oczach za kujonkę, to czuł pewien rodzaju respekt przez potęgom wiedzy. A w kontaktach z innymi uczennicami, bo paczkę swoich ziomali już miał, po co miał poznawać kogoś nowego, trzeba było być ostrożnym. Czasem wystarczyło udawać z całych sił, że wcale się nie jest ślizgonem, żeby zdobyć zainteresowanie koleżanek. Łamanie stereotypów przyciągało uwagę niezależnie od płci i wieku, a kiedy Twoim stereotypem jest bycie bufoniastym dupkiem, po prostu nim nie bądź i wszyscy będą zdziwieni. Jeden prosty trick, żeby poderwać Twoją starą siostrę.
Zaśmiał się cicho, unosząc brwi nieco zaskoczony słownictwem starszej koleżanki. Od kiedy krukonice, są takie cięte i szorstkie? Może zbytnio pośpieszył się w przypinaniu łatek. - Myślę, że oba cele były dla nich satysfakcjonujące. - odparł uśmiechając się kącikiem ust. Pochylił się, by pomóc Olivii w poradzeniu sobie z tym bałaganem, który tutaj narobił narobiła jakaś banda pajacy. Pozbierał co większe kawałki po rozbitej donicy i postawił gdzieś na boku, pewnie ktoś bardziej wprawiony poskłada je do kupy. Rozsypaną dookoła ziemię przetransportował za pomocą zaklęcia translokacji z powrotem do worka. - Jakieś szczawiki, ale spokojnie, przy mnie nic Ci już nie grozi. - odparł uśmiechając się zadziornie z podwiniętymi rękawami. Wyprostował się jakby go zaraz ktoś miał namalować na obrazie, prężąc przy tym klatę czternastolatka, jakby był prawdziwym bodyguardem. Niby ironicznie, niby półżartem, ale wciąż starał się jakoś zaimponować rudej. Wiadomo, że nie będzie wydawał swoich własnych kumpli. - Musisz być bardzo ambitna, skoro wciąż się uczysz... nawet jeśli już nie musisz. - zagaił trochę niezobowiązująco, spoglądając jej na ręce. Nie miał zamiaru udawać, że wie o co w tych kwiatkach i nasionkach chodzi, jednak coś go zaintrygowało w jej zachowaniu. Właściwie uczenie się w tej sytuacji to też nieco nadużycie, uczuć się mogły kujonice w bibliotece, a tutaj chodziło o praktykę. - A ambicji nie powinno się przeszkadzać, a tym bardziej pomijać. - zrobił małą przerwę, by oprzeć się na blacie przy którym pracowała - Louvain Lestrange - zaakcentował z całych sił własną godność, chcąc korzystać ze splendoru swojego nazwiska tyle ile tylko mógł. Krzyżując ręce na piersi uśmiechnął się zadziornie, kolejny raz. Subtelnym gestem przerzucił wzrok na nią, oczekując, że i ona mu się przedstawi.