Uśmiechnęła się do niego delikatnie i skinęła głową. Czuła ulgę, że Alexander nie drążył tematu, że nie prosił o wyjaśnienia i na siłę nie doszukiwał się powodu zmiany jej nastroju. Było to naprawdę ogromnie przyjemne i odciążające. Wiedziała, że będzie musiała z kimś o tym porozmawiać, że będzie musiała prosić kogoś o pomoc, kto pomoże jej nie wchodzić w kolejne spotkania z Augustusem. Ta relacja nie była zdrowa, nie była odpowiednia, a ona z każdym dniem czuła się coraz gorzej, czuła jak upada i zatapia się w smolistym poczuciu winy i frustracji, że nie ma dostępu do kogoś, kto zagościł w jej sercu. Pluła sobie też w twarz, że jej przyjaciółka miała racje, że powinna się jej posłuchać i nigdy więcej nie spotykać się z Rookwoodem, a przyjaźń między nimi była ogromnym błędem. On miał mieć kolejne dziecko, nie powinien nawet sobie głowy zawracać kimś takim jak Avelina! Z drugiej strony ciekawiło ją to, czy miał takich jak ona więcej, czy miał ogrom kochanek, którym wyznawał miłość.
Skupiła się na chwilę na swojej wizji w płomieniach. Klinga uderzała raz po raz, ogień niebezpiecznie trzaskał, a w jej sercu powoli wiła gniazdko determinacja. Wiedziała, że powinna się bardziej skupić na swoim biznesie, na tym, aby wszystko doprowadzić do ostatniego punktu, że nie powinna poddawać się zawodnemu sercu, a właśnie skupić się na swojej logice, a wygra wszystko, prawda? Nawet walki, które nadal trwały. Zacisnęła dłonie w pięści i zagryzła lekko wargę, aby skupić swój umysł na tym, aby nie zasnąć.
Głos Alexandra wyrwał ją z letargu i uśmiechnęła się do niego lekko. Już powoli jej głowa próbowała się uspokoić. Nie potrafiła nigdy dzielić się swoimi emocjami z innymi ludźmi, a Alexa znała stosunkowo krótko.
– Zobaczyłam dwie walczące na miecze postaci. Mam nadzieję, że nie będę musiała jednak z nikim walczyć. Nie jestem w tym zbyt dobra – jej głos ewidentnie był cichy i zmęczony, ale starała się zachować fason. – Tak, chętnie już wrócę do domu. Jak na jeden dzień za dużo wrażeń, a jeszcze czekają mnie urodziny kuzynki.– ruszyła z nim w kierunku punktu fiuu, aby stamtąd udać się do Londynu. Nie miała zamiaru się teleportować, bo byłoby to zbyt niebezpieczne.
Gdy poczuła na ramieniu czyjąś dłoń przez jej kark przeszedł dreszcz obawy. Bała się, że to mógł być Augustus, który wypatrzył ją w tłumie. Sam jej mówił, że nie zniósłby widoku oraz myśli, że byłaby w towarzystwie innego mężczyzny, ale na szczęście lub nie była to Szeptucha. Avelina spojrzała na nią czując jak przez jej ciało przechodzi zimny dreszcz. Nim zdążyła coś z siebie wydusić ta zniknęła. Każdego dnia zło rośnie w siłę. Czyżby miała stoczyć naprawdę jakąś walkę?
– Zdecydowanie zbyt dużo wrażeń – wyrzuciła z siebie czując jak gardło się jej zaciska. Gdy dotarli na miejsce przytuliła odruchowo Alexandra, bo sama tego uścisku naprawdę w tym momencie potrzebowała – Dziękuję za mile spędzony czas i przepraszam za mój stan. raczej nie byłam wymarzoną partnerką na spędzenie tego sabatu – uśmiechnęła się blado, a potem przeniosła się do Londynu, gdzie wróciła do swojego domu.