23.12.2023, 16:40 ✶
Moody poczuł się bardzo dziwnie. Jeszcze przed chwilą czuł to palące w gardło uczucie strachu nakazujące mu szybką ucieczkę. Teraz - nie potrafił wyswobodzić się z pętli myśli, że mimo wszystko musiał tam wrócić, jeżeli tylko Bott nie wynurzy się spomiędzy drzew za kilka sekund. Przerażające, koślawe istoty wzbudzające tak silny lęk nie były czymś charakterystycznym dla Doliny Godryka - nie musiał być specem od przyrody ani tych okolic, żeby dobrze wiedzieć, w jak bardzo oderwanej od normalności sytuacji się znaleźli. Na usta cisnęło się pytanie: co to kurwa było, ale nawet się na to nie silił, bo po tym jak z Harper widzieli w tych krzakach jakieś omamy, dobrze wiedział jak daleko poza zasięgiem znajdowała się trafna odpowiedź.
- Jest. - Powtórzył za Malfoyem półszeptem, ewidentnie zestresowany - ciało miał już zwrócone w kierunku, w którym biegli i postawił pierwszy krok w tył, kiedy faktycznie dojrzał tam biegnącego Bertiego i o Matko - wiara nie była jego mocą stroną, ale nawet on pomyślał o niej w takiej sytuacji, bo kiedy po tak silnym ucisku w klatce piersiowej rozlewała się po człowieku ulga, mimowolnie myśli kierowały się w stronę jakiejś potencjalnej siły wyższej i mrugały jej w podzięce. - Teraz już tak - odpowiedział mu, kiedy Bott znalazł się na tyle blisko, żeby mógł poklepać go po plecach i spojrzeć po jego ciele i oczach, czy nic mu na pewno nie było, bo różne wieści do nich dotarły w temacie tych widm, ale sam nie wiedział czego szukać. Najważniejsze było to, że skoro go mógł dotknąć, to istniał tu, był. Nie stanowił kolejnej dawki zwidów.
Nic nie mówiąc, wyciągnął taśmę i odgrodził nią ścieżkę, którą szli. Na mapie zaznaczył to miejsce wyraźnym, czerwonym kolorem.
- Nie wydaje mi się, żebyśmy mieli czas to zbadać. Sprawdźmy ten fragment i wróćmy poinformować ich, że te istoty nie opuściły Kniei. Pewnie wezwą tutaj Departament Tajemnic, albo cokolwiek co zajmuje się tego typu gównem.
- Jest. - Powtórzył za Malfoyem półszeptem, ewidentnie zestresowany - ciało miał już zwrócone w kierunku, w którym biegli i postawił pierwszy krok w tył, kiedy faktycznie dojrzał tam biegnącego Bertiego i o Matko - wiara nie była jego mocą stroną, ale nawet on pomyślał o niej w takiej sytuacji, bo kiedy po tak silnym ucisku w klatce piersiowej rozlewała się po człowieku ulga, mimowolnie myśli kierowały się w stronę jakiejś potencjalnej siły wyższej i mrugały jej w podzięce. - Teraz już tak - odpowiedział mu, kiedy Bott znalazł się na tyle blisko, żeby mógł poklepać go po plecach i spojrzeć po jego ciele i oczach, czy nic mu na pewno nie było, bo różne wieści do nich dotarły w temacie tych widm, ale sam nie wiedział czego szukać. Najważniejsze było to, że skoro go mógł dotknąć, to istniał tu, był. Nie stanowił kolejnej dawki zwidów.
Nic nie mówiąc, wyciągnął taśmę i odgrodził nią ścieżkę, którą szli. Na mapie zaznaczył to miejsce wyraźnym, czerwonym kolorem.
- Nie wydaje mi się, żebyśmy mieli czas to zbadać. Sprawdźmy ten fragment i wróćmy poinformować ich, że te istoty nie opuściły Kniei. Pewnie wezwą tutaj Departament Tajemnic, albo cokolwiek co zajmuje się tego typu gównem.
fear is the mind-killer.