Cóż, gdyby nie to, że musiał się opiekować z Heather tuż po Beltane i podczas jej pobytu w Szpitalu św. Munga, to całkiem możliwe, że Cameron do tej pory zbierałby się po tym, co spotkało go po wywianiu z Polany Ognisk. Po ucieczce z chaty wiedźmy wszystko potoczyło się jednak tak szybko, że na dobrą sprawę nie bardzo miał czas na to, aby przemyśleć, co się właściwie stało. Po prostu robił, co mógł, aby nie dopuszczać do siebie wyrzutów sumienia i nie rozpamiętywać konfrontacji ze złą wiedźmą i jej ghoulem. Na swój sposób Wood trzymała go w ryzach, bo wiedział, że musi się trzymać dla jej dobra. Dla ich dobra.
— W-właśnie mi przypomniałaś, że c-chyba c-czeka mnie rozmowa z nią za kilka dni. Ta z g-gatunku jeden na jeden
Trafiła w jego ręce koperta z zaproszeniem na drobne zebranie stażystów, jednak na samym dole listu była także wzmianka o tym, że Bulstrode chciała z nim odbyć prywatną rozmowę. Będzie musiał sobie strzelić zieloną herbatę przed tym spotkaniem lub zamówić kolejkę w Dziurawym Kotle.
— No wiesz... T-teoretycznie mógłbym ci pomóc. — Podrapał się po szyi, bo zdał sobie sprawę, że w gruncie rzeczy... Też posiadał jakieś tam doświadczenie w prowadzeniu interesu. — Zajmuje się czasem apteką, kiedy nikt nie może siedzieć na zmianie. O ile nie jestem akurat na swoim dyżurze w szpitalu. — Wykrzywił nieco usta w grymasie. — Ale wiesz, przyjmowanie dostaw, aktywna sprzedaż... To też przynosi jakąś tam wiedzę o sytuacji na rynku. Na przykład eliksiry wspomagające zabliźnianie się ran są ostatnio trochę ciężko dostępne.
Przesuwając się wraz z tłumem wzdłuż kolejnych stoisk, Cameron nie przykładał dużej uwagi do tego, co się działo wokół niego. Skupiał się przede wszystkim na tym, aby nie puścić ręki swojej towarzyszki. Miał wrażenie, że Stonehenge, zamiast pustoszeć, zaczynało witać kolejnych gości, a naprawdę nie chciałby spędzić następnych kilkunastu minut, próbując się znaleźć z Heather w tym tłumie. Ludzie się zrobili bardziej odważni, pomyślał, rozglądając się najpierw jedną, a potem w drugą stronę.
— Myślę, że bułka z kiełbasą będzie okej? — Rzucił Rudej pytające spojrzenie. Nie mieli jeszcze w tym roku okazji wybrać się na żadnego grilla. Zresztą nie było to takie łatwe, gdy większość czasu spędzali w Londynie. A rozpalenie ogniska na balkonie przy Horyzontalnej albo Nokturnie raczej nie było dobrym pomysłem. — Chyba, że chcesz coś bardziej tradycyjnego? Kapłanki na pewno mają jakieś...
W tym momencie jego wzrok przesunął się z poruszających się w prawo i lewo ludzi na niepozorną parę, która w przeciwieństwie do znacznej większości gości sabatu, stała sobie na uboczu. Notes i aparat. Dwie główne bronie z arsenału współczesnych mediów i plotkarzy. Uśmiech Camerona nieco się zmniejszył, jednak postanowił nie uciekać. Korciło go, aby znowu zniknąć w pochodzie wraz z Heather, jednak... Może dobrze by było się pokazać? Zwłaszcza gdy po prostu się dobrze bawili, a nie walczyli o życie?
— M-mamy ogon — poinformował niemalże beztrosko Wood, gdy ta studiowała wybór dań na stoisku. — Nie wiem, czy P-prorok Codzienny, czy C-czarownica. Albo jakiś niezależny magazyn. — Odebrał z rąk dziewczyny jej pluszowego demimoza. — Gotowa na sesję zdjęciową?
Gdy już dostali zamówione przez siebie smakołyki, odwrócili się w stronę swoich małych stalkerów i... Wtedy Cameron ułożył sobie demimoza w rękach, jak małe dziecko i pomachał rączką maskotki w stronę reporterów. A co! Zabawią się trochę ich kosztem. Myśleli, że będą podsłuchiwać ich prywatne rozmowy? Robić zdjęcia z ukrycia? Oni im dadzą dopiero popis. Pytanie, tylko co uczyni Heather.