Spoglądający w płomienie Chester nie dostrzegł swojego końca, a dwa skrzyżowane ze sobą miecze. Wydawało mu się, że nawet płonące polana trzaskają w tym samym momencie, w którym klingi się ze sobą ścierają. Poczuł jak wypełnia go determinacja. Jego walka nie dobiegła jeszcze końca. Nie należał do osób wierzących we wszystkie omeny. W ten może powinien uwierzyć. Walczył o lepszy, czystokrwisty, wolny od szlam świat i dominację czarodziejów nad mugolami. Dopasowanie tego co ujrzał w płomieniach pod wyznawane przez siebie idee było bardzo dogodne. Nie zmieniało to faktu, że jego zdaniem wróżbiarstwo nie powinno być postrzegane za dziedzinę magii i nie powinno być nauczane w Hogwarcie. Postrzegał jasnowidzów jako oszustów.
— Nigdy nie przywiązywałem do tego wagi. Posiadam również ugruntowany stosunek do wróżbiarstwa, jako dziedziny magii i samych wróżbitów. — Na dźwięk głosu blondynki oderwał spojrzenie od ognia, w którym nie widział już nic, odwracając się nieznacznie w stronę Camille. Uniósł kąciki ust w ledwie dostrzegalnym uśmiechu. Nie uważał aby teraz był czas i miejsce na prowadzenie intensywnych dyskusji na temat wróżbiarstwa, tego czy powinno być dziedziną magii i czy powinno być nauczane w Hogwarcie. Byłaby to daremna dyskusja.
— W dużej mierze tak... mój brat wygrał dla nich największą maskotkę i dlatego zasugerowałem mu, że powinien spróbować jeszcze raz wygrać taką samą. Ja wygrałem najmniejszą. — Z pewnością sam spróbowałby jeszcze raz, gdyby nie to, że jego plany uległy nieznacznej zmianie. Przez cały dzień zabawiał swoje wnuki, spędzał czas z częścią swojej rodziny. Jeszcze nie dostrzegł w tłumie świętujących Vespery ani Ulyssesa.
Nadchodził zmierzch, oznaczający że ta część sabatu niebawem dobiegnie końca. Właściciele straganów powoli zamykali swoje stragany, a pozostali zaczynali się rozchodzić.
— Masz ochotę na coś do picia? Stoisko z alkoholami powinni zamknąć jako ostatnie. — Zaproponował swojej towarzyszce. Wcześniej pił wyłącznie piwo, natomiast po zmierzchu to odpowiednia pora na coś mocniejszego - dla niego zawsze ognista whisky w ilości nieprzekraczającej jednej szklanki.