24.12.2023, 02:38 ✶
Strach, niepewność, bezradność - niby tak niewiele, ale jednak bardzo dużo. Paraliżowało mnie wiele potencjalnych scenariuszy, bo w tej chwili niczego nie mogłem być pewien. Wydarzyło się coś, miało swoje miejsce w rzeczywistości, coś takiego, czego nie byłem w stanie przewidzieć, a miałem wrażenie, że znam tu, w cyrku, każdego niemalże na wylot, a jednak... samego Flynna nie znałem, osoby, z którą przecież byłem najbliżej. Druzgotało mnie to, ale gorsza od tej świadomości była ta, w której go traciłem.
Chciałem go mieć w swoich ramionach, zatrzymać w nich na zawsze, a przynajmniej do czasu, kiedy na powrót poczuje się lepiej, ale wymykał mi się, a mnie to ścinało, wybijalo z rytmu, powodowało zbyt wiele różnych myśli przy tym ucisku, który czułem w głowie i w piersi. Uciski, ściski, krwawienia, żale, zmęczenie, złamane serce Flynna, niemoc, atak, papiery, cyrk, przeprowadzka, pełnia, wściekłość, papierosy... Wszystko. Ale najbardziej Flynn i jego upływanie, spływanie, znikanie. Po tch słowach, że nie czuł mojej miłości, bynajmnie nie tej samej co wcześniej. Chciałem, pragnąłem by to czuł z pełną mocą, jak wcześniej, ale...
Z lekkim opóźnieniem dołączyłem do niego na podłodze, na dywan. Płakał, łamał się, a ja czułem się taki beznadziejny. Nie chciałem psuć jego świata. Gdybym wiedział, to... przemilczałbym pewne sprawy? Zrobiłbym tak, jak to czynił Flynn? Chroniłbym go przed tym złym światem, przed brutalną rzeczywistością, przed sobą...?
Przytuliłem go znowu. Nie wiem, czy tego chciał, czy raczej mój dotyk był mu uciążliwym, ale nie chciałem go tu zostawiać w tym stanie. Nie wyobrażałem sobie tego nawet. Nie wchodziło pod żadnym pozorem w grę. Już zrobiłem ten błąd i go nie powtórzę - tak sobie postanowiłem.
- Nic się nie zmieniło. W moich uczuciach. Kocham cię, Flynn. Kocham cię mocno - szeptałem do niego, będac tego jak najbardziej pewnym. Zależało mi na nim, ale chciałem też by jemu zależało na mnie. NIestety, to nie temat na teraz. Aktualnie to Flynn był ważniejszy. - Po prostu martwię się o ciebie. Tak bardzo. Powiedz mi, jak się czujesz? To... Wszystko w porządku...? Lepej ci? Chociaż trochę...? - zapytałem, choć to było beznadziejne pytanie. Głaskałem go po ręce, po boku, po twarzy. Próbowałem go uspokoić, uspokoić również siebie. Nieźle się popieprzyło.
Przyciągnąłem go do siebie, żeby przytulić go do swojej piersi, by być z nim blisko, o ile się nie wyrywał. Chciałem by ponownie był blisko mnie, by nic nas nie dzieliłi, by było... jak dawniej. Mała małpka na moich kolananch, zagubiony dzieciak z dawnych lat, który odnalazł drogę na kolana swojego dawnego druha. Dotykałem go po plecach, po włosach, po karku. Nie nachalnie, tylko delikatnie, ciepło. Spokojnie, żadnych gwałtownych ruchów, w obawie, że mógłby ponownie stracić kontak z rzeczywistością, splątny ze wściekłością.
- Wybacz mi, proszę. Wybacz mi, Flynn - odezwałem się po chwili. Wybacz mi, że jestem zazdrosnym kretynem - pomyślałem, ujmując jego twarz w dłonie. Byłem skruszony, zmęczony, zatroskany. Cmoknąłem go w czoło raz, ale zaraz też w usta. Delikatnie, badawczo, czy odwzajemni ten dotyk, czy raczej pozostanie niewzruszony.
@The Edge
Chciałem go mieć w swoich ramionach, zatrzymać w nich na zawsze, a przynajmniej do czasu, kiedy na powrót poczuje się lepiej, ale wymykał mi się, a mnie to ścinało, wybijalo z rytmu, powodowało zbyt wiele różnych myśli przy tym ucisku, który czułem w głowie i w piersi. Uciski, ściski, krwawienia, żale, zmęczenie, złamane serce Flynna, niemoc, atak, papiery, cyrk, przeprowadzka, pełnia, wściekłość, papierosy... Wszystko. Ale najbardziej Flynn i jego upływanie, spływanie, znikanie. Po tch słowach, że nie czuł mojej miłości, bynajmnie nie tej samej co wcześniej. Chciałem, pragnąłem by to czuł z pełną mocą, jak wcześniej, ale...
Z lekkim opóźnieniem dołączyłem do niego na podłodze, na dywan. Płakał, łamał się, a ja czułem się taki beznadziejny. Nie chciałem psuć jego świata. Gdybym wiedział, to... przemilczałbym pewne sprawy? Zrobiłbym tak, jak to czynił Flynn? Chroniłbym go przed tym złym światem, przed brutalną rzeczywistością, przed sobą...?
Przytuliłem go znowu. Nie wiem, czy tego chciał, czy raczej mój dotyk był mu uciążliwym, ale nie chciałem go tu zostawiać w tym stanie. Nie wyobrażałem sobie tego nawet. Nie wchodziło pod żadnym pozorem w grę. Już zrobiłem ten błąd i go nie powtórzę - tak sobie postanowiłem.
- Nic się nie zmieniło. W moich uczuciach. Kocham cię, Flynn. Kocham cię mocno - szeptałem do niego, będac tego jak najbardziej pewnym. Zależało mi na nim, ale chciałem też by jemu zależało na mnie. NIestety, to nie temat na teraz. Aktualnie to Flynn był ważniejszy. - Po prostu martwię się o ciebie. Tak bardzo. Powiedz mi, jak się czujesz? To... Wszystko w porządku...? Lepej ci? Chociaż trochę...? - zapytałem, choć to było beznadziejne pytanie. Głaskałem go po ręce, po boku, po twarzy. Próbowałem go uspokoić, uspokoić również siebie. Nieźle się popieprzyło.
Przyciągnąłem go do siebie, żeby przytulić go do swojej piersi, by być z nim blisko, o ile się nie wyrywał. Chciałem by ponownie był blisko mnie, by nic nas nie dzieliłi, by było... jak dawniej. Mała małpka na moich kolananch, zagubiony dzieciak z dawnych lat, który odnalazł drogę na kolana swojego dawnego druha. Dotykałem go po plecach, po włosach, po karku. Nie nachalnie, tylko delikatnie, ciepło. Spokojnie, żadnych gwałtownych ruchów, w obawie, że mógłby ponownie stracić kontak z rzeczywistością, splątny ze wściekłością.
- Wybacz mi, proszę. Wybacz mi, Flynn - odezwałem się po chwili. Wybacz mi, że jestem zazdrosnym kretynem - pomyślałem, ujmując jego twarz w dłonie. Byłem skruszony, zmęczony, zatroskany. Cmoknąłem go w czoło raz, ale zaraz też w usta. Delikatnie, badawczo, czy odwzajemni ten dotyk, czy raczej pozostanie niewzruszony.
@The Edge