Sięgając pamięcią w przeszłość to nawet nie potrafiłby przywołać ze swoich wspomnień momentu, w którym słyszał śmiech z ust kobiety niebędącej jego córką. Trwanie w żałobie od dziesięciu lat nie pozostawało bez wpływu na niego. Przez cały ten czas wycofał się z życia towarzyskiego. Od lat nie był w jakiekolwiek dobrej restauracji. nie zasiadał na widowni Teatru Selwynów czy chociażby na koncercie Madame Bletchley. Jeśli chodzi o muzykę to najbardziej lubił klasykę, zwłaszcza jeśli była wolna od mugolskich wpływów.
— W takim razie mój brat będzie musiał dołożyć wszelkich starań aby spełnić obietnicę, którą na nim wymogłem. Jeśli mu się nie uda to zawsze mój syn może spróbować. Tak właśnie jest. Przeważnie tak się kończy,. Miodkiem będzie to, że Eryk wygrał dla nich największą maskotkę, natomiast toporkiem to, że nie zawsze dostaje się to, co chce. — Odpowiedział swojej pięknej towarzyszce. Pomimo bycia nad wyraz dysfunkcyjną rodziną Chester utrzymał ze swoimi braćmi i dziećmi relacje na odpowiednim poziomie i dbał o nich wszystkich w swoich standardach. Pozostawał od lat zwolennikiem surowego wychowania, pozbawionego przesadnego rozpieszczania dzieci i sprawdzone przez niego zasady starał się przenosić na swoje wnuki, jeśli przejmował nad nimi pieczę. Jak podczas tegorocznej Lithy właśnie.
Na wystosowaną przez niego propozycję kobieta mogła odpowiedzieć zarówno przecząco, jak i twierdząco. Mogła się również zastanawiać, wówczas mógłby starać się ją przekonać. To było coś, czego najpewniej nie zrobiłby. Nie zamierzał się narzucać kobietom. Dotyczyłoby to nawet samej Camille, gdyby nie chciała żeby ją odnalazł po spędzeniu wystarczająco dużo czasu z rodziną i gdyby sama do niego nie podeszła gdy wpatrywał się w ogień.
— Pozwolisz, że zapłacę? — Skoro przystała na jego propozycję to postanowił wyjść z kolejną. Satysfakcjonujący go fakt odzyskania swojej sakiewki nie tylko pozwolił mu na zakupienie dzieciom kolejnych porcji waty cukrowej, ale również uratował go przed kompromitacją w oczach idącej przy jego boku pięknej kobiety. Będąc staroświeckim przykładał wielką wagę do odpowiedniego traktowania kobiet z klasą, nie będąc tak pobłażliwym względem małolat.
— Podwójną ognistą whisky. A dla ciebie? — Pozostawał wierny swoim przyzwyczajeniom. — W pierwszej kolejności... tłumów czarodziejów. Okazji do spotykania się ze znajomymi i do spędzania czasu z rodziną. Atrakcji stosownych do sabatu. Podczas każdego z nich można zakupić wiele rzeczy. — W taki sposób właśnie widział ten sabat. Zainteresował się tymi wszystkimi atrakcjami przez wzgląd na wnuki. Przez to całe zamieszanie z udziałem dwójki złodziei, opiekę nad wnukami i spotkanie z rodziną sam nie miał czasu czegoś zjeść.
Po dotarciu do tego stoiska mogli ujrzeć, że właściciel również zaczynał przygotowywać się do opuszczenia się terenu, na którym odbywał się sabat. Chester westchnął.
— Jak mniemam... tutaj już się nie napijemy. Proponuję wrócić do magicznego Londynu i wstąpić do jednej z tamtejszych restauracji. — Nie zamierzał zaprzepaścić szans na spędzenie tego wieczoru w towarzystwie kobiety, dlatego zaproponował opuszczenie Stonehenge i złapanie najbliższego świstoklika do magicznego Londynu. Nie będzie to długie spotkanie - na rano miał do pracy i zamierzał się w niej stawić. A to oznaczało, że musiał wrócić jeszcze do rodowej posiadłości w Little Hangleton. Jeśli kobieta przystała na jego propozycję to razem opuścili plac wokół Stonehenge.