• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[czerwiec 1972] Ktoś się rodzi księdzem, ktoś wilą, a ktoś inny aurorem…

[czerwiec 1972] Ktoś się rodzi księdzem, ktoś wilą, a ktoś inny aurorem…
constant vigilance
I have traveled far beyond the path of reason.
wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
wilkołak
zawód
auror
Wysoki na prawie dwa metry, brakuje mu pewnie mniej niż dziesięć centymetrów, ale ciężko to ocenić na oko. O krępej budowie ciała, z szeroką twarzą i wybitymi zębami. Skóra często pokryta bliznami. Krzywy nos, z pewnością kiedyś złamany. Włosy ciemne, oczy też. Nie należy do ludzi, którzy o siebie szczególnie dbają.

Alastor Moody
#3
23.12.2023, 04:57  ✶  
„Zjedz kolację sama” - szybki list posłany do Effimery, kiedy tylko na jego biurko trafiła koperta z listem od potrzebującej pomocy Lorraine. Prawdę mówiąc, nie spodziewał się po niej niczego innego - odkąd wrócił z urlopu, robił te cholerne nadgodziny prawie codziennie i miał wrażenie, że dziewczyna powoli zapomina o tym jak wygląda jego twarz. Wychodził wcześnie rano, wracał wieczorem lub w nocy. Czym miał różnić się ten dzień od innych? Chyba tylko tym, że opuściwszy korytarze Ministerstwa ruszył na spotkanie z inną Malfoy niż normalnie. Lorrie kojarzyła go trochę lepiej niż on ją - być może coś obiło mu się kiedyś o uszy, ale nie skojarzyłby jej z niczym szczególnym, poza niebywałą wręcz urodą. Tak mu zapadła w pamięć: ładna koleżanka Effimery. Teraz może trochę kuzynka Eden, ale Eden mu jej nie przedstawiła nigdy, więc nie zakładał absolutnie nic jeżeli chodziło o ich relację i wolał o nią nie pytać - ta kobieta była kurwa nieprzewidywalna, co musiał przed sobą przyznać nawet jeżeli myślał o niej czule.

Oczywiście, nieszczególnie zażyła znajomość nie przeszkodziła mu w pojawieniu się na miejscu na godzinę wskazaną przez Sebastiana - kompleks bohatera i potrzeba pomagania innym w niemal każdej pierdole, z jaką do niego przychodzili, rozciągała się nie tylko na przyjaciół, ale i na przyjaciół ich przyjaciół i ich przyjaciół... na losowych potrzebujących oczywiście też. Wezwanie egzorcysty z Whitecroft brzmiało logiczniej w opisanej przez nią sprawie, ale miała rację sądząc, że nie musi to mieć związku z opętaniem - jego oględziny sprawie nie zaszkodzą, a i zapewnią dziewczynie względne bezpieczeństwo, na wypadek gdyby nieboszczyk okazał się być wampirem, albo ofiarą czarnomagicznego przedmiotu.

Nie zdążył przebrać się z munduru, więc do środka wszedł czując się trochę jak pajac, bo to przecież nie była oficjalna wizyta Biura Aurorów, nigdzie tego nie zgłosił, ale tak sobie pomyślał, że najwyżej to zgłosi, jak się tu coś faktycznie wydarzy...? Z tych tak naprawdę niepotrzebnych rozmyślań, bo kogo to obchodziło czy przyszedł tutaj ubrany jak do pracy, czy w pantalonach, wyrwał go głos Sebastiana, który dotarł do jego uszu ledwie sekundę po naciśnięciu klamki i naparciu na drzwi wejściowe.

No tak, egzorcysta z Whitecroft. Mógł się tego domyślić kilka godzin temu, ale może to nawet lepiej, że go to spotkanie wzięło z zaskoczenia, bo Macmillan nie wyglądał na szczególnie ucieszonego na jego widok. A może taką minę na jego licu wywołał powiew świeżości, jaki wniosła tu jego obecność? Bo chociaż Moody nie miał nic do wszelkiego rodzaju obrzędów, modlitw do bogów i wszystkich tych kwestii wiary, pozostawał kimś zbyt skupionym na pracy, żeby zaangażować się w to bardziej niż rozważeniem wybrania się na mszę w celu zobaczenia Sebastiana w szacie liturgicznej. Modlitwa do Matki? Nie znał żadnej. Sabaty kojarzyły mu się co najwyżej z patrolami. Odkąd oficjalnie przyjęli go do Brygady Uderzeniowej, w każde Yule zawsze był na służbie.

- Cześć, młoda - powiedział, skinąwszy głową do Lorraine, pozwalając sobie na takie powitanie, bo skoro piła grzańca z jego kubków i pierdoliła coś Effimery o bogatym księciu z bajki, to nie będzie do niej mówił dzień dobry. - I cześć, Sebastian - i nawet wyciągnął do niego rękę, ale kapłan akurat nerwowo przesuwał się w kierunku panny Malfoy, toteż Moody został z tą ręką zawieszoną w powietrzu. Złapał z Lorraine to żenujące, porozumiewawcze spojrzenie i nonszalancko opuścił ją w dół. Dwie sekundy temu chciał rzucić dowcipem: „chwalmy Matkę, że doprowadziła do tego, że wsparcie z Biura Aurorów było potrzebne”, ale teraz dwie ostatnie szare komórki w jego głowie zgodziły się ze sobą: zostaw to na potem, jak będziesz pił z Bertim piwo i opowiadał mu, co się stało.

Próbując zachować resztki profesjonalizmu, zbliżył się do nich, splatając ręce na wysokości klatki piersiowej.

- Przywieźli ci go tutaj z jakimiś przedmiotami? - Dodał do słów Macmillana. Rzeczy, w których go tutaj przynieśli, trzymała razem z nim w kostnicy? A może w ogóle przywieźli go tutaj nagiego w worku? Jak o tym pomyślał, to nie wiedział, co oni dokładnie robili z ciałami nieboszczyków, poza tym, że te wymagające sekcji były trzymane w biurze koronera, aż nie skończyła się sprawa i nie zabrała ich rodzina. Śmiesznie trochę. Rzadko bywał najmniej rozumiejącą sytuację osobą w pomieszczeniu.


fear is the mind-killer.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alastor Moody (692), Lorraine Malfoy (1510), Sebastian Macmillan (596)




Wiadomości w tym wątku
[czerwiec 1972] Ktoś się rodzi księdzem, ktoś wilą, a ktoś inny aurorem… - przez Lorraine Malfoy - 12.12.2023, 18:30
RE: [czerwiec 1972] Ktoś się rodzi księdzem, ktoś wilą, a ktoś inny aurorem… - przez Sebastian Macmillan - 12.12.2023, 19:10
RE: [czerwiec 1972] Ktoś się rodzi księdzem, ktoś wilą, a ktoś inny aurorem… - przez Alastor Moody - 23.12.2023, 04:57
RE: [czerwiec 1972] Ktoś się rodzi księdzem, ktoś wilą, a ktoś inny aurorem… - przez Lorraine Malfoy - 22.06.2025, 04:26

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa