Rozejrzał się po korytarzu, zaglądając do wnętrza - ani myślał się tutaj zatrzymywać. Przynajmniej nie na zbyt długo. Namierzył ją spojrzeniem, spojrzał na jej cycki prezentujące się pod koszulką, przechylił głowę.
- Aha. "Psiapsi". - Uniósł palce, żeby zrobić ten charakterystyczny znak cudzysłowu i podniósł wzrok na jej twarz. Czasami jej ubranie rzucało się w oczy - z różnych względów. Czasem dlatego, że mu się wyjątkowo podobało, a czasem dlatego, że było faktycznie inne od tego, co nosiła codziennie. To mu się podobało. Chociaż komentarz na temat tego, czy modę zgapiała od pobliskiego burdelu na Nokturnie zatańczył mu na ustach, ale tego nie powiedział. W zasadzie to wolność, Tomku, w twoim domku. Tym nie mniej ewidentnie nie wstydziła mu się w czymś takim pokazywać. Jemu - albo komukolwiek, kto by zapukał i komukolwiek by otworzyła. Wstyd. Dziwne, przenikliwe uczucie, którego nie znajdował w niej w tym momencie. Albo go po prostu nie widział. Od jakiegoś czasu przenikanie emocji wychodziło mu różnorako. Skupiał swoje myśli i wzrok, ale to nie było to, co kiedyś. Zapłatą za spokój miały być pewne rzeczy, które artyści uznaliby za cenne... właśnie, artyści. To pewnie dlatego gitara leżała tak smętnie w kącie przez większość tego czasu. - Pisanka, psianka, psinka, czy inny chuj. Pisanka. - Machnął lekko ręką i zrobił jeszcze krok w kierunku salonu. - Mogę? - Zapytał, żeby nie wyjść na kompletnego gbura. Hej, miał jakieś minimum kultury! Tak i teraz odrobine dystansu względem Victorii. Wolał utrzymywać bezpieczną przestrzeń po tych wszystkich wyznaniach, jakie się przelały między nimi. Nie ufał temu. Nie ufał jej uczuciom. Nie ufał jej gestom. Jej chęciom. A już zupełnie nie ufał temu, czego mogłaby od niego chcieć. A jednocześnie ufał jej własnym życiem, bo czy inaczej by do niego przychodził? Do aurorki, po tym, co jej powiedział? - Mogę ją zapytać o nazwę poprawną, bo wiesz, mi wypadają jakoś te kwiatki z głowy... - Wiedza na temat roślin może nie była dla niego nieprzyswajalna, ale stanowiła jakiś dziwaczny stosik dokumentów, który był przez niego regularnie wrzucany do niszczarki. I to nie tak świadomie, to się działo jakoś z automatu! Zajmowało miejsce na... wszystkie te inne POTRZEBNE rzeczy! I niepotrzebne również.
- Nie. Czemu miało się coś stać. - Ni to pytanie, ni to stwierdzenie, kiedy wszedł do wnętrza i jeszcze przetrzepał kołnierzyk, na którym zakrzepło trochę krwi. Na czerni niekoniecznie było cokolwiek widać. Złoty kolor! Znaczy... czarny kolor. Ale złoty! - Napisałaś wiadomość to przyszedłem odpowiedzieć. I zobaczyć, jak się urządziłaś. - W nowo-starym mieszkanku. W którym... chyba miało być jej dobrze? A że w gości niby się nie przychodzi z pustymi rękami czy coś... tak mawiali. I to tak przy okazji tej wysokiej kultury osobistej. - Nie. Dzięki.
![[Obrazek: klt4M5W.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=klt4M5W.gif)
Pijak przy trzepaku czknął, równo z wybiciem północy. Zogniskował z trudem wzrok na przyglądającym mu się uważnie piwnicznym kocurze.
- Kisssi... kisssi - zabełkotał. - Ciiicha noooc... Powiesz coś, koteczku, luzkim goosem?
- Spierdalaj. - odparł beznamiętnie Kocur i oddalił się z godnością.