Chłodny ton głosu nieszczególnie na niego działał. Theon miał to szczęście, aby wychować się w posiadłości, w której niepodzielnie rządziła Delilah Travers. Nauczył się radzić sobie z tym, że inni niekoniecznie byli z niego zadowoleni; że niekoniecznie im się coś podobało. Po tych wszystkich latach nie bardzo go to ruszało. Przynajmniej tak długo, jak pozostawał względnie obojętnym względem jakiejś sprawy bądź osoby.
- Brzmisz w tym momencie jak moja babcia, a Delilah, choć jest oczywiście cudowna, ma ponad 70 lat. Tak gdybyś się zastanawiała. - poinformował ją jedynie, reagując tymi słowy na wypomniane przez Camille spóźnienie. Mógł dodać przy okazji coś na temat tego, że było ono w jakimś stopniu wynikiem jej wczorajszych rad, ale jakieś resztki zdrowego rozsądku podpowiadały mu, że dolewanie oliwy do ognia, to niekoniecznie najlepszy pomysł. Zwłaszcza, że jednak miał do kobiety dość istotny interes i byłoby dobrze gdyby się nim zajęła.
Na ten moment, całe szczęście, zaprosiła go jednak do salonu.
- Bo nie spałem. - poinformował ją. Próbował. Miał nadzieje, że alkohol z tym faktycznie pomoże, że go po prostu znokautuje. Stało się jednak inaczej. Kolejne godziny mijały, a on nadal nie był w stanie się wyciszyć. Dopiero nad ranem udało mu się zamknąć oczy na jakąś godzinę, może koło dwóch. Było to zdecydowanie mniej w stosunku do tego, czego faktycznie potrzebował jego organizm. I to dało się zauważyć.
Zajął miejsce przy stole, zainteresował się podsuniętym mu formularzem. Pierwszy raz miał okazje wypełniać go samodzielnie. Podczas swoich niezbyt licznych wizyt w Mungu, z reguły odpowiadał jedynie na pytania, które zadawał mu pracownik lub pracownica szpitala, mający to szczęście aby zajmować się jego osobą.
- Powinienem uwzględnić lykantropie? - zapytał, kiedy zapoznał się z poszczególnymi polami formularza. Następnie dorzucił jeszcze jedną informacje, która mogła się okazać istotna, choć też niekoniecznie musiała. No ale ostatecznie, to chyba było lepiej podać więcej informacji niż mniej. - Poza tym niekoniecznie działają na mnie standardowe dawki leków.
Zanim zaczął wszystko wypełniać, z uwzględnieniem otrzymanych informacji, sięgnął po kubek kawy. W krótkim czasie ubyło całkiem sporo napoju, który całe szczęście nie zdążył jeszcze wystygnąć. Wyglądało na to, że kubki faktycznie dość długo utrzymywały ciepło i nie był to tylko chwyt marketingowy, żeby przyciągnąć większą liczbę frajerów. Będzie musiał zapamiętać, żeby w przyszłości tam jeszcze zajrzeć z ten raz czy dwa. Może dziesięć.
- Nie wiem czy o to pytasz, ale w nocy wysłałem całkiem sporą kolekcje listów do mojej... - zawiesił się, próbując znaleźć odpowiednie określenie. Nie była jego dziewczyną, nie mógł jej nawet nazwać znajomą. Widzieli się tylko ze dwa, może trzy razy. - ...do tej dziewczyny, z którą spędziłem Beltane.
Czy wolałby o tym nie pamiętać? Może gdyby nie nazywał się Theon i nie miał na nazwisko Travers, byłoby mu trochę głupio i inne takie. A tak to było mu to raczej obojętne. Stało się, płakanie nad rozlanym mlekiem nie miało większego sensu. Człowiek musiał z tym żyć i tyle. Poza tym w życiu zdarzały się większe katastrofy. Mogłeś chociażby obudzić się po 20 dniach snu i na dokładkę tego odkryć, że z powodu ostatnich wydarzeń jesteś zimny niczym trup. Czujesz to sam i czują to też inni - przynajmniej póki nie zdołasz tego jakoś ukryć.
Ot, taki tam psikus losu. Taka drobnostka.