25.12.2023, 17:37 ✶
- Dajesz, Nell, takie wielkie, przeogromne łóżko na cztery osoby, ze stosem poduszek i z baldachimem. Królewskie. A i nie zapomnij o stercie tych cieniutkich zasłonek, wiesz, takich co zdają się wręcz same falować – tutaj zagestykulowała, pokazując, jak zwiewne mają być te „firaneczki” wokółłóżkowe. Czy Leta drażniła właśnie lwa? Zdecydowanie być może… Zwłaszcza że podchwyciła słowa Ginny
- Naprawdę, mogłabyś? – zatrajkotała wręcz radośnie. Zwłaszcza że sama z transmutacją wybitnie się nie lubiła i jakiekolwiek próby w tym zakresie to była gwarantowana katastrofa, od której centrum należało uciekać jak najdalej. I to najlepiej już w momencie, kiedy się widziało, że Crouch unosi różdżkę.
Tak, zdecydowanie być może drażniła lwa…
- Nie no, z tymi skorpionami to jednak nie do końca tak było – zaprotestowała. W końcu trudno powiedzieć, żeby celowo wziął te wszystkie skorpiony i nimi rzucał w konkretne łepetyny, prawda? Fakt faktem, odpalił pułapkę, jak się zastanowić, to może i faktycznie miotnął jedną z tych gadzin w Nell, ale żeby zaraz „rzucał”…? To sugerowało paskudną, złą wolę Anwara!
- Bez przesady, a w karty to już na pewno ciebie nie przegrał – zaoponowała, dobrze zresztą pamiętając tamtą aferę. I tak po prawdzie, może faktycznie trzeba było oddać im Nell – to już zaprowadziłaby tam taki porządek, że ho-ho. Albo raczej: sami by ją oddali, razem ze wszystkimi pieniędzmi. Jamila i swoimi własnymi – Jak zbity pies? – podsunęła towarzyszce wyrażenie, którego być może szukała. W każdym razie, to było pierwsze, co nasunęło się Lecie.
I generalnie to już powinno być po problemie. Bagshot już powinna była załatwić diabelskie sidła, a oni powinni byli już móc przejść spokojnie. Ale nie. Cal czekał; aż oparła dłonie o biodra.
- Siebie wpychaj – fuknęła – Akurat jesteś największy, to z tobą im najdłużej zejdzie, a my sobie w tym czasie przejdziemy. Albo możesz po prostu pozwolić Nell, żeby zrobiła swoje i będziemy się mogli wszyscy zająć odkrywaniem kolejnego fragmentu tutejszej historii.
W końcu po to tu przyszli, nie? Halo, chłopie, filar, nie po ro latałam za nim nocą, żeby teraz się wycofywać, bo cię na myślenie wzięło...
- Naprawdę, mogłabyś? – zatrajkotała wręcz radośnie. Zwłaszcza że sama z transmutacją wybitnie się nie lubiła i jakiekolwiek próby w tym zakresie to była gwarantowana katastrofa, od której centrum należało uciekać jak najdalej. I to najlepiej już w momencie, kiedy się widziało, że Crouch unosi różdżkę.
Tak, zdecydowanie być może drażniła lwa…
- Nie no, z tymi skorpionami to jednak nie do końca tak było – zaprotestowała. W końcu trudno powiedzieć, żeby celowo wziął te wszystkie skorpiony i nimi rzucał w konkretne łepetyny, prawda? Fakt faktem, odpalił pułapkę, jak się zastanowić, to może i faktycznie miotnął jedną z tych gadzin w Nell, ale żeby zaraz „rzucał”…? To sugerowało paskudną, złą wolę Anwara!
- Bez przesady, a w karty to już na pewno ciebie nie przegrał – zaoponowała, dobrze zresztą pamiętając tamtą aferę. I tak po prawdzie, może faktycznie trzeba było oddać im Nell – to już zaprowadziłaby tam taki porządek, że ho-ho. Albo raczej: sami by ją oddali, razem ze wszystkimi pieniędzmi. Jamila i swoimi własnymi – Jak zbity pies? – podsunęła towarzyszce wyrażenie, którego być może szukała. W każdym razie, to było pierwsze, co nasunęło się Lecie.
I generalnie to już powinno być po problemie. Bagshot już powinna była załatwić diabelskie sidła, a oni powinni byli już móc przejść spokojnie. Ale nie. Cal czekał; aż oparła dłonie o biodra.
- Siebie wpychaj – fuknęła – Akurat jesteś największy, to z tobą im najdłużej zejdzie, a my sobie w tym czasie przejdziemy. Albo możesz po prostu pozwolić Nell, żeby zrobiła swoje i będziemy się mogli wszyscy zająć odkrywaniem kolejnego fragmentu tutejszej historii.
W końcu po to tu przyszli, nie? Halo, chłopie, filar, nie po ro latałam za nim nocą, żeby teraz się wycofywać, bo cię na myślenie wzięło...